Forum

login.php profile.php?mode=register faq.php memberlist.php search.php ./.


Forum Strona Główna » PROZA » Carte Blanche
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
Carte Blanche
PostWysłany: Pon Mar 31, 2008 6:22 pm Odpowiedz z cytatem
Litera me nomine
Dołączył: 17 Lis 2007
Posty: 10




Otworzyła drzwi do świątyni i wolnym krokiem weszła do środka. Ciche odgłosy szeptanych modlitw odbijały się głucho od kamiennych murów, uspokajały. Światła były przygaszone, tylko wizerunek Chrystusa oświetlony czerwoną lampką widniał między witrażowymi okienkami. Czuła się obco i nad wyraz dziwnie, bo nie wiedziała, dlaczego tu przyszła właśnie dziś i właśnie o tej porze. Czego ja tu szukam? – pomyślała siadając w jednej z zacisznych ławeczek oddalonej znacznie od ołtarza. Uklęknęła i przymrużonymi oczyma popatrzyła na obraz Chrystusa. - Dlaczego tak bardzo oddaliłam się od ciebie? Czy Ty w ogóle istniejesz? Jeśli tak, to dlaczego zabrałeś mi Elego i w ogóle to co się potem stało. Ech...to nie ma sensu – jęknęła. Skuliła się w sobie chcąc opanować narastające drżenie. Odklepała szybko modlitewną formułkę i wyszła przed świątynię. Jakoś nie było jej lżej, wciąż bolało. Ulica wydawała się równie obca. Porcjowane z trudem powietrze, wtłaczane do płuc, szarpało wnętrzności. Po pięciu minutach szybkiego marszu była już w domu. Znalazła się wśród głuchych, zimnych ścian. Nikogo nie było. Włączyła spokojną muzykę i przytuliła twarz do poduszki.
Kolejny raz powrócił dręczący sen. Ośmioletnia Lidka siedzi samotnie nad kałużą i beznamiętnie odgarnia zamokłe w wodzie liście cicho pochlipując. Zawsze sama. Poskręcane ponure konary drzew skrzypią złowieszczo, a wiatr smaga po twarzy. W migotliwym odbiciu szuka twarzy Miłego. Czasem zbliżał się do dziewczynki, wyciągając w jej kierunku ręce. Ale wtedy budziła się i już do końca dnia wypełniała ją tęsknota za nieznajomym.
Od najmłodszych lat Go szukała. Wtedy kiedy było smutno, kiedy tata nie miał dla niej czasu, a mama krzyczała. Kiedy koleżanka z ławki zabrała jej ostatnią kanapkę, a ruda Olka wytykała ją palcem i zanosiła się bełkotliwym śmiechem. Czasami wydawało jej się, że Miły jest wikariuszem z pobliskiego kościółka, a czasami ogrodnikiem pielęgnującym rabatki pani Barbary – bo to byli tacy dobrzy ludzie: dawali jej cukierki, przytulali. Cóż, Lidka rosła i zażyłość z tymi ludźmi malała, zaś ona wciąż nie mogła się pozbyć pustki, którą mógł wypełnić tylko On. Obrońca i pocieszyciel.
Budzik rozerwał gwałtownym krzykiem rzednącą już ciszę. Lidka zerwała się z łóżka i patrząc na zegarek, rzuciła się ponownie na posłanie. Kolejny studencki szary dzień – pomyślała. Chciało jej się wyć na myśl, iż spotka się twarzą w twarz z panem profesorem, wlepiającym w nią nieufne oczy, i z ludźmi, a raczej karykaturami ludzi, którzy za wszelką cenę chcą przypodobać się prowadzącemu zajęcia.
– Lidziu baw się z dziećmi, zobacz, jakie mają tutaj ładne zabawki, no, nie bądź dzikuską!
– Ja nie chcę, nie chcę! – Zabierz mnie do domu! – Ryknęła tłumionym płaczem.
Nie cierpiała szkoły. Zamknięta w tej amorficznej klatce pragnęła, aby jak najszybciej wydostać się na zewnątrz. Wybiec z rozłożonymi ramionami na łąkę, stać się łąką, wypełnić się śpiewem ptaków, po czubek głowy. Zagubić się w lesie, rozkładać i składać krajobraz w różne kształty, gonić zachodzące słońce. Ten świat był lepszy. Tutaj była cisza, a tam szum miasta, pośpiech, ból. Ot, taka mała dzikuska, jak ją nazywali niektórzy.
