Wysłany: Sro Wrz 03, 2008 5:30 am |
|
|
| Plezantrop |
|
 |
 |
| Dołączył: 13 Wrz 2005 |
| Posty: 531 |
| Skąd: A któż to wie... |
|
|
 |
 |
 |
|
[---] 21 Wtedy to Pan sprawił, że mężczyzna pogrążył się w głębokim śnie, i gdy spał wyjął jedno z jego żeber 11, a miejsce to zapełnił ciałem.
22 Po czym Pan Bóg z żebra, które wyjął z mężczyzny, zbudował niewiastę. A gdy ją przyprowadził do mężczyzny,
23 mężczyzna powiedział: «Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała! Ta będzie się zwała niewiastą, bo ta z mężczyzny została wzięta» 12.
24 Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem 13.[---]
Księga Rodzaju
Czwartek : Śniłem Genesis
Podobno na początku było tylko Słowo. Fundament nieco ulotny by rozwiać wszelkie wątpliwości więc utwardzono go wygnaniem w przestrzenie rzeczywistości: orać i siać w pocie czoła. No, dobrze a poezja? Czasami, w porze skowronka nasuwały się chmury myśli i to była poezja; kiedy dłoń na piersi a oczy lśniły ziemiami obiecanych rozkoszy. Słowo, czysta poezja!
Środa : Śnienie Przez Boga Po Hindusko-Ormiańsku.
Podobno nasze sny są myślami Boga, ciało zanurzone traci a kąt padania się równa. Więc ten kąt padania, który się równa i był tworem Leonarda da Vinci to jego nazwisko wyśniło mi się po hindusku czy jakoś tak. O, tak mi się wyśnił लेओनार्दो दा भिञ्ची.
A zaraz potem śniłem żaglowiec na pustyni, ktoś powiedział głośno Bodhisaaaattvaaaa i na piasku powstał napis போதிசத்துவர். Ormiański? Nie wiem jaki to alfabet. I nie wiem, co ten napis oznacza. Nie znam ormiańskiego. Może nie-ormiański. Powstał z wielobarwnego pyłu, jak mandale sypane przez mnichów. I wiernych. Może sekretne pismo dżinów pustyni? Kto wie?
Podobno dziś zasłyszana pianola może wyzwolić obrazki z dzieciństwa: pajacyki, bębenki, ilustrowane książeczki, smak tranu, zapach perfum matki, pytanie: co Marysia ma pod sukienką powstałe gdzieś nad stawem dzieciństwa, gdyśmy puszczali łódeczki z kory.
Więc pianola... Słuchana gdzieś w okolicach Sacre-Coeur albo na Mont-Saint-Michel ma dźwięk tamtych naszych szeptów i naszych niegdysiejszych obietnic, wtedy składanych szczerze ale z niepłonnym zastrzeżeniem: nie dotrzymać żadnej. Byliśmy jak katarynka z małpką i jej tajemnicze, guzik warte przepowiednie na żółtych brzydkich kartonikach, które wyciągała z pudełeczka po butach.
Losowo umieramy obok siebie w łóżku, kalecząc serca każdą upływającą godziną: ja ci daję kwiatek zmęczenia tobą, a ty mi czułą obojętność siebie. Sprawiedliwie dzielimy hojność możliwości, opowiadając sobie bajki bez point i morałów: cudzołożnica i łajdak, dwa Michały w jednym łóżku skrzypiącym astmatycznymi sprężynami złudzeń. Nocnym bezruchem przepowiadamy sobie zakończenie nas. Zakończenie, od jakiego zawalają się kolumny świątyń i pękają jak od mrozu, samotne spierzchnięte smutkiem usta...
Kiedy moneta się kręci na granitowej balustradzie mostu, może nam wskazać awers lub rewers albo spaść do wody bo Los, ten alfons Pana Boga ma wiele możliwości w kuferku do stręczenia nam uczynków godnych potępienia najczęściej lub świątobliwych, jak matka z Kalkuty, co nieczęste jak szesnastoletnie dziewice i uczciwy polityk. Rozstaniemy się udając spolegliwość a w duszy? Plując sobie w twarze.
Zapach Sekwany i dźwięki pianoli zakodowane w myślach, potrafią zawrócić nas w głąb dzieciństwa albo rzucić między uda szeroko rozwarte szalenie namiętnej kobiety... I jedno i drugie będzie się nam już tylko śnić; to, nad tym płaczemy przez sen, kiedy płaczemy przez sen. Dlaczego Bóg myśli o mnie w moich snach? Bo podobno nasze sny są myślami Boga, bo podobno ciało zanurzone traci a kąt padania się równa.
Sen Nocy Nierozpoznanej z Imienia : Gastroentomoloteologia
Słuchaj no, jeść możesz! Tylko nie mlaskaj. Bo ona mlaska kiedy myślę i mówię a mnie mlaskanie rozprasza. No więc słuchaj: więc miejskim lasem idą ludzie niosąc puste sakiewki słów, drobne monety odkupień, lisią chciwość w rożkach cytrynowych i twardawe landrynki miłości z farbką złudzeń jednym słowem ot, zwyczajne ludzkie sprawy. Ale kiedy ja cię pytam o sens czegoś pomiędzy, to nie motaj mi tu piramid wykrętów, że wszystko ma jakiś sens, bo ja tu pytam: PO CO?
