Forum Amarylis

login.php profile.php?mode=register faq.php memberlist.php search.php ./.


Forum Amarylis Strona Główna » ella_hagar » ORZEŁ I ŁABĘDŹ
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
ORZEŁ I ŁABĘDŹ
PostWysłany: Pon Lip 31, 2006 12:44 pm Odpowiedz z cytatem
ella_hagar
Dołączył: 01 Mar 2006
Posty: 749
Skąd: Warszawa




ORZEŁ I ŁABĘDŹ
Bajka
(Bajeczna satyra z okolic sezonu zielonego warzywa)



Trzy dni, trzy łyki - na ratunek truskawkowy Bols z Colą.
Wypiłby Stocka , ale w domu nie ma. A iść, kupić? Komu się chce ? I za co ?
Odstawił żelazko, z zadowoleniem spojrzał na starannie wyprasowane stringi, po czym wcisnął je na okrągły tyłek. Usiadł na skraju fotela, posapując męczył się chwilę z wciąganiem zielonych spodni, wreszcie nałożył na grzbiet t-shirt moro.
Podpalił wygasłego peta i zaczął łazić po mieszkaniu, żeby przemóc to, co go mroczyło we wnętrzu. Nie wyszło. „Na kaca najlepiej jest nie pić, ale jak można nie pić ?”, pomyślał sentencjonalnie.
Sięgnął po butelkę, pociągnął trzy łyki prosto z gwinta. Wykrzywił się z niesmakiem i użył popychaczki Coli. Smak truskawek zmieszał się z „to jest to”. Aż przysiadł, uderzony mocą
- Hehehe – zamruczał pod nosem, czując wreszcie klimę, o którą mu chodziło.
Dla fasonu podrapał się w miejscu gdzie miał rozporek i zaraz myśl dziwna przeleciała sprintem przez głowę. Bo jakie to życie puste! Takie, jak ta pełna butelka przed nim, która niebawem będzie pusta, jak jego życie.
A był czas łaskawy, kiedy oddychał pełną piersią przy boku Basiek, Ewek, Kaś. Westchnął i w zamyśleniu pokiwał głową.
Kiedy wstał, żeby rozprostować kości, niespodziewanie moc trunkowa szarpnęła jego ciałem w bok. Poczuł się przestrzennie zagubiony. W kątach piętrzyły się stosy bałaganu, pustki duchowej i frustracji seksualnej. Pod sufitem szumiały echa dawnych uniesień.
Nie tak dawno mieszkała z nim kobieta. Odeszła któregoś dnia, bladym świtem, nim zdążył wrócić z knajpy. Dlaczego odeszła? Bo to bardzo trzeźwa kobieta była. Perła wśród abstynentek. Żeby wyrównać bilans, każdego dnia, coraz bardziej pijany był on.
Na szczęście nie ożenił się z nią naprawdę.
Był jednak istotą seksualną i nurtował go wewnętrznie odwieczny problem.
- Hmmm – pomyślał znienacka – Może i lepiej nie żenić się naprawdę, ale kobieta jest natchnieniem do rzeczy wielkich. Bez baby się nie da! A gdzie te kobiety, które będą kochać aż do ostatniego tchu ? Gdzie te baby nad babami, gdzie te kurki, sokółki, bażancice ?
Co tu myśleć, jak prawie wszystko jest do znalezienia w internecie. Trzeba tylko wiedzieć, jak szukać.
Siadł przed ekranem komputera i wszedł na czat regionalny, bardzo towarzyski. Wybrał wiele mówiący nick – Orzeł 40 i zaczął poszukiwania. Po chwili wpadła mu w ekran taka jedna – „Łabędź -ona.”
- O!... eeep... – czknął niespodziewanie i nie wiedzieć czemu – ta będzie dobra i piękna jako, że łabędź.
Ochoczo pstryknął myszką na okno prywatnej rozmowy i rozpoczął gadkę.
