Wysłany: Wto Lip 25, 2006 1:53 pm |
|
|
| Bojan |
|
|
 |
| Dołączył: 15 Gru 2005 |
| Posty: 271 |
|
|
|
 |
 |
 |
|
KRÓLESTWO GUZIKÓW
Z biegiem lat przybywało ich. Babcia składowała je w blaszanym pudełku po czekoladkach Wedla, w którym grzechotały jak stadko żab w bajorku, gdy Babcia wyjmowała pudełko z szuflady kredensu i kładła na stoliczku pod oknem. Babcia siadywała zawsze pod oknem, mimo swoich lat, wzrok miała na tyle sprawny, że w świetle dziennym widziała nienajgorzej, a zresztą nie uznawała światła sztucznego. Nawet bez okularów (których także nie cierpiała) mogła przy oknie, za dnia odczytać tytuły z gazety, którą trzeba jej było codziennie przynosić, bo bardzo interesowała się polityką (nie wychodząc wszakże poza tytuły artykułów publicystycznych - co do reszty, miała własne zdanie i uparcie je broniła).
No więc siadywała Babcia pod oknem z tym pudełkiem po czekoladkach Wedla, przez chwilę mocowała się z jego otwarciem (ale nikomu nie pozwalała, by jej w tym pomógł) ,a gdy wreszcie udało się otworzyć, unosiła pudełko lekko w górę, spoglądała czy wszyscy widzą ów rytualny moment (wystarczyło, jeśli w pobliżu była tylko jedna osoba) i z pewnym rozmachem wysypywała zawartość pudełka na stolik. Czasami któryś z kolorowych guzików, zwłaszcza gdy był okrągły, wypadłszy z pudełka potoczył się dokądś, wtedy Babcia cierpliwie oczekiwała, aż ktoś go odnajdzie i odda jej – i tak się zawsze działo.
Powykręcanymi artretycznie palcami Babcia sprawnie jednak potrafiła wyłuskać z usypanego stosu konkretny guzik, po czym zaczynała z nim rozmowę:
- „Ty bursztynku, nie udawaj kogoś, kim nie jesteś. Przecież zrobili cię z tandetnej jakiejś plastikowej masy, pamiętasz te niby to bursztynowe pamiątki sprzedawane na nadbałtyckich plażach? Takie niby to bursztynowe dziadostwo chciał mi wtrynić pewien sprzedawca…” - Och, jaki on był przystojny i jak na nią patrzył…gdzie on może być teraz? Kazał dla niej grać plażowemu kowbojowi na gitarze tę piosenkę z jakiegoś filmu, śpiewał ją po angielsku o świetle fioletowym w wąwozie, o swoim koniu i strzelbie – jakoś tak… Byli na tym filmie przynajmniej cztery razy i ona zawsze płakała słysząc tę piosenkę. - „Jak ty miałeś na imię, Bursztynku? Nazywałam cię Bursztynkiem, no bo sprzedawałeś te pamiątki, ale przecież miałeś jakieś imię…jakie? Nie mogę sobie przypomnieć… Gdzie ty teraz jesteś, jeśli jeszcze jesteś…?” -
I pseudo bursztynowy guzik w kształcie nieregularnego prostokąta, z rzekomo zatopioną wewnątrz „muszką” wędruje z powrotem do pudełka. Z tamtąd brzęczą teraz struny gitary i ciepły aksamitny głos śpiewa „Purple Light in the Cannion…? A Babcia zamyśla się na chwilę.
Teraz w palcach Babci pojawia się guzik czarny, obszywany jakimś solidnym, pół-błyszczącym materiałem. Babcia przygląda mu się przez chwilę, po czym mruczy: - „Piękny miałeś ten surdut, oj piękny, a wyglądałeś w nim , jak młody lord.” – Wirują przez chwilę, Strauss porywa oboje w takt zwiewnych wspomnień, po chwili on odprowadza ją na miejsce. Gdzie jest to miejsce, trzeba mu coś powiedzieć, może podziękować za taniec? - „Byliśmy taką piękna parą młodą…A teraz odpoczywaj sobie!” - Guzik przy dźwiękach Mendelssohna wpada do pudełka. – „ I nie opuściłeś mnie na dobre i na złe..” – mruczy Babcia. - „Zresztą jeszcze sobie pogadamy.” – dodaje po chwili. – „Przyjdzie jeszcze na ciebie, na nas czas przy innym guziku, wiesz przy którym!” – Babcia puszcza oko, ale w jej wzroku nie ma figlarności.