Po zajęciach wolno szła korytarzem, nie zauważając nikogo. Hałas zlewał się w jedną wibrującą masę, drażnił uszy. Wyszła przed uczelnie i skierowała się w stronę parku. Jaki jest sens tego wszystkiego? – pomyślała rozgarniając butem leżące na chodniku liście. Ta niekończąca się samotność, same straty i nieustanny żal. Jeżeli już szczęście, to tylko na moment, błyśnie jak płomień zapałki i równie szybko gaśnie. I ten strach przed wszystkim. Może to zło, dziejące się wokół mnie wynika stąd, że nie mam odwagi dokonać tego jednego arcyważnego kroku w dorosłość...? Tak rozmyślając nie zauważyła, że niebo robiło się coraz bardziej stalowe, a chmury nadęte jak ogromne balony z wolna toczyły się nad głowami, wieszcząc rychłą ulewę. Pierwsze krople, rozbijające się na nosie Lidki, wyrwały ją z zadumy. Przyspieszyła kroku.. W górze przenikliwie jęknęło, zadudniło i trrrach. Sypnęło deszczem nie na żarty, a do domu jeszcze zbyt daleko. Co robić, co robić...? Skręciła w boczną uliczkę i pobiegła do pobliskiego kościółka. Za godzinę majówka, wiec na pewno kościelny krząta się już w zakrystii – pomyślała. Z daleka majaczył krzyż strzelający z tryumfem w niebo i przykościelne zabudowania. Po paru chwilach przemoczona do suchej nitki, zbliżała się do świątyni. Wtedy zastąpił jej drogę proboszcz Antoni. Po zdawkowym „Szczęść Boże” i wymuszonym uśmiechu, chciała odwrócić się na pięcie i wejść do środka, gdy ksiądz chwycił ja za ramię.
– Poczekaj chwilkę. Pytał o ciebie jakiś miły pan, Taak, bardzo miły pan, choć nie wiem, kim jest ani co robi u nas, bo chyba nie z naszej parafii. Ale twierdzi, że się dobrze znacie.]
– Co też ksiądz mówi? – Lidka uśmiechnęła się.
– W kościele?
I nie czekając na odpowiedź, pobiegła w stronę drzwi. Przez głowę przepłynęło jej tysiące myśli, ale nadal nie mogła sobie uświadomić, kimże jest ten mężczyzna, czemu pytał o nią proboszcza. Jej policzki zapaliły się nagłym rumieńcem.
Po chwili weszła w kojący chłód świątyni. Faktycznie, nikogo nie było w środku, oprócz niego. Siedział w nawie bocznej z twarzą ukrytą w dłoniach. Podeszła na palcach, cichutko i uklęknęła za nim. To on? Niemożliwe. Widzieli się parokrotnie. W parku, na uczelni, w kawiarni. Mężczyzna długo ją obserwował i zachęcał uśmiechem do rozmowy. W końcu zamienili ze sobą kilka słów i tak się zaczęła ta dziwna znajomość. Był chyba literatem, tak mówił bynajmniej. A jego oczy - jakby anioła oczy. Wzbudził w niej takie zaufanie, że odnalazła w nim uosobienie Miłego. Potem nagle zniknął, ot, rozpłynął się w powietrzu. I tyle go widziała. W jakim celu do niej przyszedł tym razem? Boże, co też ja mówię. Jaki Miły!? Za dużo naczytałam się książek i stąd ta rozpasana wyobraźnia...
– Nie skradaj się, wiedziałem, że dzisiaj tu przyjdziesz – mężczyzna odjął ręce od twarzy i czule się uśmiechnął.
– Naprawdę? A ja miałam nadzieję, że nigdy cię nie zobaczę. Po co za mną łazisz. Kiedyś myślałam, że jesteś moim opiekunem i pocieszycielem. Ale to były tylko dziecięce wymysły i nic więcej. Daj mi święty spokój, słyszysz!? Nie chcę, abyś mnie nachodził i mówił do mnie to swoje „będzie dobrze”. Zawsze, jak cię widzę, coś złego się ze mną dzieje. Może właśnie ty sprowadzasz na mnie te wszystkie nieszczęścia, aby później udawać miłosiernego samarytanina... Hm, jaki masz w tym cel?
– Przypuszczałem, że mi nie wierzysz, ale mimo to przyszedłem. Zresztą byłem tu częściej niż myślisz, tylko ty mnie nie dostrzegłaś. Nie chciałaś mnie widzieć.
– Taaak, bardzo zabawne. Chyba jesteś Duchem Świętym albo zakładasz czapkę niewidkę.
Lidka skrzywiła usta i buchnęła ściszonym śmiechem. On jednak mówił dalej nie zważając na jej aroganckie zachowanie.
– Dzisiaj bardzo chciałaś mnie widzieć i wierzyłaś gdzieś w głębi serca, że się pojawię, więc jestem.
– Chyba żartujesz! Kim ty naprawdę jesteś? Jeśli naprawdę jesteś tym Miłym, to...– przykryła pospiesznie usta dłonią.
– Hm, jak mnie nazwałaś? Miły? filuternie się uśmiechnął. – Miły – powtórzył. – Ładnie – jego oczy wypełniły się radosnym światłem.
– Mówiłeś, że zawsze byłeś blisko, gdy było mi źle. Tak, a czemu jak odszedł Eli, jak umierał każdego dnia na moich oczach, nie było ciebie. – Lidka ściszyła głos. – Potem pojawiłeś się i znów sypałeś niczym z rękawa marnymi pocieszeniami. Niezły miałeś ubaw wiedząc, że tak ci zaufałam.