- Helo, elo. To ile latek , co? – zagaił oryginalnie i konkretnie na samym początku.
- Witka, ty Orle, ty! A co tak weszłeś , co? - odparła inteligentnie.
- Hehe. Chyba wszedłem , nie? – popisał się znajomością gramatyki.
- Super , super jesteś , no! – pochwaliła go za to poruszona do głębi.
- To ile? – nie ustępował po męsku.
- Nie liczę, bo co się będę , nie? Hihihi – świetnie się ubawiła dowcipem.
I wtedy coś go tknęło, że jednak źle zaczął. Walnął się czołem w pięść. No, przecież, żadna kurka, łabędzica czy inna ptaszka, nawet na okrągło przypiekana na rożnie, nie przyzna się ile ma lat.
- Daj opisowo opis, wymiary w liczbach – błysnął ciekawym tekstem.
- Przystojna blondi jestem. 90-60-90! Nieźle , co ? – rzekła skromnie i dodała – chcesz fotkę?
- Tylko bez pierdół ! – ostrzegł – bez tych tam w stylu: chcesz fotkę, to wejdź na wirus.pl
- Hihihi... spoko – wyluzowała i sprytnie zmieniła temat – Jestem menadżerką na etacie w fabryce mrożonych kefirów.
- O! Kurna, żesz ! Ale jesteś! – wyraził podziw i uznanie.
Zaniemówił na chwilę, potrzebną do przejrzenia w myślach kieszonkowego słowniczka właściwych słów na właściwe sytuacje. Wreszcie powiedział prosto, otwarcie, prawdę o sobie:
- Magister jestem. Przystojny, wysoki brunet bez nałogów.
- A to super, super, Orle, no! – wpadła w wielki zachwyt.
- Więc co, Łabędziu? Wpadnij do mnie, to zamówię kolację na rano – zaatakował odważnie z zaskoczenia.
- Hahaha…szybki jesteś, Orle. Co tak jakoś, co ? – zaczęła się z nim droczyć.
- Ty tu nie ściemniaj, mała…hehe… bo czasu nie mam i pójdę do innej - zdobył się na męską stanowczość, bo z babami trzeba krótko.
- Jak tak, to ci powiem od razu. Kiedy? – spuściła z tonu po kobiecemu.
- A nie ma się co ociągać, tylko trzeba, jak najszybciej - nie popuszczał ataku.
Podał adres i czekał w domu jedząc ogórki małosolne, bo miał smak i tyleż kaca, na ile go klinem wziął.
Dzwonek do drzwi zastał go z ręką w słoiku, kiedy sięgał po następnego ogórka. Wytarł dłoń w t-shirt moro, poprawił coś pod rozporkiem w zielonych spodniach i poszedł otworzyć Łabędziowi.
Ale na progu stała Gęś. Nie gąska Balbinka, nie przelotna gęś dzika, tylko zwyczajna gęś podwórkowa, wiejska. Prawda, że biała, jak łabędź , ale gęś.
- A mówiłaś, że jesteś łabędziem - rozżalił się, jak oszukany na kasie – Że królewski z ciebie ptak. To jak tak?
- Ty ! A ty co ? Orzeł? Ty to zwykły wróbel jesteś! – stwierdziła, po czym odepchnęła go ręką, gdyż zagradzał wejście.
Zakołysała pulchnymi biodrami i pewnym, wolnym krokiem weszła do pokoju.
Zerknął w lustro. Wróbel? Kurna, co za matrixy, terminatory, szklane pułapki?! Ale fakt. Realnie nie jest z nim za bardzo super.
- Nie jestem orłem, ale muszę z tym żyć – jęknął nerwowo do lustra.
Zaraz się jednak pocieszył. Może i prawdziwy wróbel z niego, ale nie żaden tam wróbelek - elemelek, tylko stary wróbel!
A baba , to baba. Gęś nie gęś, ma to samo, co łabędź. Lepsza zaś gęś w garści niż łabędź na jeziorze łabędzim.
