Wysłany: Pon Lip 17, 2006 2:31 pm |
|
|
| tecza |
|
 |
 |
| Dołączył: 05 Lip 2006 |
| Posty: 57 |
| Skąd: z obłoków |
|
|
 |
 |
 |
|
Budzi ją przenikliwe zimno. Zapomniała wczoraj o zamknięciu okna w sypialni i stąd ten chłód. Brr..., nie chce jej się wyskakiwać spod cieplutkiej kołdry. Wysuwa stopę i szybko ją chowa. Marzy o kubku gorącej kawy i tylko dlatego decyduje się na opuszczenie cieplutkiego gniazdka. Szybki prysznic stawia ją skutecznie na nogi. Po chwili i ekspres mruczy przyjaźnie. Przechyla dzbanek. Grzeje dłonie obejmując kubek z kawą. Sadowi się przy kuchennym stole. Lubi swoją kuchnię. Nie jest zbyt duża, ale bardzo przytulna. Dębowe szafki, stół, krzesła, biała króciutka firanka w oknie i masa granatowych dodatków- serweta, poduchy na surowych, drewnianych krzesłach, pojemniki, puszki, puszeczki. Ot, takie babskie królestwo. Włącza radio. Cichutkie dźwięki muzyki skutecznie poprawiają nastrój. Ma dla siebie przynajmniej pół godziny. Dzisiaj drugi września. W szkole już normalne zajęcia. Trochę się denerwuje, bo rozpoczyna nowe wyzwanie. Pracuje jako nauczycielka już szósty rok. Dotąd jednak uczyła w zwyczajnych klasach szkoły podstawowej. Od dzisiaj ma lekcje w klasie integracyjnej. To taki pomysł dyrekcji i władz oświatowych, by w jednym zespół połączyć dzieci zdrowe i niepełnosprawne. Ale to dzieci z niepełnosprawnością umysłową, dlatego zadanie trudniejsze. Całym sercem była „za”. Ale dzisiaj jakby entuzjazm zmalał. To chyba najzwyczajniejszy lęk przed nieznanym. Boże, jak ja sobie poradzę? -myśli. Uda się, na pewno się uda! Przecież całe wakacje się do tego przygotowywałam! Naczytałam się tylu mądrych książek. Edukowałam na kursach i teraz strach? Nie poddam się tak łatwo. Panikowanie teraz to najgorsze z zachowań. Ubiorę się starannie, uczeszę i umaluję. To mi doda pewności - postanawia.
Już trzeci raz zmienia bluzkę. Teraz na białą. Ładnie wygląda. Granatowa spódnica i ta bluzeczka. Jak uczennica. Ma 31 lat, ale wygląda najwyżej na dwadzieścia kilka. Jeszcze rzut oka w lustro i przekręca klucz w zamku. Wybiega na ulicę. Ma dwie minuty to odjazdu tramwaju. Nagle zwalnia. Spogląda na zegarek. Pójdę pieszo – postanawia. Taki ładny ranek .Przygląda się drzewom. Jeszcze nie znać na nich jesieni, ale za kilka tygodni...
-Dzień dobry!- wita uczniów.
-Dzień dobry!- odpowiadają zgodnym chórem.
Rozgląda się po klasie. Tylko szesnaścioro dzieci. Ależ warunki! Jak nie w polskim systemie oświaty! Próbuje odnaleźć te specjalnej troski. No tak, ta mała blondyneczka w okularkach. Zespół Downa. Jaką ma sympatyczna buźkę. Uśmiecha się do małej. Ta odwzajemnia uśmiech. Odnajduje pozostała czwórkę dzieci chorych. Nie będzie źle, pociesza się kolejny już raz. Ale minę ma nietęgą. Kurczowo ściska dziennik lekcyjny. W końcu kładzie go na biurku i rozpoczyna lekcję. Przedstawia się dzieciom, potem one jej. Wspólnie oglądają podręczniki. W końcu zapisuje na tablicy temat. No i zaczyna się. Jedna z dziewczynek opuszcza swoje miejsce w ławce i domaga się innego! W pierwszej! Jest dość wysoka i będzie zasłaniała niższym dzieciom. Każe jej wrócić do wyznaczonej ławki.
-Usiądź na swoim miejscu- prosi kolejny raz. Nic z tego. Ania tkwi uparcie przy jej biurku uniemożliwiając bardzo skutecznie prowadzenie lekcji. Czuje, jak narasta napięcie. Wie , że ma do czynienia z dzieckiem upośledzonym umysłowo i swoje emocje musi wziąć w cugle. I tylko tyle wie. Choć naczytała się mnóstwa mądrości, żadne rozsądne rozwiązanie nie przychodzi jej do głowy. Ania zaś nie ma zamiaru zająć wskazanego miejsca. Patrzy przed siebie i ani drgnie. Uparła się na miejsce w pierwszej ławce- zajęte miejsce! Nie ustąpi nauczycielce. To widać! Ta zaś nie jest przygotowana na trudności tego typu. Te z przyswajaniem wiedzy brała pod uwagę. Zaburzenia zachowania sobie odpuściła uznając chyba, że nie są istotne. Okazują się być najważniejsze. To z nimi będzie musiała się zmierzyć szczególnie.
