| wiosna |
|
 |
 |
| Dołączył: 11 Kwi 2006 |
| Posty: 203 |
| Skąd: Gdynia |
|
|
 |
 |
 |
|
Pani Poezja i Pranie
Konstanty Ildefons Gałczyński w jednym ze swoich prańskich wierszy /W leśniczówce/ napisał, że nad tym miejscem" gwiazdy się zbiegły w taką kapelę dużą". Może to właśnie ona jest dobrym duchem Prania, gdzie od ponad pół wieku mieszka pani Poezja. Miejsca, które mają genius loci, określane są jako szczególne, wyjątkowe, posiadające niezwykłą atmosferę. Przyciągają do siebie ludzi, stymulują rozwój talentów, emanują na zewnątrz, a genius loci jest zjawiskiem wyczuwalnym dla każdego przybysza.
Świadomy turysta czy zagubiony wędrowiec ma szansę sprawdzić to wszystko osobiście, zostanie bowiem natychmiast oczarowany urodą starych świerków, domem z pruskiej czerwonej cegły, stojącym na wzgórzu i jeziorem, jednym z najpiękniejszych na Mazurach.
Leśniczówka Pranie położona jest nad jeziorem Nidzkim, w Puszczy Piskiej. Została wybudowana w końcu XIX wieku i była leśnictwem pobliskiej wsi Krzyże. Nazwa Pranie nie ma jednak nic wspólnego z praniem ani z pralnią. Mazurzy, widząc rankiem opar mgły na łąką, mówili, że łąka "prała", to znaczy była spowita mgłą.
Pranie sławę swą zawdzięcza pobytom poety Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, który z rodziną po raz pierwszy przybył tu w lipcu 1950 roku. Gospodarzem leśniczówki był wówczas leśniczy Stanisław Popowski. To urocze miejsce odkrył i polecił Gałczyńskim Ziemowit Fedecki, literat, tłumacz, redaktor, który na mazurskich jeziorach realizował swe pasje wędkarskie. Gałczyński przeżywał wtedy bardzo trudny okres, nasiliły się dolegliwości sercowe, pogłębiała się choroba alkoholowa, ale przede wszystkim był załamany psychicznie zakazem publikacji swych utworów. Na zjeździe Związku Literatów Polskich Adam Ważyk poddał ostrej krytyce całą dotychczasową twórczość poety, czego konsekwencją był właśnie ten zakaz. Wakacje w Praniu miały być lekiem dla duszy i ciała, samo zaś Pranie stało się dla poety miłością od pierwszego wejrzenia. Ówczesne Mazury w niczym nie przypominały dzisiejszych. Cisza, pustka i nieskażona przyroda Puszczy Piskiej sprzyjały powrotowi do zdrowia i pracy literackiej. Pierwszym utworem napisanym w Praniu była "Kronika Olsztyńska". Jest hymnem na cześć piękna mazurskiego krajobrazu, poszczególne jej części to pejzaże malowane poetyckim słowem. Pierwszy pobyt na Mazurach zaowocował jeszcze kilkoma ważnymi utworami. Powstał wtedy poemat Niobe, a także Spotkanie z matką, Rozmowa liryczna oraz przekład Snu nocy letniej Szekspira.
Leśniczy Stanisław Popowski był nie tylko gospodarzem Prania, ale także przyjacielem poety. Mieszkał z matką, miał za sobą partyzancką, AK-owską przeszłość i mazurskie lasy były dla niego w tym czasie bezpiecznym schronieniem. Polskaodwilżmiała przyjść dopiero za lat kilka. Dom, obrośnięty dzikim winem, z czerwonymi pelargoniami w oknach, stał się azylem nie tylko dla zgnębionego poety, ale również dla żołnierza reakcyjnego podziemia. Matka leśniczego prowadziła gospodarstwo, w sadzie było kilka uli, do leśnictwa należał też kawałek ziemi, gdzie uprawiano kartofle. Wieczorami, przy lampie naftowej, domownicy i goście zasiadali przy stole w jadalni pani Popowskiej. Poeta czytał swe wiersze, czasami listy od przyjaciół, jedynym zaś kontaktem ze światem było wielkie radio na baterie.
Zdarzało się, że do Prania wpadali z Warszawy przyjaciele poety. Bywali tam:Władysław Broniewski, Antoni Gołubiew, Jerzy Putrament czy wspomniany już Ziemowit Fedecki, bardzo zaprzyjaźniony z leśniczym.
Pierwsze prańskie wakacje Gałczyńskiego trwały do listopada, ale po raz kolejny przyjechał do leśniczówki jeszcze w grudniu tego samego roku na zaproszenie państwa Popowskich. Sanna leśną drogą z Rucianego do leśniczówki stała się inspiracją do napisania wiersza Sanie, gdzie noc jest jak bas, a księżyc wysoko jak sopran.
W 1951 roku poeta zjawił się w Praniu już w maju. To lato upłynęło pod znakiem poematu Wit Stwosz. Lato następne, w 1952 roku, było smutne, jak wspomina córka poety, Kira Gałczyńska w Mazurskich szlakach Gałczyńskiego, nasiliły się wtedy u ojca objawy chorobowe, stany lękowe, a po powrocie do Warszawy, Gałczyński doznał ataku serca. Ostatni pobyt w Praniu przypadł na okres od lipca do listopada 1953 roku. Był to czas Pieśni, poświęconych żonie Natalii. Oboje podjęli wówczas decyzję o zamieszkaniu na stałe na Mazurach, chcieli kupić opuszczone gospodarstwo w pobliżu Prania. Plany te przekreśliła śmierć poety. Zmarł w grudniu 1953 roku, mając zaledwie 48 lat.
W 1980 roku zostało w leśniczówce otwarte Muzeum K. I. Gałczyńskiego, przez 17 lat prowadziła je Kira Gałczyńska wraz z mężem. Dzisiaj jest pod wspaniałą opieką poety Wojciecha Kassa. Znowu więc w Praniu mieszka i tworzy poeta. Pani Poezja jest, jak widać, bardzo łaskawa dla tego miejsca. Nic dziwnego, wszak jezioro Nidzkie i pobliska wieś Krzyże od dawna ściągały wiele romantycznych dusz. Któregoś roku, a były to lata 60-te, na Mazury wraz z STS- em przyjechała młoda dziewczyna, która już wtedy pisała piękne wiersze. Leśniczy z Prania, na skutek intryg zawistnych ludzi, musiał opuścić leśniczówkę i zamieszkał w Krzyżach. Mieszkał z siostrą, matkę pochował wcześniej na cmentarzyku w Rucianem. Spotkanie młodej dziewczyny z jasnym warkoczem i jej fascynacja tym wysokim mężczyzną o błękitnych oczach miały swój bardzo liryczny finał. To dla niego napisała piękny wierszNa całych jeziorach ty..., który później, jako piosenka, w niezapomnianej interpretacji Kaliny Jędrusik, stał się wielkim przebojem Kabaretu Starszych Panów. Dzisiaj mało kto wie, kim byli bohaterowie tej piosenki, a on i ona znaleźli się w mazurskiej legendzie tamtych czasów. Romantyczne dusze dalej ściągają do Krzyży, można spotkać tam wielu znanych artystów, którzy tworzą nową legendę Mazur. Latem w Praniu króluje muzyka i poezja, a coniedzielne koncerty Muzyka u Gałczyńskiego pozwalają wierzyć, że gwiazdy na prańskim niebie "zbiegły się w taką kapelę dużą" nie bez powodu. |
|