Wysłany: Pon Cze 12, 2006 3:10 pm |
|
|
| Sława |
|
|
 |
| Dołączył: 13 Kwi 2006 |
| Posty: 47 |
| Skąd: Jawia |
|
|
 |
 |
 |
|
Baśń o dźwięcznikach
–dzwonów słowiańskich najpewniejsze pochodzenie
Wściekły Chors z uwagą przeglądał się w lusterku. Podbite oko, naruszony ząb i krew z rozciętej wargi wcale nie poprawiały mu humoru. Gniew Mokoszy był równie wielki, jak ten jej gigantyczny łeb.
–O, dobrotliwa Mokosz! O, wszechpotężna Matko! – modlitewnie nawoływały prostaczki z kniei.
Dobrotliwa, akurat! Wszechpotężna –z tym mógł się jakoś jeszcze zgodzić. Gdyby nie nieśmiertelność, niewątpliwie nie przeżyłby ostatniej utarczki z rozsierdzoną złośnicą. Westchnął ciężko, boleśnie. Uszkodzona warga zapiekła mocniej. Ze złością splunął na ziemię.
–A masz!
Trochę mu ulżyło. Rozsądnie rozglądnął się wokół, czy aby czasem nikt nie widział zakazanej profanacji i nie złoży donosu Perunowi. Tym razem chyba miał szczęście. Wszędzie pusto, cicho, jedynie Żmij wylegujący się pod krzakiem czarnego bzu leniwie otworzył jedno oko.
–E, ten nic nie powie! –na moment poprawił mu się humor i złośliwie zarechotał.
Zaraz jednak przypomniał sobie to straszne wydarzenie, ten dawno przepowiadany armagedon i zapłakał z żałości. Wiślica i biedny książę! Taki wierny, taki potężny, zdesperowany i co? Do chrztu go zmusili przemocą, do wyparcia się swoich bogów! Dramat, tragedia i bliski koniec stawały się coraz bardziej realne. Zamachnął się i gniewnie cisnął lusterkiem w sam środek puszczy. Wyrwało w ziemi głęboki jar, który natychmiast napełnił się wodą i zamienił w całkiem pokaźne, krystaliczne jeziorko.
–I znowu cud! –roześmiał się Chors szeroko mimo pieczenie rozciętej wargi.
Zbliżył się i przeglądnął w ciemnej toni. Nadal był piękny, choć ta zołza Mokosz trochę uszkodziła jego świetlane lico. I knieja była piękna... Jego knieja. Błędnice chowały się wśród drzew... Boruta spał oparty o sosnę a jego olbrzymie przyrodzenie mocniej wybrzuszało portki przy każdym chrapliwym oddechu. Mimo woli Chors odwrócił wzrok na ten niesmaczny widok. Ale pod dębem Peruna leżała żertwa, Dziwożyna czatowała w pobliżu osady. Pewnie miał się tam ktoś urodzić dzisiejszej nocy, bo i Rodzanice krążyły wokół. Niby więc wszystko było w porządku, niezmienne i trwałe od wieków. Uśmiechnął się nieco uspokojony i zaświecił mocniej nad osadą.
Nagle do jego boskich uszu dotarł dźwięk tak przerażający, tak znienawidzony, że włosy dębem stanęły mu na głowie. Głos dzwonów! Po dreszczach na całym ciele rozpoznał, że musiały to być, jak nic, chrześcijańskie dzwony. Aż zatamowało mu oddech z wszechpotężnego gniewu. Nie, to nie mogło się tak skończyć! Z bezbrzeżnej złości rozżarzył się mocniej, spurpurowiał. Perun był taki staroświecki, wiecznie znudzony i nie chciał dać się namówić na żadne innowacje. Ciskał tylko piorunami na prawo i lewo, grzmiał straszliwie naśladując Zeusa a niczego nie pozwalał zmieniać. Kąciny, Perynia, dęby, żertwa i tyle!
Rozdrażniony Chors poczuł, że dłużej tego nie wytrzyma.
–A co mi tam! I tak ziemia nie może beze mnie istnieć– zarechotał.
Już wiedział, co ma czynić. Zbliżył się do osady jeszcze bardziej...
W drewnianej chatynce właśnie rodziło się dziecko. Spocona kobieta krzyczała i krzyczała... Widocznie poród nie przebiegał tak, jak powinien, bo pojawił się zasmucony Nija i tylko czekał na właściwy moment. Chors z gniewem przepędził Dziwożynę, zachęcająco mrugnął do Rodzanic, pożegnalnie zalśnił w oczach umierającej kobiety i skupił się na dziecku. W ostatniej chwili stara ciota swoją wiedzą i doświadczeniem ocaliła mu życie.
–Niechaj starość twoja obfituje w dostatek i spokój! –pobłogosławił jej Chors.