-Proszę pani, ja się chętnie przesiądę do tyłu. Niech Ania zajmie moje miejsce. Chcesz tu usiąść, Aniu? - głos dziewczynki z pierwszej ławki przerwał ciszę. Iza, chyba ma na imię Iza- przemknęło jej gdzieś w myślach.. Zerknęła na okładkę zeszytu. Tak, Iza Kowalska . Dobrze zapamiętała Ania leciutko skinęła głową . Iza szybko zgarnęła swoje rzeczy i sprawnie przeniosła się do innej ławki. To dobry dzieciak. Ma tyle ciepła w sobie. A w domu u Izy nie najlepiej. Oboje rodzice piją i biją. W myśl wszelkich psychologicznych teorii powinna odreagowywać. Agresja budzi agresję, jak głoszą podręczniki. Jednak Iza jest zaprzeczeniem książkowych ustaleń. Teraz też patrzy wyrozumiale na nauczycielkę, jakby pojmowała jej dylematy. A ma przecież tylko 10 lat!
Nauczycielka stoi zdumiona. Jak to? Tak szybko się zgodziła? Nie walczy o swoje? Spogląda z niepokojem na pozostałe dzieci. Może kolejne zechcą zażądać konkretnego miejsca w klasie...Żadnego poruszenia, żadnej reakcji. Jakby nic się nie stało. Cóż, okazuje się, że tylko ja mam problem- myśli.
-Kto chciałby opowiedzieć, jak spędził wakacje?- zadała pytanie. Las rąk. O, nawet ta dziewczynka z zespołem Downa, Zosia, podniosła rączkę do góry- ucieszyła się. Głos oddała chłopcu z drugiej ławki. Wstał tak energicznie, że zrzucił na podłogę podręczniki . Po chwili bałaganu lekcja wraca na zaplanowane tory. Uczeń barwnie opowiada o czasie spędzonym u babci na wsi. Nauczycielka nie słucha jego wypowiedzi. Myśli o tym, czy da radę. Rzeczywistość przerosła jej wyobrażenie o pracy w klasie integracyjnej.
- Ja, ja, pani, ja!!!- krzyk dochodzący z końca sali przywołał ją do rzeczywistości. To Zosia domaga się, by ją zauważyć. Jaka to śliczna dziewczynka, mimo że choroba wymalowała ślady na jej buzi. Te blond kędziorki i duże oczy ukryte za zgrabnymi okularkami niejednego rozbroją. Pozwala jej mówić. Początkowo ma nadzieję, niczym nie uzasadnioną, że usłyszy wypowiedź na temat wakacji.
-Koń- mówi mała z rozpromienioną buzią. Na szczęście szybko zorientowała się, że to już cała Zosina wypowiedź i każe jej usiąść w ławce. Zosia, o dziwo , spokojnie siada. Druga kobieta, która pełni w klasie rolę nauczyciela wspomagającego uzupełnia wypowiedź Zosi. Opowiada o tym, że dziewczynka sporo czasu spędziła w stadninie koni, że ma swojego ulubionego konika, że teraz też będzie raz w tygodniu odwiedzała stadninę. Dzieci słuchają uważnie dopowiedzeń nauczycielki. Zosia uśmiecha się szeroko i przytakuje. Boże, jaką drogą uzyskała od Zosi te informacje?! Ja , z tego co mówi Zosia , nie rozumiem prawie nic!!! Jak sobie poradzę?! Problem jest zdecydowanie większy, niż się spodziewałam!. Na szczęście dzwonek kończy lekcję. Ma czas, by ochłonąć po pierwszym doświadczeniu. Trudnym , dodam. Zabiera z biurka dziennik lekcyjny i torebkę, zamyka salę. Idzie korytarzem. Wolniutko. Nerwowo odgarnia kosmyki z twarzy. A to dopiero pierwszy dzień w tej klasie. |
|
Ostatnio zmieniony przez tecza dnia Sro Lip 19, 2006 1:08 pm, w całości zmieniany 2 razy _________________ "Wszystko jest albo nie jest bo brak mu pewności
Jest to istnienie - jedna z jego mozliwości"
J.M.Rymkiewicz "Ogród w Milanówku- widma sikorek" |
|
|
|
 | |  |
Wysłany: Sro Lip 19, 2006 11:36 am |
|
|
| Shibbi |
|
 |
 |
| Dołączył: 12 Kwi 2006 |
| Posty: 1379 |
| Skąd: spod Maciejowej |
|
|
 |
 |
 |
|
hmm....
powiem coś szczerze i proszę tęczy - proszę się nie obrażać na mnie, bo to z serca (zdrowego jeszcze :wink: ).
