| Messalin Nagietka |
|
 |
 |
| Dołączył: 17 Kwi 2006 |
| Posty: 390 |
| Skąd: Ciechanów |
|
|
 |
 |
 |
|
raz z piany morskiej na brzegu skalistym,
gdzie wszystko zwykle łbem wali o kamień,
wyrwało dynię, jak z rąk terrorysty
czasem bez diaska wychodzi kto, dla mnie
ni cud, ni kłamstwo czy warzone zdanie,
jeno z twardego warzywa gdybanie,
bo wiemy dobrze, że z piany to Wenus
w otwartej muszli, nagością toń muska,
a tu w menisku bździ z jarosza menu
nadętym wnętrzem skorupiała kluska,
co, jak z rosołu, wód solnych ułudą,
suszy jak suszi rubensowską dudą,
niewarta ćwieczki gra z diabłem o duszę
by wejrzeć w głębię miąższu, krojąc powab,
nos, oczy, usta i lane podbrzusze,
dla nich poeta na niwę po słowa
i w wiersz miast gdybać w morską plamę sinic,
coś tam do dyni ni „dyni”, ni „gdyni”,
nietaktem wtrącać się w rozmowę, w której
poecie z dyni tyle co po grudzie
zeszło się nagle, ani chwili dłużej
nie chciał nawijać o jakimś arbuzie,
co falą pieścił się nad wyraz słono,
lecz głaz na drodze z duo zrobił mono,
i choć historia z serii „gdyby mi się”,
dojrzeć morału i czarnym na biało
wykreślić sedno i motto nad życie
nie dane, kiedy sens poety skałą
z niwy wracając na dyni gdybanie
„zdynił” i „gdyni” teraz w morskiej pianie. |
|