No, i jakby co, to już on jej pokaże czaty! Czatować będzie przy pralce lub przy desce do prasowania i zawsze coś od siebie chętnie dorzuci. Nie mówiąc już o czatowaniu na kasę z etatu menadżerki i nie wspominając o czatowaniu w łóżku, żeby lżej było lędźwiom.
Przejrzał się jeszcze raz w lustrze, dla pokrzepienia poklepał łysiejącą czaszkę, po czym skropił się wodą toaletową „Bond”. Stanął na palcach, żeby przez chwilę poczuć się wysokim brunetem, wciągnął brzuch.
- Dobrze wyglądam? – zapytał tonem Jamesa Bonda.
- No, cóż... Nie przejmuj się. Pamiętaj, że kobiety cenią sobie również życzliwość i dojrzałość – odpowiedział facet z drugiej strony lustra.
- Tfu – splunął przez lewe ramię, najpewniej na szczęście, i mrugnął do lustra z taką siłą, z jaką człowiek wybudzony w środku nocy mruga, żeby odpędzić senne mary.
Od dawna miał pewność w jednym - że ten facet w lustrze będzie za nim łaził przez całe życie. Od czasu do czasu puszczał więc do niego oko lub wykonywał inne przyjacielskie gesty, na przykład pokazywał środkowy palec.
Wreszcie pospieszył do pokoju przyjrzeć się bliżej Gęsi.
A ona rozłożyła skrzydła na fotelu, jakby gniazdo budowała. Dżinsowa spódniczka, powierzchniowo bardzo mała, odsłaniała okrągłe, tłuste udka opakowane w czarne rajstopy. Na nich cudnie odbijały się białe sandały na koturnie. Bluzeczka ze złotą nitką opinała zuchwale i swawolnie oponki na brzuchu. A choć Gęś, to elegancko jest, nie ma co. W ręku trzymała truskawkowego Bolsa i udawała, że czyta etykietkę na butelce, ale oczka przebiegle, a chytrze rozglądały się po pokoju.
- To, pijasz? - zapytała leniwie i dodała światowo - taki szajs? Nie masz Stocka?
- Mam Stocka, ale tymczasowo, że tak powiem, w sklepie przebywa - odpowiedział sprytnie na ciekawe i bystre pytanie.
Spojrzał na Gęś i przez głowę przewinęło mu się wspomnienie ciągu liczb, który podała na czacie – 90-60-90. Pomyślał, że musiał coś pokręcić, bo to zapewne numer telefonu.
Sięgnął po butelkę Bolsa, zręcznie polał w szklanki po wczorajszej herbacie. Wypili bez toastu. Spojrzał na blondi Gęś o rudych włosach i poczuł romantyczne podekscytowanie.
- I co teraz, ech ? - zapytał z zadumą wielką niczym artysta, żeby wrażenie zrobić.
- A co, Wróbelku mój , co ? Sobie pogaworzymy, nie ? – zagęgała przymilnie i posłała mu uśmiech ociekający słodyczą.
- Iii, co tu dużo gadać... – ćwierknął cienko , jak to w zwyczaju u wróbli.
Czuł w ciele ciepłą falę Bolsa, mętniały mu oczy, a serce waliło, jak młot, sygnalizując niechybnie, że się zakochał.
Gęś też wyglądała na zakochaną, ale nie umiał ocenić, czy „bez pamięci”.
- Więc o czym gadać? – zapytał i odchrząknął kilka razy, jak ktoś z przepitym głosem.
- A o tym, że ty co ? Strój nosisz wojskowy, czy jak ? Zielone spodnie i t-shirt moro ? Wojskowy jesteś? Emeryt wojskowy, wcześniejszy, po czterdziestce , nie daj Boże, starszy, czy co ? I w rozmiarze L czy XL masz to ? - podpowiedziała.
- O, cholera! - pomyślał z umiarkowanym zatroskaniem - Nie wiadomo , czy jej się moro podoba.