– Nie chciałaś mnie wtedy widzieć, a raczej nie mogłaś mnie wtedy widzieć. Ja mimo to byłem blisko i wiem, jak było ci ciężko.
– Dobrze, że przejrzałam na oczy. Po naszym ostatnim spotkaniu wszystko się posypało. I ta pogłębiająca się pustka, ta cholerna pustka nie do wypełnienia. Nawet twoimi biblijnymi frazesami.
– Przykro mi, ze tak sądzisz. No cóż., jednak nie przyszedłem tu z pustymi rękoma i zamierzam cię czymś obdarować.
Lidka zdumiona podniosła wzrok. Gdy miała coś powiedzieć, położył jej prawą rękę na głowie.
– Nic nie mów, słowa nie są potrzebne. Nie teraz – wyszeptał.
Początkowo chciała się wyrwać, odepchnąć od siebie tego człowieka, ale coś ją powstrzymywało. Chłonęła ciepło tej dłoni, mocno biło serce. Jednak po paru minutach powiedziała:
– Dość! – i wyzwalając się z ciepłego uścisku uklęknęła, przykrywając dłońmi twarz. Trwała tak dłuższą chwilę. Kiedy uniosła czoło, nikogo przy niej nie było. Spojrzała gwałtownie w bok.
– A jednak!
Z drżeniem rąk odwiązała wstążeczkę i wolno odpakowywała.
– Kamień?! – niemal krzyknęła.
Obok karteczka i równe pismo: „Kiedyś podarowano ci piękne róże. Zachwycałaś się, ale one szybko uwiędły. Długo płakałaś przez te kwiaty. Ciągle czujesz ich zapach, żyjesz nim. Potem je zasuszyłaś, ale już nie cieszą oczu. Pokrywa je gruba warstwa kurzu, a Ty szukasz ich piękna. Teraz daję Ci kamień. Jeśli uda Ci się przeniknąć jego zewnętrzną warstwę, odkryjesz w nim prawdziwe światło, pulsujące nowe życie. Długo ważyłem go w dłoniach zanim znalazł się w Twoim „posiadaniu”.
Lidka jak oparzona wstała z ławki i pognała w stronę drzwi. Nerwowym wzrokiem wodziła po ogrodzie księży. Jedynie głowa wikariusza Tomasza pojawiała się raz po raz znad szpaleru tui i dobiegały stamtąd wesołe pogwizdywania. Na prawo, kościelny strzygł trawnik. I nic, i nic, i nic.
Wróciła do kościoła. Wielkie łzy kołysały się w niebieskich oczach. Nie ma go! Znów zostawił mnie durnym prezentem i bezsensownym wytłumaczeniem. Nagle spotkała się ze wzrokiem staruszka, który z troską zapytał:– Dziecko co ci jest? Nie warto płakać, pamiętaj, że serce człowieka obmyśla drogę, lecz Pan utwierdza kroki. My, ludzie, ostrzymy się na kamieniu szlifierskim bólu i konieczność.
– Niech Pan przestanie! – przytuliła czoło do chłodnej ściany i wsłuchiwała się w radosny śpiew dzwonów. Zawsze ten dźwięk uspakajał ją. A teraz...Osunęła się wolno po ścianie i zakrywając twarz dłońmi, wyszeptała: Nieee.
Roztańczone dzwony dudniły jak nigdy, dzwoniły w jej sercu, uszach, głowie i jęczały tak – tak, tak-tak, taaak- taak, taak-taak, taaak-taaak, taaaak. W końcu ucichły.
Co się ze mną dzieje?. Skąd ci ludzie, czemu do mnie, czemu ja...? Wolno podniosła wzrok do góry. Z wysoko umieszczonego krzyża spoglądał na nią On i te jego zdumiewające oczy, dziwne ....Ten człowiek miał podobne – pomyślała. Jakby w odpowiedzi na jej myśli ciężkie płaty powiek okrywające spokojne i pełne miłości źrenice uniosły się. Lidka przerażona wolno podniosła się z ławki i wybiegła z kościoła.. Albo ja oszalałam, albo po prostu spotkałam szaleńca – westchnęła. Chciała raz jeszcze przeczytać kartkę skreśloną pismem mężczyzny, ale ku jej zdumieniu kieszeń była pusta. Delikatnie otworzyła dłoń, był tylko biały kamień. Może sama go tu przyniosłam, a to, co się działo w świątyni, to wytwór mojej chorej wyobraźni...
Z zamyślenia wytrącił ją sygnał telefonu. Sms od „numer nieznany”? Cicho odczytała treść wiadomości: „Są rzeczy, w które trzeba wierzyć, by je zobaczyć”. W zamyśleniu potarła kciukiem gorącą skroń, a w kącikach ust zagościł ledwo dostrzegalny uśmiech.
Ksiądz, proboszcz śledząc myślowe zmagania Lidki, zaciekawiony zapytał:
– Jak się czujesz, moje dziecko?
– Dziwnie, bardzo dziwnie – odrzekła.
– A wie ksiądz..?. Trzymam właśnie w dłoni moje carte blanche. Spróbuję raz jeszcze powrócić do siebie, ale tym razem już inną drogą. Zdecydowanie inną drogą.