Z niebotycznym zdumieniem, z niedowierzaniem popatrzył na wrzeszczącego noworodka.,
–No, nie!!! Nikt nie mógł mieć większego pecha! –zajęczał.
To była dziewczynka! Zdrowa, silna, ale jednak baba. Nie mógł się już wycofać, na wszystko było za późno. Lada moment mógł pojawić się rozwścieczony Perun i zniweczyć jego błyskawiczny plan.
–Pech to pech! Nic nie poradzisz! –Chors uśmiechnął się szyderczo i spojrzał w szeroko otwarte błękitne oczy dziewuszki.
–Poczekam zatem maleńka! Bogowie mają czas, choć mój wprawdzie nie jest już taki nieograniczony, ale nic to. Zdążymy, chowaj mi się tu zdrowo...
Zadowolony z siebie odpłynął w towarzystwie nocnych chmur. Nad knieją zapanował całkowity mrok.
Wiedza przekazana przez Chorsa rosła i dojrzewała razem z Lubą. Nieustanne sny o dźwięcznikach, o procesie ich wytwarzania nękały ją przez całe życie. Nikt nie chciał jej wysłuchać ani potraktować poważnie, ona jednak pamiętała wszystko dokładnie. Dopiero syn –Gniewosz zainteresował się bajaniami matki. Umarła szczęśliwa, bo rok przed śmiercią otrzymała od syna dar, najwspanialszy dar na świecie. Luba odeszła do Nawi z maleńkim, podzwaniającym dźwięcznikiem, powieszonym u szyi na skórzanym rzemyczku.
Chors śmiał się do rozpuku, kiedy sto pięćdziesiąt lat później potomek Luby tworzył już całkiem pokaźne dźwięczniki –zwane teraz dostojnie dzwonami. I nie były to wcale chrześcijańskie dzwony, a śpiewały pięknie na chwałę puszczańskich bóstw. Ich głos niósł się nad knieją każdego wieczoru, gdy tylko zaczynało zmierzchać. W ten sposób ludzie przyzywali Chorsa, by rozświetlił im mroki nocy.
I nie wierzcie nigdy, że dopiero obcy nauczyli Słowian wszystkiego, bo to nieprawda. Już słowiańscy bogowie zadbali, by wierny im lud rozwijał się, jak należy i nie pozostawał w tyle za światem.
A skąd o tym wiem? Cóż, mogę się przedstawić... Jestem Łuna –ukochana córunia Chorsa! |
|
|
|
|
 | |  |
Wysłany: Pon Cze 12, 2006 3:46 pm |
|
|
| Christine |
| administrator |
 |
 |
| Dołączył: 13 Wrz 2005 |
| Posty: 2438 |
| Skąd: Gdańsk |
|
|
 |
 |
 |
|
| Brawo! Jesteś świetna w pisaniu słowiańskich opowiastek. Ciekawy byłby zbiorek takich opowiadań twojego autorstwa. :) |
|
|
|
|
Wysłany: Sro Cze 21, 2006 2:13 pm |
|
|
| ella_hagar |
|
 |
 |
| Dołączył: 01 Mar 2006 |
| Posty: 725 |
| Skąd: Warszawa |
|
|
 |
 |
 |
|
Słowiańskie moce, bóstwa i Chors – książę księżyca.
No i wszak Słowianie nie gęsi i dźwięczniki mają ;) Za sprawą Chorsa, rzecz jasna.
Podoba mi się baśń o dźwięcznikach.
Świetnie napisana, z lekkim poczuciem humoru.
Sen nocy słowiańskiej.
Baśniowo i malowniczo – puszcza, piękna knieja, księżyc rozżarzony i spurpurowiały, i te postaci porozmieszczane przez autorkę po kniejach. Widać obrazy.
Czarownie jest z zamianą lusterka w krystaliczne jeziorko czy też… nonono! ..... czarująco
...ze śpiącym Borutą opartym na sośnie, którego „olbrzymie przyrodzenie mocniej wybrzuszało portki przy każdym chrapliwym oddechu"
Ależ wyobraźnia, droga Sławo! Wow! )))))
Pozdrawiam serdecznie
 |
|
|
|
|
 | |  |
Wysłany: Wto Sie 01, 2006 9:21 am |
|
|
|
Dziękuję :D, dziewczyny. Pisanie słowiańskich opowiastek jest tylko efektem ubocznym mojej przygody z literaturą, ale kiedyś, być może, kto to wie, zajmę sie tym bardziej poważnie.
Pozdrawiam
Sława |
|
|
|
|
Wysłany: Wto Sie 01, 2006 9:23 am |
|
|
|
niby jestem zalogowana a nie jestem, nie bardzo rozumiem  |
|
|
|
|
Wysłany: Nie Paź 22, 2006 12:04 pm |
|
|
|
hejka ja też niezabardzo to kapuje niejesteście sami:-)  |
|
|
|
|
| Forum Strona Główna » PROZA |
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
|
|
|
|
|