A przecież, oprócz t-shirta moro, włożył dziś stringi dla mężczyzn ceniących komfort, te które mają delikatną, płasko szytą gumę bezuciskową, a także płaskie szwy klinów i krocza. Są moro, a mogły być w matrix lub niebieskie z nadrukiem "@", ale tych wtedy nie kupił.
- Słuchaj , no ty, Gąsko. - rzekł przymilnie, gdyż poczuł w sobie seksualną dążność - Co, że moro? Co, że zielone ? Bo to bardzo ładne, najmodniejsze tego sezonu spodnie. Spodnie męskie typu "bojówki". W letnim zielonym kolorku, łatwo wyróżniają się w tłumie. Mało używane, nie zniszczone. Dysponuję zdjęciem, bo wchodzę w biznes na Allegro. Tylko ciii, bo to na razie tajemnica.
- A co ty mi? Fotki od ciotki? - lepiej zdejmij zielone i się pokaż, jak latasz niczym orzeł, Wróbelku - zachęciła nadzwyczaj skromnie i delikatnie, gdyż się podnieciła tajemniczym biznesem, który pachnie gotówką.
Wróbla ruszyła taka nachalna, wręcz miła, propozycja!
- Kurna, żesz! – pomyślał – pierwsze ptasie loty za płoty. Znaczy się, czas na zaloty.
Ale co ? Tak od razu?
Wyciągnął ze słoika ostatniego ogórka małosolnego i pokroił na ćwiartki .
- Masz , kobieto! Zakąś. I zaraz znowu poleję wódki, bo coś czuję, że te sprawy, no, wiesz, bez wódki ani rusz – oświadczył posyłając z oczu miłosne ognie.
- Kubek wódki, albo dwa, by nauka lepiej szła - zagęgała ze znawstwem tematu gęsia kobieta i dodała:
- No, bo wiesz, co ? Coca ? Cola bez wódki mi nie wchodzi , wiesz ?
Wiedział. Wypili. On niecierpliwie, z gwinta, a Gęś, kulturalnie, ze szklanki.
Wstrząsnął się, spojrzał na Gęś wódnistymi oczami i nerwowo poklepał łysinę. Poczuł się jeszcze bardziej zakochany. W dodatku coś drgnęło w zielonych.
Ale pod łysiejącą czaszką myśli się skłębiły i o ludzkich osobowościach pomyślał głęboko. Bo czy Gąska, to głupia baba? Głupia gęś ? No, czy zielona, czy zwyczajnie głupia? Oj, żeby głupia, żeby! Kasa mu potrzebna na chleb normalny w kieliszku i na biznes z zielonymi spodniami na Allegro, który rozkręca kumpel z netu, znany pod nickiem "tajemniczy poliszynel".
- No, to chodź gąsko moja, chodź - szepnął zdejmując zielone i pokazując stringi moro, które tworzyły parę z t-shirtem tak samo moro, jak te stringi.
A kiedy myślał odkrywczo i bardzo natarczywie o odwiecznym prawie natury, coś go zarzuciło na bok. Spojrzał na Gęś, bo był pewien, że to ona nim tak rzuca po ścianach, niczym jaka QvoVadis domina. I się zdziwił. Bowiem na fotelu, zamiast jednej gęsi domowej białej, siedziały gęsiego dwie gęsi.
- Seksu grupowego nie uprawiam, cholera. Nie jestem zbok...eeep....jaki taki - wybełkotał wraz z czknięciem.
- Co tam mamroczesz zielony żołnierzyku bez orzełka, wróbelku malutki? – zapytała pieszczotliwie.
- To może pogadamy kobity, co ? - odpowiedział pytaniem na pytanie i zwrócił się do pierwszej gęsi - - Bo, co ty tak Gąsko płowa? Jakie to życie masz i co tak z netu do mnie przychodzisz niby nic ?
Zmierzyła go wzrokiem, po czym zaśpiewała rzewnie, a bezmelodyjnie:

