 |  | | Maria Koszarska czyli Moja Pani Maria... |
|  |
Wysłany: Nie Cze 15, 2008 9:53 am |
|
|
| Plezantrop |
|
 |
 |
| Dołączył: 13 Wrz 2005 |
| Posty: 531 |
| Skąd: A któż to wie... |
|
|
 |
 |
 |
|
Maria Koszarska
czyli
Moja Pani Maria...
Fot. Dziennik Bałtycki
Do czterdziestki nasza śmierć, to tylko bliżej niesprecyzowana, abstrakcyjna wizja czegoś tam; odległa od nas i naszej codzienności. Nie myślimy o własnej śmierci, bo (jak do tej pory) brała z inne półki. Po czterdziestce, coraz częściej zaczyna brać z naszej i wtedy nachodzą nas pytania: jak żyłem? Kim jestem? Kim byłem przez tych lat czterdzieści, jakim człowiekiem? Co osiągnąłem? A nawet - po co osiągnąłem to, co osiągnąłem? Czy moje życie miało jakikolwiek sens?
Coraz częściej zaglądamy do albumów z fotografiami, tych rzeczywistych i tych zawartych na stronicach pamięci. Kiedy spotykamy się ze starymi kumplami, kiedy napijemy się gorzałki, prawie nie rozmawiamy o sprawach dzisiejszych; najczęściej pada słynne: A pamiętasz? Albo: a co się dzieje z Markiem, Jankiem, Zośka, Marylą? I wtedy najczęstsza odpowiedź brzmi: nie ma ich już.
Kilka "wieżowców" na Zaspie pamięta dobrze, jak wyklejaliśmy z Joanną ulotki wzywające do zadym ulicznych; kasztan nad Motławą, w pobliżu wykopanych resztek zamku krzyżackiego pamięta moje ostatnie spotkania z ludźmi, którzy już nie żyją albo są gdzieś tam, na emigracji w świecie... Dźwigi pobliskiej Stoczni pamiętają Joannę, Sławka, Kwadraciarza, Maria i setki innych otoczonych kordonami ZOMO, wozami pancernymi, sukami, albo w kłębach dymu gazów łzawiących... Prom w Nowym Porcie pamięta, jak odprowadzałem wielu Przyjaciół wyjeżdżających z paszportem tylko w jedną stronę, bez prawa powrotu...
Wspominać - rzecz zwyczajna; każdy ma swoje Powązki.
W lutym br. zmarła nader droga mojemu sercu Osoba, Pani Maria Koszarska z Gdańska, o której na stronicy Prezydenta R.P. napisano lakonicznie, z pedanterią właściwą urzędasom:
"Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński postanowieniem z dnia 23 stycznia 2008 r. nadał pośmiertnie Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski Marii Koszarskiej, za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej, za działalność na rzecz przemian demokratycznych w Polsce.
W imieniu Prezydenta RP order rodzinie zmarłej przekazał podczas uroczystości pogrzebowych w Gdańsku w dniu 26 stycznia 2008 r. Maciej Łopiński, Szef Gabinetu Prezydenta RP.
Maria Wanda Koszarska – żołnierz „Szarych Szeregów” i Armii Krajowej, uczestniczka Powstania Warszawskiego, po jego upadku przebywała w niemieckich obozach jenieckich. Była więziona w okresie stalinowskim. Wieloletnia działaczka „Solidarności”, czynnie wspierająca podziemie opozycyjne w okresie stanu wojennego. Założycielka w 1989 r. Komitetu Organizacyjnego NSZZ „Solidarność” w Gdańskich Zakładach Graficznych, członkini Komisji Zakładowej w latach 1991-1994."
http://www.prezydent.pl/x.node?id=1011848&eventId=14528300
Więc Order jednak przekazano Rodzinie Zmarłej pomimo, że Zmarła kategorycznie odmawiała przyjęcia jakichkolwiek odznaczeń "od państwa Kaczyńskiego". Nie wnikam w motywy, jakimi kierowała się Pani Maria, natomiast motywy, jakimi kierowało się "państwo Kaczyńskie" są oczywistą oczywistością - przyjęła, więc popierała. A że bez wiedzy i zgody, pośmiertnie... Draństwo!
Pani Maria była dla mnie jak matka, jak najserdeczniejszy, najwspanialszy Przyjaciel w każdej, dobrej i złej godzinie mojego życia. Kiedy zapanował Stan Wojenny, Ona znajdowała dla mnie mety; Ona narażała się przewożąc mnie (jak tylu innych) na nowe miejsca. W pierwszych dniach wojny jaruzelsko-polskiej Ona wraz z moim bratem Krzyśkiem przewoziła powielacz i matryce (na sankach, w worku po ziemniakach) na oczach patroli ZOMO i MO;Ona chowała moje nadajniki Radia Solidarność, bibułę Solidarności m.in. - Tygodnika wojennego i OKP-u a później - "bunkrowała" ulotki WiP i FMW, i rozprowadzała bezdebitowe wydawnictwa "Nowej", "Pulsu", paryskiej "Kultury" i wielu in.
Kiedy w 1986 r. z Jej mieszkania na Starym Wrzeszczu zabrała mnie Bezpieka, kiedy wróciłem zrobiła mi herbaty z malinami, zapaliła "Sporta" i - otoczona kłębami dymu - z tym charakterystycznym błyszczącym uśmiechem w oczach zapytała: Wpadłeś na dłużej czy na krótko?
Pomagała nie dziesiątkom, lecz setkom osób w mrocznym czasie Stanu Wojennego więc powinna mieć tablicę pamiątkową w Gdańsku. Tylko - czy starczyłoby domów na upamiętnienie miejsc, gdzie działała?
