| Marek J. |
|
|
 |
| Dołączył: 26 Cze 2008 |
| Posty: 26 |
|
|
|
 |
 |
 |
|
Za onych dni panowało się na niewielkim obszarze, bo duże - unieważniono. Tam właśnie wysadzano się na wielkie czyny, odbywały się kukiełki, sadzono ponure nieużytki, miedze i grusze, tam też odbywały się igrzyska połączone z wciskaniem ciemnoty.
W krainie z owej bajki czego nie było, zaraz robiono, a robiono solidnie, wygodnie, za nic mając forsę. Sąsiednie kraje ściskało w dołu i skręcało z wściekłości to w lewo, to w prawo, to na różne pośrednie sposoby.
Przykładowo, staw aktualnego królewicza Zagryzka dobrzy ludzie przykryli brezentem, gdyż w szybkich porywach nadchodziła Sroga Zima Zła.
Ryby łapały kurcze, wędki, przywidzenia. Udało się wyperswadować zakładanie sumom kagańców, ale nie dało rady zmusić sędziwego raka do założenia nocnej koszulki. Kategorycznie oświadczył, że zima - nie - zima, w zwyczajach raków nie leży ciepły przyodziewek i co to za porządki, a w ogóle, czy nie ma już większych zmartwień?
Na takie słowa ludziom się sposępniało i nie wiedząc, jak rakowi odrzec, żeby mu weszło w pięty, chyżo, a z respektem przestępowali z nogi na nogę. Gdyż w samej rzeczy zmartwień mieli do znudzenia, a co jedno, to poważniejsze od drugiego.
Poszli więc do Zagryzka, ten zaś wygłosił referat i utwierdził się w przekonaniu, że na zimę staw trzeba będzie wysłać do cieplejszych krajów. |
|