Dawno temu przed wiekami, byłam wychowawczynią w szkole dla Dzieci Specjalnej Troski - głównie z patologicznych rodzin. Dzieci były tak zwanie zaniedbane środowiskowo - ale i trafiały się z lekkim niedorozwojem. Teraz mam znajomą, której często piszę, albo pomagam pisać konspekty - na zajęcia do szkoły dla dzieci niedowidzących i słabo widzących z niedorozwojem umysłowym (raczej ciężkim).
Po co ten cały wstęp - a no poto, że nie jestem totalnie zielona w temacie i z całą świadomoscią mówię, że TAKI NAUCZYCIEL (opisany tu) nie ma tam prawa bytu - no o o o - jako salowa, czy sprzątaczka może - ale też po przeszkoleniu i to ostrym i częstym!!!!!!! Szkołę prowadzą ZAKONNICE - i nie ma totamto
To na marginesie.
A teraz tekst.::::
Nie pojmę cudzysłowiów - dla mnie zupełnie zbędne i po nic.
Po drugie, są błędy - - - jakby je nazwać: logiczno- emocjonalne.
Uda się, na pewno się uda!”- przekonuje siebie dość niepewnie
- nie można przekonywać niepewnie - bo to fałszywe ględzenie
Dość marudzenia :wink: - czytało mi się nie źle. Pomysł dobry - tylko, jakby chęci do pisania brakło
Serdeczności/ S. |
|
_________________ ... nie zapomniałam nie e e e e e
to wszystko we mnie jest,
jak ochota na grzech,
na smutek i śmiech .... |
|
|
|
 | |  |
Wysłany: Sro Lip 19, 2006 1:05 pm |
|
|
| tecza |
|
 |
 |
| Dołączył: 05 Lip 2006 |
| Posty: 57 |
| Skąd: z obłoków |
|
|
 |
 |
 |
|
| Shibbi napisał: | hmm....
powiem coś szczerze i proszę tęczy - proszę się nie obrażać na mnie, bo to z serca (zdrowego jeszcze :wink: ).
TAKI NAUCZYCIEL (opisany tu) nie ma tam prawa bytu - no o o o - jako salowa, czy sprzątaczka może - ale też po przeszkoleniu i to ostrym i częstym!!!!!!! Szkołę prowadzą ZAKONNICE - i nie ma totamto
To na marginesie.
A teraz tekst.::::
Nie pojmę cudzysłowiów - dla mnie zupełnie zbędne i po nic.
Po drugie, są błędy - - - jakby je nazwać: logiczno- emocjonalne.
[b]
/ S. |
Błędy w zapisie i logiczne poprawiłam. a teraz ad rem. Otóż jest to zwyczajna szkoła w dużym mieście. Miasto to ma pomysł, zresztą chyba zgodny z polityką oświatową kraju, by dzieci z upośledzeniem w stopniu lekkim kształciły się w szkołach rejonowych.Pomysł ten wciela w życie. W związku z tym, nauczyciele muszą się nauczyć pracować nieco inaczej.Mają wsparcie drugiego nauczyciela, najczęsciej specjalisty w zakresie oligofrenopedagogiki. Młoda nauczycielka języka ojczystego będzie odtąd edukować także dzieci o specjalnych potrzebach edukacyjnych. W sumie kilkoro dzieci , bo takich klas w szkole jest niewiele, po jednej na każdym poziomie edukacji. Zdradzę,że poradziła sobie z wyzwaniem. Nie tylko ona. Pomysł się sprawdził. Dzieci zdrowe i niepełnosprawne funkcjonują razem. Żeby efekty były bardziej widoczne, należałoby takie oddziały utworzyć w każdej szkole rejonowej. Obowiązkowo! By dzieci specjalnej troski mogły popołudniami spotykać na podwórku swoich szkolnych kolegów. Teraz są dowożone z całego miasta. Po lekcjach wracają do domu, pod opieka rodziców, nie w gronie rówieśników. I nie potrzeba tu żadnych siłaczek. To są zwyczajne dzieciaki, tylko że uczy się im po prostu trudno! Proponuję lekturę książki "Cela". To o dziewczynce z zespolem Downa. Jest tak samo urocza jak Zosia. Pozdrawiam i dziekuję za rady warsztatowe. |
|
_________________ "Wszystko jest albo nie jest bo brak mu pewności
Jest to istnienie - jedna z jego mozliwości"
J.M.Rymkiewicz "Ogród w Milanówku- widma sikorek" |
|
|
|
 | |  |
Wysłany: Sro Lip 19, 2006 2:15 pm |
|
|
| Shibbi |
|
 |
 |
| Dołączył: 12 Kwi 2006 |
| Posty: 1379 |
| Skąd: spod Maciejowej |
|
|
 |
 |
 |
|
| OK - przyjmuję i dzięki :wink: |
|
_________________ ... nie zapomniałam nie e e e e e
to wszystko we mnie jest,
jak ochota na grzech,
na smutek i śmiech .... |
|
|
|
| Forum Strona Główna » PROZA |
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
|
|
|
|
|