 |  | | Moje spotkanie z Markiem Grechutą. |
|  |
Wysłany: Sro Paź 18, 2006 6:13 pm |
|
|
| Shibbi |
|
 |
 |
| Dołączył: 12 Kwi 2006 |
| Posty: 1379 |
| Skąd: spod Maciejowej |
|
|
 |
 |
 |
|
Pogrzeby to moja specjalność - może to śmieszne, ale od dawna lubiłam iść na pogrzeb. Nie dlatego, żeby się wypińdrzyć, ale jakoś żal mi było tego biednego nieboszczyka, że go do ziemi pakują. Jak byłam mała nie docierało do mnie, że to tylko ciało. Często myślałam po pogrzebie cioci czy wujka a potem taty: jak im jest w tym grobie ?? Tego, że po każdej takiej uroczystości byłam spłakana do szpiku kości, chyba nie muszę wspominać. Znana jest opowiastka w rodzinie, jak na balkonie podczas wieszania pieluch mama mnie pyta:
- a ty o co płaczesz?
- no pogrzeb idzie,
- a czyj to pogrzeb ? - pyta mama
- y y y nie wiem, ale pogrzeb i jakoś tak mi się zebrało ....
Już wiecie, czemu wczoraj byłam tam.
Nie mam wprawy w przeciskaniu się między ludźmi w żadnym celu, a już z potrzeby wykonania foty, to zerowe umiejętności w tej materii - uważam, że należy najpierw uszanować chwilę, a potem ją upamiętniać. Dlatego, niektóre zdjęcia są słabo ostre, bo emocje, wzruszenie i nastrój robiły ze mną właściwie co chciały - ale ponieważ to nie konkurs, myślę, że wybaczycie takiemu początkującemu amatorowi fotografii - jakim jestem.
Przyszłam do Bazyliki Mariackiej godzinę wcześniej. Był już przygotowany, ale jeszcze pusty katafalk, mimo to już mną szarpnęło i ścisnęło tam gdzie trzeba. Ulokowałam się na podwyższonym ,kamiennym postumencie pod ścianą i obserwowałam ludzi, którzy w skupieniu wchodzili - witali się ze sobą, ale bez zachwytu i radości. Zauważyłam, że mężczyźni poklepywali się po plecach, jakby dla wsparcia. Tak !! - to ten rocznik, tylko trochę starsi ode mnie. Nawet nie zdążyłam zrobić próbnego zdjęcia, jak bezszelestnie mignęła mi wnoszona trumna z głównym bohaterem uroczystości. Zdenerwowałam się; - cyk, pierwsze. Nie sprawdzam, nie ma czasu; cyk drugie i kolejne - będzie w czym wybierać. W sekundzie uprzytomniłam sobie, że nigdy nie byłam na Jego koncercie i znam Jego twarz wyłącznie z TV. Właściwie dopiero dzisiaj jestem po raz pierwszy tak blisko Niego.
No cóż, "hop szklankę piwa" pod to nasze spotkanie Panie Marku.
Organistą w Mariackim jest dobry przyjaciel mojej siostry, Dyrygent chóru "Organum", w który ona od lat śpiewa. Z tego też tytułu dostała prikaz zgłoszenia się do niego i skorzystania z wysokości. Ale drzwi od chóru, pod którymi czatowałam otworzył inny facet i troszkę mnie to zbiło z pantałyku. Jednak wypełniony ludzką rzeką kościół już nie stwarza nadziei na przedostanie się do przodu, w dodatku przy moim wzroście musiałabym ewentualnie stać za wdową - ponieważ każdy potencjalny "przed" - ogranicza pole widzenia do pleców. Przemagam się sama w sobie i chcąc nie chcąc wychodzę po krętych schodach. Proszę o co proszę i nie od razu, ale dostaję pozwolenie na grzeczne stanie i nie przeszkadzanie.
No tak - tu!!! to ja jestem jak Naczelny Szef Paparazzich Królewskiego Miasta Krakowa . . . .
Cichaczem wyjmuję zza pazuchy aparat, ale i zdejmuję kurtkę, bo mi ciasno, choć nie wiem czy z wrażenia, czy rzeczywiście. Kurtki raczej przeznaczone są do chodzenia z rękami w dół, a moje niestety na wysokości uszu.
Towarzystwo mam doborowe: po lewej anioł udaje, że gra na cytrze, po prawej następny tyle, że tyłem do mnie: "będą ci grały skrzypce lipowe"... kojarzę z tym, co trzyma w ręku; w ogóle czuję się, jak wybraniec losu. Pode mną ludzka rzeka, wkoło koronowane głowy, a malowidła z tak bliska robią piorunujące wrażenie. Na dole, przedstawiciel Prezydenta tegoż kraju wręcza wdowie Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski za zasługi zmarłego męża - a ja chodzę po ścianach z wdzięcznością dla losu, że mnie tu przywiódł.
