Wysłany: Sro Paź 10, 2007 9:38 pm |
|
|
| JagMagoda |
|
|
 |
| Dołączył: 06 Wrz 2007 |
| Posty: 3 |
| Skąd: Gdynia |
|
|
 |
 |
 |
|
Oczami kocura
Jestem dziewczyną zza baru. Pracuję w małej kafejce i sporządzam klientom kawę, podaję ciastka, czasami śniadanie lub lunch. Świt wstaje lazurowo-różowy, jak jutrzenka z Iliady Homera, kiedy rankiem otwieram drzwi pierwszym porannym ptaszkom, spragnionym mocnego łyku kofeiny.
Po drodze do Lakeville napawam oczy kolorową stroną nieba, za którą jesteś, jakbym chciała przeniknąć dystans i rozmiar czasu, jaki nas dzieli.
Lakeville jest małym snobistycznym miasteczkiem na granicy trzech stanów, otoczonym malowniczymi farmami i ze względu na okolicę wyróżnianym przez wiele, szczególnie nowojorskich osobistości. Bywają tu sławy wielkiego ekranu i scen najprzeróżniejszych, dyrektorzy znanych firm, projektanci mody, a także zwyczajni przeciętniacy i lokalni farmerzy, ludzie jakich wszędzie można spotkać, z tym że tu, w Lakeville, każdy zachowuje się tak, jakby właśnie zszedł z Pól Elizejskich.
Mam kontakt z wieloma ludźmi i sławy mnie nie poruszają, często ich nawet nie umiem rozpoznać, ale ciekawią mnie wszyscy, także ci zwykli, nikomu prawie nie znani. Niekiedy, już po jednym spojrzeniu, widzę w nich historie na kilka powieści.
Czasami przychodzą dziewczyny- kobiety takie, że jednego płótna dla samego ich wyglądu nie wystarczy. Widzę, jak się poruszają, popijając kawę lub wybierając ciastka ze szklanej gablotki. Zanim padnie pierwsze słowo, mam o nich gotową opowieść. Oczywiście zdarza się, że pierwszy kontakt przynosi zaskoczenie. Wtedy muszę moje wątki pozmieniać, charaktery odbarwić lub też skomplikować im życie, dodając ich uczuciom jakieś wymiary nowe i nie do końca zgłębione.
Kiedyś świt rozbłysnął “gwiazdą” wiosen wieludziesiąt, długie podsiwiałe włosy do pasa skręcały się jakby mimochodem, a w nich kwiat biało-czerwony, z lekka już przywiędły, jak gdyby o nim zapomniała od wczoraj, a przecież pora była wczesna, a fryzura nieprzypadkowa. Nie mogłam ukryć radości, to był Ktoś, bez wątpienia.
Poprosiła o capucchino, ale to, które zrobiłam, okazało się dla niej za mocne, więc zapłaciła jeszcze raz i zabrała oba. Uśmiechałam się do niej wszystkimi zębami, wiedząc jak bardzo by ci się spodobała. Wyobrażałam sobie, jak ty byś na nią spoglądał, dopóki nie poczułam, że od patrzenia twoimi oczami robię się zazdrosna.
Kiedy indziej pracowałam z Walkirią. Tak ją nazwałam, a gdyby nie ten atrybut, jeszcze niewidoczny, byłaby wręcz nijaka, mimo, że potencjalnie ładna.
Poruszała się tak ciężko, jak gdyby brnęła przez bagno.
Arogancja zdobiła jej wydęte policzki jak rumień. Wąska spódnica dżinsowa opinała otyłe biodra i aż się podciągała w połowie, co czyniło jej właścicielkę jeszcze grubszą niż była w rzeczywistości. Rozcięcie z tyłu zdradzało wielką łydkę, związaną wojskowym buciorem, a widok ten wieńczyła zrolowana, czerwona skarpeta.
Walkiria w ciasnym sklepiku prezentowała się wręcz monstrualnie i przeszkadzała, bo wydatność jej okrągłych pośladków, przedłużona udem wprost do zakontraktowania, zabierała tyle miejsca, że nie było sposobu, by się o nią stale nie ocierać.
W myślach zrywałam z niej wtedy ubranie i przybierając męską skórę gwałciłam ją wściekle za to wymuszone czochranie się o mnie i za te szmaty, którymi postanowiła się tak bezgustownie zdeformować. Walkiria była jedną z córek właściciela. Dziwiło mnie dlaczego Dżo ją w ogóle zatrudnił, zwłaszcza, że zwykle łagodny, w dni w które przychodziła, stawał się wyjątkowo burkliwy. Była to pewnie sprawa rodzinna, wynikała może z jakiejś niedzielnej dyskusji przy stole, kiedy to żona zdecydowała, że córki powinny bardziej wspierać ojca po zawale i wdrażać się przy tym do samodzielności. Na szczęście ta pomoc nie trwała długo i z czasem widywałam dziewczynę coraz rzadziej. Aż kiedyś, przypadkiem podsłuchałam rozmowę w kuchni i szorstkie słowa Dżo skierowane do córki:
- Nie musisz przychodzić. Nie będę cię więcej potrzebował. A Walkiria wybita nagle z roli i bez cienia arogancji, jak nigdy pokorna, zapytała niepewnie - Już nigdy, tatusiu?