Z Panią Marią "bawiłem" na cmentarzu Bródnowskim w rocznicę Powstania Warszawskiego w 2005 roku, na grobie Jej poległego Brata, Powstańca, jak i Ona.
Pojawiałem się na proszone sobotnie lub niedzielne obiady "rosołowe", miałem obowiązek palić papierosa i wydmuchiwać dym w jak największej ilości, bo :
- Lekarz zabronił mi palić - mówiła - A ja tak kocham zapach tytoniu!
Wręczała mi na odchodnym kilka słoików "kartuskich' czyli kwaśno-słodko marynowanych, których nie lubiła a które przyjmowała z rąk Przyjaciółki, Madame J. by tej nie była przykra odmowa. Mnie przykro nie było, ja pożerałem je z radością.
Dyskutowaliśmy o wszystkim, to znaczy o polityce. Nie była wielbicielką współczesnego image RP ale wierzyła, że będzie lepiej; jak nie nam, to naszym wnukom. I o to walczyła - o lepsze jutro dla Polaków jutra.
Była ciężko schorowana ale mimo dolegliwości emanowała radością, życzliwością i uśmiechem dla każdego porządnego człowieka. Jaka była definicja "porządnego człowieka" według kanonów Pani Marii? Taka sama, jak kanon Słonimskiego: "Jeśli nie wiesz, jak się zachować, zachowaj się przyzwoicie".
Jeśli nie stałem się człowiekiem na wskroś nieprzyzwoitym, jeśli nie przełajdaczyłem na politycznych salonach zasad, którymi się kierowałem, to zawdzięczam to w ogromnej mierze właśnie Pani Marii, mojej - Babci Maryni, jak pieszczotliwie Ją nazywaliśmy.
Kiedy patrzę na dzisiejszych polityków, którzy ledwie przed dwudziestu paru laty byli ognistymi rewolucjonistami, mówili o Ojczyźnie, honorze, Bogu, Narodzie a dzisiaj, jak dzikie świnie ryją w gnojowisku, jaki uczynili z Ojczyzny i własnych niegdysiejszych ideałów, wspominam ten kasztan nad Motławą i zarys Żurawia po prawej stronie, wspominam dźwigi stoczniowe (i cienie zabitych w Grudniu 1970) i napis na murze stoczniowym: "Oddali życie, abyś Ty mógł żyć godnie".
Moje prywatne Powązki... Wspominam wszystkie odpłynięte do Szwecji promy, odleciane na Zachód samoloty, wszystkie zagubione dusze Przyjaciół i myślę: oddali dusze, byśmy mogli żyć godnie.
. |
|
|
|
|
Wysłany: Nie Cze 15, 2008 10:00 am |
|
|
| Plezantrop |
|
 |
 |
| Dołączył: 13 Wrz 2005 |
| Posty: 531 |
| Skąd: A któż to wie... |
|
|
 |
 |
 |
|
Fot. Dziennik Bałtycki
Pożegnanie Marii Koszarskiej
Maria Koszarska 1930-2008 (Polska Dziennik Bałtycki)
Tadeusz Skutnik
Odeszła, prawie tak jak stała - żeby nie zaprzątać sobą rodziny, przyjaciół, wychowanków - Maria Koszarska. Żołnierz cichego frontu od młodzieńczych lat, których musiała sobie dodać, aby wziąć udział w Powstaniu Warszawskim. A wcześniej razem z matką uciec z rodzinnego Horodzieja, spod okupacji sowieckiej, aby nie skończyć żywota gdzieś na Syberii. W jej rodzinie było to normalne: wszyscy walczyli o Polskę, ginęli na frontach lub w kazamatach. Podobnie jak w rodzinie jej męża, którego po wojnie zamordowali komuniści.
Maria Koszarska, znalazłszy się w Gdańsku, pracowała w Zakładach Graficznych, co później okazało się przydatne, gdy angażowała się w działalność konspiratorską Ruchu Młodej Polski i nie tylko. Powstanie NSZZ Solidarność przyjęła z ogromną radością i czynnie, z właściwą sobie energią, włączyła się w realizację "związkowych" zadań. Ona widziała ich dalekosiężny cel: wolność, niepodległość, niezawisłość. Doczekała, choć nie w wymarzonym kształcie.
Przez jej "matecznik na Puckiej" *** przewinęły się znakomite osoby polityczne, takie jak Aleksander Hall, Aram Rybicki, Bogdan Borusewicz, którego najwyżej ceniła jako urodzonego konspiratora, a nawet okazjonalnie Zbigniew Bujak, który uniknął aresztowania w noc stanu wojennego i dzięki niej został później bezpiecznie wyekspediowany do Warszawy. Pani Maria nigdy nie wychodziła przed szereg, zwłaszcza przed szereg ustawionych do odznaczeń, pracowała w tle, na zapleczu, na cichym froncie. Tam, gdzie rodzi się przyszłość.
[---]
http://www.polskatimes.pl/293,18794.htm
--------
***
Autor artykułu nie wie, że ów "matecznik" nie mieścił się przy ul. Puckiej 10 A na gdańskim Przymorzu, tylko w secesyjnej kamienicy przy ul. Grażyny 5 m. 3 na starym Wrzeszczu, gdzie Pani Maria mieszkała "od zawsze" a i ja tam zamieszkiwałem wraz z Joanną blisko 2 lata (1985/87).
Przy ulicy Puckiej 10 A (w mieszkaniu córki i zięcia) Pani Maria mieszkała od niewielu lat, bowiem trudno Jej było nosić węgiel i podpałkę z piwnicy na 1 piętro w posesji przy Grażyny.
Plez
. |
|
|
|
|
 | |  |
| Forum Amarylis Strona Główna » PROZA |
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
|
|
|
|
|