. . i po suficie też. I śmiać mi się chce, bo przypominają mi się słowa "nie dokazuj miła nie dokazuj..." a ja jednak taki cud wdrapałam się właśnie na to rozgwieżdżone cudo: "będziesz liczyć gwiazdy / będziesz na mnie czekać .."
Na dole uroczystość trwa, a podstawą jej jest śpiew. Pieśniarza mamy przecież na katafalku, poetę, kompozytora i magicznego mistrza sztuki. Dzisiaj ci, którzy jeszcze pozostali wyzłacają tę uroczystość. „dam Ci serce szczerozłote...”, śpiewał kiedyś . Dzisiaj oni Jemu, dają swoje! - to czuć i widać. Wzruszam się chwilami tak – jak to młodzi mówią „wymiękam, że ściskam w dłoniach aparat siłą mocą, żeby nie gruchnął i nie narobił huku, bo tracę czucie. Aksamitne śpiewy fragmentów mszy w wykonaniu gwiazdy krakowskich sopranów wleką mnie na dalsze manowce. Okiem aparatu podglądam daszki nad głowami i podnóżki pod stopami moich sąsiadów, niestety jedynie wyrzeźbionych.
Hmm... myślę sobie, no tak, miecze w ręce i korony na głowie, ale ja - choć bez tych atrybutów i oręży jeszcze żyję, a wy już z patyczka. I znowuż piosenka mi sie przypomina "...kto pierwszy został królem, a kto chciał zostać bogiem..."
Krótkiego kazania kanwą są słowa zmarłego poety „ ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy,/ ważnych jest kilka tych chwil, tych na które czekamy ..." Wszystko wpędza w zadumę.
Ile i jak trzeba żyć, żeby napisać słowa, których sens będzie kiedyś podwaliną rozważań na własnym pogrzebie?? Co trzeba dostać w darze, żeby tak czuć i widzieć??- pytam sama siebie, choć wiem, że odpowiedzi nie będzie.
Przy śpiewie pani Anny Szałapak – wokalistki „piwnicznej” rozdygotały mi się nie tylko ręce. Szukam krzesła bo runę tu cała, razem z aparatem i dopiero bedzie. Nie, ja tego nie zdzierżę – mam ściśnięte gardło i mrowi mi ciało, jak Ona śpiewa.
[img]
Myślę, że mimo kalectwa, jakim jestem naznaczona nie przesadziłam z hołdami dla oprawy wokalnej. Jakby mnie ktoś spytał: co najbardziej bym chciała w drugim wcieleniu (którego nie będzie ) to chciałabym mieć głos, który powaliłbny świat na kolana, hmm... Tak Właśnie tego bym chciała i wiem, że wielu z Was mnie zrozumie.
Trudno opisać wzruszenie i radość z bycia tu. To przecież pogrzeb i choć zdziwienie przebija smutek, że Jego, cieszę się i uśmiecham do świata, za to że tu jestem, że się zebrałam, wygramoliłam, przyjechałam i ... i nie zaspałam dzisiaj, bo gadałyśmy z siostrą do późna.
Celebra zbliża się do końca. Kadzidlane dymy, choć nie gwarantują zbawienie, zawsze kojarzą mi się z tunelem do Nieba, a słowa żałobnej pieśni „Niech na spotkanie w progach Ojca domu / Po ciebie wyjdzie litościwa Matka” - robią ze mnie stargany przez szczeniaka kłębek i długo się potem nie umiem pozbierać.
W pewnej chwili czuje, że ktoś się na mnie pcha .A a a - nie jestem sama z tej strony anioła – jest kilku młodych z teleobiektywami i najbezczelniej mnie wypychają
ale całkiem się nie dam za skarby – wszystko biegnie jakoś szybciej. Żeby mi tylko go nie wynieśli bez mojego zdjęcia. Ludzie biją brawo podczas przejścia konduktu do wyjścia. Tak się trzęsę, że kilkanaście zdjęć jakie mam przypominają jajecznicę, chyba kogoś walnę z tych nerwów. Cykam bez opamiętania – może choć jedno będzie jakie takie.
Nawet nie zauważyłam, jak moi wypychacze zniknęli. Dziękuję Panu Organiście za pozwolenie pobycia, składam ukłon pełen szacunku w stronę Pani sopranistki i schodzę tymi samymi, krętymi schodkami w dół, ale włączenie się w tłum jest prawie niemożliwe.