Wypić to nie znaczy zawsze to samo
Można wypić tak lekko, można wypić bez granic ....


Wróblowi brakowało jednak sił, żeby dalej pozbawiać Gęś granic. Siedział na fotelu i czuł, że błądzi we mgle. Świat realny zwalniał dziwnie, niby film, co się urywa. Gęś odpływała, wokół rozchodziły się kręgi na wodzie, a w nim przetoczyła się fala radości. Powoli zaczął pojmować, co znaczy tracić głowę z miłości. Zapragnął oświadczyć Gęsi, że całkiem pewnie ożeni się z nią niezwłocznie, ale otworzył tylko usta i zająknął się:
- Eee...hehe...
Gęś bladła, nikła i była w oddali. Na ścianie pojawił się stary slogan: „the end”, a Wróbel zaczął wpadać w czarną dziurę, słysząc przy tym wyraźne odgłosy z kosmosu.
- Każda dama polewa sama - zadeklamowała Gęś, napełniając szklankę. Upiła mały łyczek i trzymając się szklanki oraz tematu zaczęła zwierzenia.
- Ogólnie, to się zżymam życiem, bo sama jestem na świecie – zajęczała - Źle jest, gdyż samotność mnie zblazowała strasznie. Bo co? Sama ze sobą mam romansować?
Zawiesiła głos, ale nie słysząc odpowiedzi, znowu łyknęła ze szklanki.
- Z tej desperacji założyłam w necie blog i czekam na komentarze – przewróciła oczami na znak, że jest tym zachwycona - Zajrzyj kiedyś pod adres : olaboganiewytrzymam.blog.pl/. Mam tam nick „figura_katarzyny”. Nieźle, co?
- Eee... – potwierdził zachwycony Wróbel.
Gęś pokiwała głową nad zwięzłą wypowiedzią Wróbla, potarła paznokciem szklankę, jak kartę-zdrapkę, szukając tam daru losu, i kontynuowała:
- Już rady nie daję. Śpię do południa, siedzę w necie do późna w nocy i nie mam żadnego oparcia. To chciałabym się związać z człowiekiem, który mnie do czegoś pociąga. A wiadomo, każdej kobiecie należy się mężczyzna. Więc, co ? W końcu nie mogłam z powodu przyczyny i się umówiłam w ciemno pierwszy raz w życiu, właśnie z tobą. I wiesz co? Tak czuję, że już cię kocham nad życie. A jeszcze nigdy się nie spotkałam z taką miłością człowieka do człowieka.
Wyznała od razu, żeby wiedział, jak jest. Bo szkoda czasu na wyrafinowane gierki słowne. Zresztą podoba jej się przedsiębiorczość Wróbla z tymi zielonymi na allegro. Z takiego biznesu, to kasy będzie miał dużo za dużo. Pieniądz podziałał na nią, jak super afrodyzjak i dopadł ją uczucia zryw.
Tymczasem Wróbel sztywny, ze skrzydełkami ułożonymi wzdłuż tułowia, z zamkniętymi oczami, za to z otwartym dziubkiem, pochrapywał niczym hipopotam. Spał całkiem bezużytecznie.
Zerknęła na niego. Mieszanka szoku, złości i wielu innych nieprzyjemnych uczuć sprawiła, że wykrzywiła twarz w dziwnym grymasie
- Co z tobą? Co ty mi tu ? Seks bezdotykowy uprawiasz? Nosi taki moro, a żaden z niego Zorro! – zawarczała.
Nie dotykana poczuła się bowiem bardzo dotknięta.
Zmięła w ustach przekleństwo i w odruchu rozpaczy przebiegle oceniła sytuację. I nagle jej wszystko przeszło, nagle się odmieniło. Może to było nerwowe, a może po prostu ciśnienie? Albo siła jakaś nieczysta? Wszak bywa, że gdy wróble drzemią, to budzą się różne moce. W niej obudziły się ukryte ambicje. Złapała zielone bojówki odłożone na bok, a potem sięgnęła do portfela, który był w przedniej kieszeni wszytej ukośnie. Wyciągnęła z portfela 25 złotych i 11 groszy - mało, ale za to wszystko. Wkurzona chwyciła srebrną łyżeczkę, która z cukiernicy sterczała. Nie mogąc się zaspokoić, zabrała też zegarek męski, ręczny, który od pierwszego wejrzenia wypatrzyła na regale. Poszperała jeszcze wewnątrz regału, ale wybierać tam nie było z czego.
Wreszcie poszła Gęś daleko w świat, bo nie wiadomo gdzie, najpewniej do domku bez adresu.
Kiedy następnego dnia Wróbel wrócił z kosmosu brakowało mu kolorów. Zrobiony był bowiem w pełnej okazałości na szaro.
Na szczęście schowana w skarpetce piersiówka żołądkowej gorzkiej była na swoim miejscu, w koszu z brudną bielizną. Nie tracąc czasu na polewanie, wypił trzy łyki z gwinta, odchrząknął i rozejrzał się uważnie. Z perspektywy trzech łyków świat wyglądał o wiele przyjemniej. Kolory wracały na miejsce.
- Człowiek przezorny ma zawsze ciastko w kieszeni – powiedział, jak mu się zdawało, bez związku z czymkolwiek.
W mieszkaniu zaległa cisza, nikt nic nie mówił. Wróbel zajrzał w lustro. Facet naprzeciwko trzymał w ręku piersiówkę żołądkowej gorzkiej. Stuknęli się butelkami w milczeniu, wypili po łyku, po czym pokiwali głową.
- Może mi ktoś wytłumaczy, jak do tego doszło? – zapytał Wróbel
- Przecież nie można mieć wszystkiego – powiedział głos z lustra - zawsze musi być "coś", co w życiu spieprzy humor.
- No, w sumie fakt.
- Bywa jednak, że jak przegrywasz to jesteś wygrany.
I spadło na Wróbla olśnienie. Przeniknęło od czaszki do bosych pięt.
- Trzeba przyznać, że między gęsią, a łabędziem jest duża różnica - zauważył niezbyt odkrywczo i dodał – I co teraz powiesz?
- Że masz niesamowity fart.
Bo niekiedy warto zasnąć snem z urwanego filmu, żeby nie żenić się naprawdę z byle kim, byle jak i byle gdzie.
Pijany to ma zawsze szczęście.