Ach ten, ta perełka na wpół matowa, nie to nie jest od jej sukni ślubnej, to od pierwszokomunijnej sukienki jej najstarszej wnuczki. – „Wyglądałaś w tej sukience jak istna panna młoda, w dodatku ten welon…”. Babci nie bardzo się podobało wówczas takie wystrajanie małych jeszcze dziewczynek, już bardzie woli wprowadzane teraz coraz powszechniej komunijne białe alby. Ale wnuczka pomimo pretensjonalnej „ślubnej” sukni i sztucznie poskręcanych loków i tak była dla niej najpiękniejsza ze wszystkich pierwszokomunijnych panienek. Była jej ukochaną wnuczką i taką już na zawsze w jej pamięci pozostanie. I to w tej właśnie sukni, bo w niej złożono ją do trumny, gdy w kilka miesięcy po I-szej Komunii świętej okazało się, że zapadła na białaczkę i nie ma dla niej ratunku. Guzik-perełka powinien chyba zapłakać przy wrzucaniu go do pudełka, ale on śmieje się cicho i woła: „Babciu! Babciu!” Babcia już wie, że tak dzieje się zawsze, gdy guzik ten wyjmuje, a następnie odkłada do pudełka, nigdy jednak nie może się od tego powstrzymać, chociaż zawsze się przy tym wzrusza.
Teraz Babcia bierze z pudełka całą garść różnokolorowych i różnej wielkości guzików i rozsypuje je na stoliku. Stolik jest rodzinnym zabytkiem na wygiętych nóżkach a la Ludwik Któryśtam, blat ma pięknie inkrustowany w geometryczne wzory. No więc na tym blacie niczego nie wolno nigdy stawiać. Można na nim tylko wysypywać guziki. Znowu jakiś guzik, czy nawet dwa upadły na podłogę, które skwapliwie podnosi jedyny prawnuczek Babci (dryblas z małą kozią bródką i długimi włosami), który najchętniej asystuje zawsze przy tym guzikowym rytuale, a zdarza się to prawie regularnie dwa razy w roku: na wiosnę i jesienią. Prawnuk zafascynowany jest tymi opowieściami-mruczankami Babci o historii poszczególnych guzików, ale nigdy nie ośmiela się jej zapytać o jakieś szczegóły – jego dość wybujała fantazja pozwala mu je sobie dopowiedzieć. Babcia kiedyś powiedziała mu, że chyba zostanie pisarzem, bo umie spostrzegać w życiu więcej od innych i słyszy co guziki mówią do niej gdy wkłada jej z powrotem do pudełka. Dryblas czerwieni się po uszy, jakby Babcia przejrzała jego sekret: kilka miłosnych wierszy i jedno niedokończone opowiadanie.
Guziki leżą więc teraz na blacie wysypane garścią Babci; niektóre zaczynają wirować w takt walców czy kreślić przeróżne figury namiętnych tang, inne kroczą dostojnie przez aleje parków, inne jeszcze wspinają się na niezbyt strome szczyty górskie. Babcia mruczando opowiada w skrócie ich historie; czasem zabawne, czasami smutne. Zielony guziczek jest od zamszowej kurteczki, w której Babcia wspinała się ongi w towarzystwie młodych koleżanek i panów po Alpach Tyrolskich: została wtedy w tyle z ich przystojnym przewodnikiem, który najwyraźniej chciał ją pocałować, a ona nie mając na to większej ochoty, postanowiła zrobić to na przekór dwom koleżankom, które najwyraźniej o niego rywalizowały. – „ A, nie ładnie tak korzystać z okazji!” – mruczała teraz. – „Gdybyś nie był taki nachalny, noga by ci się nie obsunęła na tym występie skalnym i nie skręciłbyś jej. No i nie musielibyśmy potem sprowadzać cię do schroniska!” – zaśmiała się cicho. - Guziczek z cichym jękiem powędrował do pudełka.
Ze stosu guzików błysnął teraz guzik-zapinka. Dość duży, cały z małych brylancików, oczywiście sztucznych. Był jednym z wielu guzików-zapinek ozdabiających jej oszałamiającą kreację na balu u państwa S. Właściwie w rezydencji państwa pułkownikostwa S. Przetańczyła tam calutką noc w ramionach rotmistrza ułanów o oliwkowej cerze i rozmarzonym, wpatrzonym w nią spojrzeniu. Zakochała się w nim bez pamięci od pierwszego walca, tak jak i on w niej. I potem te wszystkie noce z nim od ślubu aż po… To byłby dziadek, a właściwie teraz już pradziadek – śmieszne! Ten młodzieniec? Jaki on był namiętny i jak czuły zarazem, jak wiedział, jak znał wszystkie jej najintymniejsze pragnienia! Jak potrafił je czule, i zarazem gwałtownie zaspokajać. Czy istnieją jeszcze tacy kochankowie…? Potem rodzi się ich największa wspólna radość – mała szarooka blond córeczka, kruszynka i największa słodycz ich życia.