Po czasie, który trwa tysiąc lat jestem na zewnątrz i właściwie się dziwię, że Sukiennice stoją i cała reszta nietknięta, łącznie z gołębiami, które dreptają jak zwykle między przechodniami. Powinno coś pęknąć, albo się rozlecieć na znak żałoby i protestu – a tu nic
Pogoda piękna, choć ziąb przeszywa do szpiku.
Karawan właśnie odjeżdżał, jak byłam w odległości nadającej się do fotografowania. Odpuściłam sobie.
Podziękowałam w duszy za spotkanie, za bliskość i zapewniłam, że będę jeszcze długo pamiętała to nasze rande vu.
Do zobaczenia! Bo przecież i ja kiedyś muszę się punktualnie wstawić, w przewidzianej, choć nieznanej mi chwili.
ps. Dziękuję christin, że mnie pogoniła i kazała napisać ten reportaż, który powstał a vista, że mnie nauczyła wklejać tu zdjęcia i że czuwała, bym nie rozpędziła się jak ....  |
|
Ostatnio zmieniony przez Shibbi dnia Czw Gru 21, 2006 3:25 pm, w całości zmieniany 3 razy _________________ ... nie zapomniałam nie e e e e e
to wszystko we mnie jest,
jak ochota na grzech,
na smutek i śmiech .... |
|
|
|
 | |  |
Wysłany: Sro Paź 18, 2006 9:55 pm |
|
|
| mewa |
| moderator |
 |
 |
| Dołączył: 20 Kwi 2006 |
| Posty: 1714 |
|
|
|
 |
 |
 |
|
No i mamy pierwszy reportaż na Amarylisie. Shibbi przywitałaś się i pożegnałaś z Markiem Grechutą. Na jednym ze zdjęć rozpoznałam znajomego księdza, poetę Stefana Misińca, przez długie lata był Dziekanem w parafii św. Mikołaja w pobliskim Chrzanowie. Wspaniały człowiek żegnał poetę, pieśniarza i człowieka wielkiego.
Bardzo spontaniczny jest to reportaż, osobisty:) mówi o pożegnaniu, ale i o Twoich marzeniach. Na pewno wskazuje Twoją pasję  fotografuj Shibbi i opisuj.
Czekam na następne reportaże
pozdrawiam  |
|
_________________ Mówiłaś, że byłaś najbardziej szczęśliwa, gdy tańczyłaś, mówiłaś też, że byłaś najbardziej szczęśliwa, gdy tańczyłaś ze mną, a teraz które ze zdań wybierasz? / Cohen |
|
|
|
Wysłany: Sro Paź 18, 2006 11:34 pm |
|
|
| Christine |
| administrator |
 |
 |
| Dołączył: 13 Wrz 2005 |
| Posty: 2496 |
| Skąd: Gdańsk |
|
|
 |
 |
 |
|
Nasi chłopcy uwodzili nas przy świecach i winie Lacrima puszczając na magnetofonie marki Grunding piosenki Grechuty.
Było nastrojowo, bo M.G. delikatnie i unisono przemawiał do każdej dziewczyny.
Może też bywało odwrotnie, nie wiem, może dziewczyny przygruchiwały sobie chłopaków za jego pośrednictwem.
W każdym razie "grechutki" zawsze były w modzie i towarzyszyły miłosnym podchodom, a piosenkarz o "amorkowatym" wyglądzie zyskał sobie serca kolejnych pokoleń zakochanych i stałą rzeszę fanów.
Jak to dobrze, że nigdy nie umiera dzieło, że w naszych czasach ma w dodatku dobrze zarchiwizowaną jakość. Artysty już nie ma, ale jego piosenki będą nam towarzyszyły, ilekroć tego zapragniemy.
Shibbi, twój reportaż jest bardzo osobisty, dzięki temu nie ma patosu, a jednak pięknie pokazuje jak Kraków żegnał artystę., jak składał mu hołd.
Dzięki  |
|
_________________ Krystyna Bogusławska |
|
|
|
 | |  |
Wysłany: Czw Paź 19, 2006 8:17 am |
|
|
|
Brdzo łanie, że pojechałaś na pogrzeb, spod Maciejowej do Krakowa. Mam takie uspokojenie, jakby na pogrzebie był ktoś z mojej rodziny.
Reportaż zrobiłaś przedni, jesiennie spokojny. Z wielkim szacunkiem i pokorą dla Zmarłego. Dziękuję.