Ostatnio zmieniony przez Litera me nomine dnia Czw Kwi 03, 2008 10:28 pm, w całości zmieniany 2 razy
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
PostWysłany: Pon Mar 31, 2008 11:16 pm Odpowiedz z cytatem
Shibbi
Dołączył: 12 Kwi 2006
Posty: 1379
Skąd: spod Maciejowej




Doczytałam do połowy - jestem padnięta ale wrócę -
Nie źle SmileSmileSmile

choć wykańcza mnie ciągłość - ciągłość tekstu - brak odstępów -
Jezu - wiem ze sie TU nie da akapitu ale.
- odstęp sie da
- i wyłuszczyć monolog tez Smile się da ;)


wrócę Smile

_________________
... nie zapomniałam nie e e e e e
to wszystko we mnie jest,
jak ochota na grzech,
na smutek i śmiech ....
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
PostWysłany: Wto Kwi 01, 2008 10:28 am Odpowiedz z cytatem
Litera me nomine
Dołączył: 17 Lis 2007
Posty: 10




tylko, że ja nie wiem jak ten odstep zrobić...
SpróbujęSmile
Pozdrawiam!
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
PostWysłany: Wto Kwi 01, 2008 11:13 am Odpowiedz z cytatem
Shibbi
Dołączył: 12 Kwi 2006
Posty: 1379
Skąd: spod Maciejowej




Jestem d'oh!

Dopieścić tekst koniecznie
- oddzielić dialogi (normalnie enterem i myślnikiem)
- uzupełnić literówki i przecinki, bo chwilami ostre zamieszanie Mr. Green

Jak się to wyprowadzi, będzie czytelniejsze - póki co trzeba się momentami nie lada nagłówkować - w czym rzecz Smile

Całość fajna - choć w międzyczasie trzeba ruszyć fantazją i wyobraźnią i sobie samemu dośpiewać przemilczenia i pośpiechy - a może to celowe ??

Pozdrawiam. S.

_________________
... nie zapomniałam nie e e e e e
to wszystko we mnie jest,
jak ochota na grzech,
na smutek i śmiech ....
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
PostWysłany: Nie Maj 18, 2008 6:41 pm Odpowiedz z cytatem
ella_hagar
Dołączył: 01 Mar 2006
Posty: 763
Skąd: Warszawa




Literko me nomineczko. Smile
Przeczytałam, a jakże, i się nie nudziłam. Ale nie porwało mnie.
Prosto i jasno, wątek ci nie ucieka. Bez nowomowy. Raczej nie ma błędów, chodź kilka znalazłam. Ogólnie piszesz dobrze, zrozumiale. A to chyba jest najważniejsze. Chociaż zbytnia dosłowność w prozie, jak i w poezji nie jest najlepsza.
A temat?
Temat dotyka religii, i uczuć, ale nie jest zbyt głęboko potraktowany. Ma swój urok – urok naturalny, jakby młodzieńczego uniesienia.
Po przeczytaniu mam wrażenie czegoś jeszcze niepewnego. Trzeba by popracować, wyszlifować, żeby tekst podniósł się i poruszył.

Potencjał jest, więc pisz, próbuj, szlifuj, czytaj.
Pozdrawiam ciepło. Smile

_________________
[eh]
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
Carte Blanche
Forum Strona Główna » PROZA
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)  
Strona 1 z 1  

  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  

 
This is a free forum service provided by power-forums.com



Powered by phpBB © 2001-2004 phpBB Group
phpBB Style by Vjacheslav Trushkin