Babcia zamyśla się przez dłuższą chwilę, po czym wrzuca zapinkę do pudełka, przez chwilę grzebie w nim i po chwili wyjmuje blaszany guzik wojskowy z orzełkiem. Zamiast dźwięków Straussa i delikatnych pobrzękiwań kieliszków z szampanem roznoszonych przez wyfraczonych kelnerów, słychać teraz daleki huk dział i świst przelatujących kul. Nagle wszystko milknie. Następuje długa cisza, po której słyszy swój rozdzierający jęk: to ich druga już córka przychodzi na świat, a za oknami wojna, z której on już nigdy nie powróci…Wrzuca wojskowy guzik do pudełka - czyżby nastąpił daleki wybuch?
Wyjmuje teraz guziczek z maleńkiego dziecięcego kaftaniczka. Znowu chrzciny, tym razem ciche i jakieś smutne, potem niańczenie obu dziewczynek, szkoła - mija tyle, tyle lat. Przed córkami jeszcze długie życie, a ona? Jest jeszcze młodą piękną kobietą i ją coś jeszcze w życiu czeka. Który guzik wyjąć teraz z pudełka? Wyjmuje duży brązowy guzik od palta: spaceruje po jesiennym parku z wysokim chudym mężczyzną o lekko siwiejących skroniach. Prosi ją, namawia aby wyszła za niego, będzie dobry dla niej i jej młodziutkich jeszcze córek. A Babcia ze złością wrzuca guzik do pudełka: słychać jakiś nieprzyjemny zgrzyt, gdy guzik opada na blaszane dno pudełka. Tyle zmarnowanych lat, tyle lat…Zgodziła się na jego prośbę, a on okazał się…Babcia ociera ukradkiem łzę, jest to bardziej łza złości, aniżeli smutku czy żalu nad sobą.
Przedtem jeszcze był ten niewysoki drobny brunet o szarych, dobrych oczach. On także prosił ją o rękę, ale ona była już po słowie z tamtym, który potem ją zawiódł. Brunet niepocieszony wyjechał dokądś, chyba za morze – czy życie ułożyło mu się jakoś? Nigdy się do niej nie odezwał, został po nim tylko ten mały guziczek od letniej bluzy, który miała mu przyszyć po wspólnym spacerze w lesie. Z pewnym ociąganiem Babcia wrzuca teraz guzik do pudełka, z którego rozlega się ciche westchnienie.
Mijają chwile, guziki są już na powrót w pudełku po czekoladkach Wedla. Słychać ich hurkot, gdy Babcia obraca pudełkiem – czyżby tańczyły? Te wszystkie zapomniane walce, walczyki, poleczki? Babci ręce obracają się coraz szybciej, chyba nuci coś sobie pod nosem, jej oczy uśmiechają się patrząc gdzieś przed siebie. Jest taka pogodna, łagodna jesień, zachodzące już słońce kładzie się ukośnie na inkrustowany blat stolika. Babcia opiera głowę na rękach obejmujących pudełko leżące na stoliku. |
|
|
|
|
Wysłany: Wto Lip 25, 2006 2:58 pm |
|
|
| juragos |
|
 |
 |
| Dołączył: 28 Cze 2006 |
| Posty: 779 |
| Skąd: Katowice |
|
|
 |
 |
 |
|
Wspaniale opisane wspomnienia babci.
Guziki... świetny pomysł rozwinięcia tematu. Wciągnął mnie ten tekst choć na początku za dużo babć, które zaczęły drażnić, lecz wciągając się w treść opowiadania babcia stała się, poza guzikowspomnieniami, najważniejsza.
Dobrze się czyta.
Pozdrawiam Jerzy :D |
|
_________________ Optymistom żyje się lepiej |
|
|
|
Wysłany: Wto Sie 01, 2006 9:30 am |
|
|
| Sława |
|
|
 |
| Dołączył: 13 Kwi 2006 |
| Posty: 47 |
| Skąd: Jawia |
|
|
 |
 |
 |
|
Ciepłe, ładne, bardzo się podobało  |
|
|
|
|
| Forum Strona Główna » PROZA |
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
|
|
|
|
|