Może pan Marek Grechuta pisze teraz teksty dla chórów anielskich i śpiewa solo - jak to poetycznie mawia Andrzej Grabowski z Ciężkowic - po tamtej stronie błękitu. |
|
|
|
|
 | |  |
Wysłany: Czw Paź 19, 2006 1:52 pm |
|
|
| ella_hagar |
|
 |
 |
| Dołączył: 01 Mar 2006 |
| Posty: 763 |
| Skąd: Warszawa |
|
|
 |
 |
 |
|
Pożegnalna nuta. Skłania do zadumy.
Dzielimy się tym smutkiem… bo smutne to bardzo.
Życie się skończyło. Żegnamy wielkiego, utalentowanego, znanego i lubianego. Był obcy, ale śpiewał w domu, jak bliski. I jakoś tak… jest nadzieja , że to się nie kończy śmiercią.
Mimo ostrzeżeń niektórych, że to nieprawda, jest nadzieja, wiara, że to się nigdy nie kończy, bo to jest z natury rzeczy nieskończone.
Chwalić, chwalić, chwalić ! za pomysł z fotoreportażem!
Tobie Shibbi wielkie dzięki.
Dobrze to zrobiłaś. Dobrze ujęłaś.
Ela. |
|
|
|
|
Wysłany: Pią Paź 20, 2006 7:00 pm |
|
|
| Shibbi |
|
 |
 |
| Dołączył: 12 Kwi 2006 |
| Posty: 1379 |
| Skąd: spod Maciejowej |
|
|
 |
 |
 |
|
DZIĘKI dla odważnych  |
|
_________________ ... nie zapomniałam nie e e e e e
to wszystko we mnie jest,
jak ochota na grzech,
na smutek i śmiech .... |
|
|
|
 | |  |
Wysłany: Nie Paź 22, 2006 10:52 pm |
|
|
| dz_re |
|
|
 |
| Dołączył: 26 Kwi 2006 |
| Posty: 87 |
|
|
|
 |
 |
 |
|
Przeczytalem Twoja relacje z pogrzebu M.G.( zeby nie podpasc...). Dobrze, ze sie tam wybralas. Nie widze innego przekazu , lecz wlasnie taki, bezposredni, z pieknymi cytatami Jego piosenek wkomponowanych w caly rytual ostatniej randki, ostatniego pozegnania, jeszcze do tego przepleciony refleksja , taka na biezaco- jakby powiedziec z marszu, o symbiozie zycia ze smiercia i ich niezmiennych praw, o wlasnych doznaniach. My zyjacy do tego odnosimy sie bardzo na czasie, wszak, jak wspomnialas: -"Bo przeciez i ja kiedys musze sie punktualnie wstawic, w przewidzianej, choc nieznanej mi chwili." Dlatego nie mozna innych chwil zmarnowac, bo przeciez to Oni, umarli, daja nam swiadectwo, jak mozna sensownie przezyc to nasze zabalaganione zycie, az sie cisnie na usta prosba: - Zyjmy piekniej, albo przynajmniej o nim sprawiedliwie piszmy, jak Ty. Odszedl Piekny Czlowiek- pamietajmy o nim.
Dzieki Ci Malgosiu. |
|
|
|
|
 | |  |
Wysłany: Czw Paź 26, 2006 9:56 pm |
|
|
| Shibbi |
|
 |
 |
| Dołączył: 12 Kwi 2006 |
| Posty: 1379 |
| Skąd: spod Maciejowej |
|
|
 |
 |
 |
|
dzięki dzyyyyyyyy - miło że - że się i spodobała moja relacja i że się odezwałeś, bo jakżesz bym inaczej wiedziała, ze wzruszyłam i Ciebie  |
|
_________________ ... nie zapomniałam nie e e e e e
to wszystko we mnie jest,
jak ochota na grzech,
na smutek i śmiech .... |
|
|
|
Wysłany: Sob Lis 11, 2006 10:51 pm |
|
|
| hewka |
|
 |
 |
| Dołączył: 13 Kwi 2006 |
| Posty: 808 |
| Skąd: Szwecja |
|
|
 |
 |
 |
|
Dzieki za reportarz, Shibbi... wielkie dzieki.
e |
|
_________________ Henryka Wołoszyk |
|
|
|
Wysłany: Pon Lis 13, 2006 5:03 pm |
|
|
| Shibbi |
|
 |
 |
| Dołączył: 12 Kwi 2006 |
| Posty: 1379 |
| Skąd: spod Maciejowej |
|
|
 |
 |
 |
|
hewciu - dla Ciebie znowu gdzieś sie wygramolę i pocykam  |
|
_________________ ... nie zapomniałam nie e e e e e
to wszystko we mnie jest,
jak ochota na grzech,
na smutek i śmiech .... |
|
|
|
| Forum Strona Główna » ZDJĘCIA - REPORTAŻE |
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
|
|
|
|
|