***

Czasem tylko , gdzieś daleko za mgłą ekranu, Orzeł40, spotyka Łabędzia-Ona. Klika pospiesznie na okno rozmowy prywatnej i pisze:
- Ty ptaku perfidny! Co się za łabędzia podajesz, jak gęsią jesteś! Hehe...
- Ej… precz, Orle, z mojego okna. Co ty mi tu pleciesz za głupości? W necie mogę być kim zechcę.
Jest w tym dużo racji, myśli wkurzony Orzeł . I wali prosto z mostu:
- Ty wredny łabędziu! Ty gęsino przebrzydła. Oddaj mi moje 25 zł i 11 groszy, co podstępem zabrałaś wykorzystując mą słabość i zielone spodnie odłożone na bok. I zegarek oddaj, bo od tamtej pory czasu nie mam. A srebrna łyżeczka, to pamiątka po pradziadku! Teraz mnie straszy po całych dniach pustką w cukiernicy. Ty!
Ale Łabędż-Ona wystukuje w klawiaturę spokojnie i leniwie:
- Spadaj Orle, gdyż cię nie znam i nie mam zamiaru poznać.
No, bo kto by się tam do czegokolwiek przyznawał w tym necie ?

*

[eh]

_________________
[eh]
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
ORZEŁ I ŁABĘDŹ
Forum Amarylis Strona Główna » ella_hagar
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)  
Strona 1 z 1  

  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  

 


This is a free forum service provided by power-forums.com



Powered by phpBB © 2001-2004 phpBB Group
phpBB Style by Vjacheslav Trushkin