Niektóre piękności nie kłują urodą godną pozazdroszczenia, ale zwracają na siebie uwagę czymś ogromnie interesującym, co natychmiast rzuca się w oczy. Czasami jest to kobiecość wybujała, czasami doświadczenie inne od powszechnego, jakaś maniera ledwie uchwytna, albo szczegół stroju, zdradzający nieprzeciętność.
W dniu, kiedy ruchu prawie nie było, przyszły do sklepu dwie kobiety, od których nie mogłam oderwać wzroku. Jak tulipany stojące na stole od zeszłego tygodnia wciąż jeszcze ożywiały swoją obecnością, ale widać było, że się już nastały.
Pierwsza weszła zdecydowanie i po chwili stało się jasne, że musiała być tu kiedyś stałą klientką. Piękna, choć przecież nie najmłodsza, o włosach kruczoczarnych i ustach karminowych, wyglądała jak Królewna Śnieżka, a zęby odsłaniała w uśmiechu bielsze od pościeli. Śmiała się bez przerwy i równie jak ja ubawiona była własnym niezdecydowaniem, czy jeść jeszcze śniadanie czy może już lunch.
Mówiła melodyjnym brytyjskim akcentem, ale jednocześnie było w niej coś egzotycznego, czego rodowite Angielki w sobie nie mają.
Druga, blondynka, z początku wydawała mi się młodą dziewczyną. Wkrótce zmieniłam zdanie, ale sądząc z lekkiej niepewności, z jaką weszła do środka, była w tym miejscu po raz pierwszy. Natychmiast dostrzegłam jej nietypowy płaszcz, gdzie część górna - rękawy i ramiona były z futra, ale dół i przód uszyte z materiału. Coś znajomego się w tym ukrywało i nie mogłam odeprzeć wrażenia, że gdzieś już taki płaszcz widziałam.
Miała smutną, pociągłą twarz, może była zmęczona, włosy długie i proste.
Najwyraźniej przyszła tu pod przewodnictwem tej starszej, gdyż tamta w końcu nie dla siebie, ale dla niej zamówiła śniadanie.
Po chwili blondynka wstała i w drodze do łazienki zwróciła się do mnie:
- Jesteś z Polski, prawda?
- Taaak - odpowiedziałam z wyczekiwaniem, bo dalszy ciąg musiał nastąpić.
- Właśnie się o to założyłyśmy i ja wygrałam, gdyż Mandy sądziła, że pewnie jesteś
z Irlandii. Masz akcent, wiesz.
- I nigdy się go nie pozbędę - dodałam
- Nie ma się czego wstydzić - zaśpiewała z brytyjska Mandy. Moja matka pochodziła
z Grecji. Przez 40 lat mieszkając w Anglii nie straciła akcentu, a jak mnie przed czymś ostrzegała lub czymś była przejęta, tym wyraźniej było to słychać.
I Mandy ze śmiechem zaprezentowała nam przestrogi swojej matki, naśladując twardy nacisk jej wymowy.
- A ona - wskazała głową na blondynkę - jest z Czechosłowacji.
- Ach! –wykrzyknęłam, zrozumiawszy nagle krój płaszcza i uniosłam do góry rękę
z bursztynową bransoletką, którą tego ranka zdecydowałam włożyć.
Blondynka uśmiechnęła się do mnie szeroko.
Przyglądam się więc ludziom, a w szczególności kobietom, z jakby twoim znawstwem i odczuwam prawdziwą przyjemność konesera, który potrafi nie tylko ocenić wartość klejnotów, ale jeszcze odsłonić ich ukryty blask zręcznym szlifem, zastosowanym delikatnie w odpowiednich miejscach.
Wiem jednak, że mój podziw nigdy ich tak na nie uhonoruje, jak gdybym była mężczyzną, bo brakuje twojego elementu i nie jestem ich w stanie, jak ty, ukobiecić.
Obserwuję z daleka, nawet nie próbując się zbliżyć, żeby ich nie spłoszyć intensywnością wzroku, która mnie samą niekiedy zawstydza, zwłaszcza kiedy pomyślę, co ja bym czuła, gdyby jakiś nieznajomy wpatrywał się we mnie z napięciem - dwóch, żółtych ślepiów kocura, gotującego się do skoku. |
|
|
|
|
 | |  |
Wysłany: Czw Paź 11, 2007 5:23 pm |
|
|
| wiosna |
|
 |
 |
| Dołączył: 11 Kwi 2006 |
| Posty: 203 |
| Skąd: Gdynia |
|
|
 |
 |
 |
|
Witamy debiutantkę..Opowiadanie bardzo fajne...Ciekawa konstrukcja narratora, który tkwi w świecie przedstawionym i jednocześnie jest bystrym obserwatorem wznoszącym się ponad ten świat...Czy narrator jest na pewno kobietą? Tego nie wiem Podoba mi się drobiazgowość opisu, autorkę interesują szczegóły, barwy, kształty, zapachy, wszystko to składa się na specyficzny klimat opowiadania..Przeczytałam z przyjemnością, pozdrawiam serdecznie  |
|
_________________ Aleksandra Tarkowska |
|
|
|
 | |  |
Wysłany: Pią Paź 12, 2007 4:03 pm |
|
|
| ella_hagar |
|
 |
 |
| Dołączył: 01 Mar 2006 |
| Posty: 763 |
| Skąd: Warszawa |
|
|
 |
 |
 |
|
Nieźle napisane. Charakterystyczny styl - pełny zdań złożonych z licznymi inwersjami, z wyczuwalnym humorem.
Czyta się sympatycznie. Jest specyficzny klimat.
Treść opiera się na opisie obserwacji zza baru. Początkowo zapiski z obserwacji wydają się zwyczajne, z przymrużeniem oka, ale im dalej, tym bardziej oko obserwatorki staje się drapieżne, by wreszcie na końcu czytelnik się dowiedział, że to nie tylko ogląd kobiet przez kobietę, kobiecym okiem opisany, ale że to oko drapieżnego kocura z wyciągniętymi pazurami, gotowego do walki. Oko kobiety, z drapieżnością dzikiego kota obserwującej swoje ewentualne rywalki.
Jednak warto pogłębić treść opisów, dodać więcej opisów kolejnych kobiet, z różnymi charakterkami i o charakterystycznym wyglądzie. Są wszak wśród nas kobiety i kobietki, o różnych zawodach i różnym guście. Byłoby ciekawiej i głębiej.
Przydałoby się też zbudować więcej napięcia.
Na pewno to potrafisz JagMagoda, to widać.
Niekiedy coś w tekście zgrzyta np.:
„długie posiwiałe włosy do pasa skręcały się jakby mimochodem” - czyta się jakby włosy posiwiały do pasa, a nie, że były długie do pasa. I interpunkcja tu szwankuje.
Popatrz autorko pod tym kątem na tekst. Tak samo jak na inwersje, bo nie wszędzie chyba uzasadnione.
A to bardzo fajne jest : „ od patrzenia twoimi oczami robię się zazdrosna”
Też tak mam czasami.
Pozdrawiam – jak zawsze w piątek - hurrrapiątkowo! |
|
|
|
|
 | |  |
Wysłany: Pią Paź 19, 2007 10:36 pm |
|
|
| JagMagoda |
|
|
 |
| Dołączył: 06 Wrz 2007 |
| Posty: 3 |
| Skąd: Gdynia |
|
|
 |
 |
 |
|
Ach! Hurra piątkowo wreszcie i w końcu dopadłam komputera aby przynajmniej podziękować za Wasze uwagi.. Wiosna, jak to Wiosna podbudowała mnie ciepłym powiewem, a Ella hagar zainspirowała pomysłem rozwinięcia tematu i uradowała
wczuciem się nawet w te mało kojące emocje.
No i rzeczywiście, teraz jak to przeczytałam, śmiesznie brzmią ,,włosy posiwiałe do pasa’’....
Czy narrator jest kobietą? Hmmm...Oto jest pytanie, ale ono gnębi mnie bardziej w kontekście codzienności ,która mi wyznacza rolę nie całkiem zgodną ze stereotypem. Chociaż, może to właśnie dzięki temu przymusowi mam łatwość stawania się na chwilę kimś innym: mężczyzną, kobietą , kotem. W końcu lepsze to, niż na przykład : bycie stale wielbłądem.
 |
|
|
|
|
 | |  |
Wysłany: Sob Paź 20, 2007 1:04 pm |
|
|
| Shibbi |
|
 |
 |
| Dołączył: 12 Kwi 2006 |
| Posty: 1379 |
| Skąd: spod Maciejowej |
|
|
 |
 |
 |
|
hmm...
też mi się podoba choć przyznam, że nie najłatwiej się czyta.
Myślę, że masz te samą "wywrotowość" budowy zdania co ja
Od czasu do czasu total od d.... strony - co nie znaczy, że źle i nie logicznie - a jednak wybić zęby łatwo - no w najlepszym razie rozplaskać nos jak o szybę
ha - nie wiem, czy poprzedniczki moje odczuły - ale dla mnie tekst wymaga szybkiego myślenia - ma tajemne przejscia : raz tu raz tam szczególnie narrator sobie kica ... i swawoli myślowo - ale e e e
ale OK  |
|
_________________ ... nie zapomniałam nie e e e e e
to wszystko we mnie jest,
jak ochota na grzech,
na smutek i śmiech .... |
|
|
|
| Forum Strona Główna » PROZA |
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
|
|
|
|
|