Więc jeśli ten karaluch, idący po stole kuchennym prosto od mojego talerza z bigosem, prosto do twojej kanapki z łososiem, to on jest pomiędzy zwiastowaniem moru, zarazy (Panie zmiłuj się, teraz i w godzinie), to co ty mi tu o jakimś „wszystko”? Te duperele, sofizmaty o wierze i ufności, kiedy mnie jest co najmniej jakoś niewiernie i przestrzennie, jakby mi pękła śledziona złudzeń a może mnie wzdęło po tej kapuście czy jak? Zatem: no gdzie sens karalucha idącego prosto od, poprzez, do i w czas niechętny? Bo mnie się rozchodzi o to „poprzez”! Czy ja będę mógł kiedy spokojnie wypić herbatę, do cholery? Pomiędzy... Po co to ma sens?
Otwarte na sufit oczy i suchość w gardle... I po co mi ta wódka była? A po co mi to życie było? Ja się nie prosiłem. A nikt się nie prosił, a wody to ja muszę wypić garnuszek.
Wtorek : Podróż Od Synapsy Numer 8273645 Do 8927346546348
Zaplątałem się w korzenie myśli, bo przecież snuły się przed oczyma jak dymy kadzideł:
- Oto słowo Pańskie - Powiedział przy stole na moje słowa, że to ostatnia nasza wspólna wieczerza. Więc jeszcze ostatnie dwie wódki na szybko. Amen!
Pociąg dyszał, ostatnie „do miłego”, potem tylko monotonna jazda: góry doliny, góry, doliny, płaskowyż, las, miasto, wiadukt - jest! Zaokienne perony, ośnieżone postaci z walizami Eeeeeh, żeby tak marzeń, ale nie, nie, nie! - zwyczajne: gacie, krawaty, sukienki, puderniczki, gazety, kondomy, piersiówka z ciepłą niedopitą wódką, kanapka z dorszem, jakieś fotografie.
Stoisz wtulona w opar mroźnego oddechu, moja ty Królowo Śniegu. Tak, to ja, Kaj z lodowym sztyletem w sercu. Zapalimy świeczki i rozwikłamy problemy ubrań, dotykając każdego zakątka na mapach naszych ciał i pomarzymy o dniu, w którym pociągi nie odjadą ani do Yumy ani do Gdańska i będziemy ocieplać fiołki na parapecie, paląc moimi wierszami o zaprzeszłych chwilach i o tym, jak zaplatałem się w korzenie myśli martwych, wczorajszych drzew złego.
Niedziela Palmowa : Szukając Remedios
Szukam stoickich drzew i śniących saren patrząc przez trójkąt okna. Albo gdy śnię sen o kobiecie z małego miasteczka, gdzie wszystko przenika sztukmistrz Isaaca Bashevisa Singera. Tak, taka to spuścizna...
Jest bieda z biedą pól buraczanych i opuszczonych chałup... Hipnotyzując czas, wężowo wracam do prostego wczoraj; cóż, gdy się nie ma kluczy do jutra, to aksjomatem tych kilka dziwnych marzeń prostych: cisza senna, orzechowe tykanie zegara, mglisty oddech śpiącej obok, pewnej nas, jak słów faceta, co skończył na krzyżu... Tak...
No, oczywiście! Roztasować to ja siebie umiałem! Ale, jak mi wychodziła kareta, to zawsze jechała w złym kierunku. Teraz? Teraz rozsypię dyniowe nasiona po łąkach snów, niech kiełkują karetami zaprzężonymi w mysie radosne piski: małe ciepłe ciałka pragnień niewielkich. Tak.
Wtorek Niepalmowy : Myśli Się Palą jak Świeczkowy Knot
W zapachu płonącej świecy nieomylnie rozpoznaje drobiny zamglonego wczoraj, jak odręczne didaskalia Boecjusza. Kiedy spogląda pryzmatem pamięci na wierzchołki dawno ściętych cyprysów, gładzi starczą dłonią pergaminy, suchym kaszlem starego psa kryje lepką ślinę wzruszeń: ona, Lawinia, córka Augustusa. Kiedyś tam akwedukty, nieistniejące wczorajsze figi, plamy po winie, strzaskane kratery płynnych wersów a teraz łupiny myśli bezgłośnie pękając, sieją myśli.
Zaraz wstanie zza biurka ciągnąc kapcie jak oporne, kanapowe pieski. Starość nie radość myśli. Gdzie to ja? Myśli wsuwając ptasie dłonie między obwoluty, tasując autorów, tytuły, chropowatość grzbietów, zapachy płonących świec wczoraj. Znajduje, odchodzi, siada skrzypiąc, oddycha z ulgą: jeszcze jedna chwila życia a umrę. Słowa warte śmierci - myśli.
Czwartek Biblijny : Lisy Naszych Winnic
4. „Samson odszedł, schwytał trzysta lisów,
a wziąwszy pochodnie przywiązał ogon do ogona,
a pośrodku między dwoma ogonami poprzyczepiał
po jednej pochodni.”
5. „Następnie podpalił pochodnie, a rozpuściwszy lisy
między zboża filistyńskie spalił sterty i zboża na pniu oraz
winnice wraz z oliwkami."
Księga Sędziów - rozdział 15:4
Purpura i granat chmur na widnokręgu zapowiadają pożogę myśli, jak zwiastowanie Mesjasza od ruin moich wczorajszości: win kobiet i śpiewów (nierzadko chóralnych) jestem przy tobie każdym sennym oddechem Miii-ii-łaaa...
Kiedyś chleby moich dni smarowałem grubo smutkiem, cienko nadziejami rozdętymi do granic z napisem: tu się kończysz człowieku. Kromki smakują inaczej każdego dnia roku: gorzko w dnie powszednie, słodkawo jak absynt z miodem od święta; teraz urządzimy sobie wesele smutków: niech się śmieją jarmarcznie, jak obrazy Breughla
Podobno, kiedy gwiazda umiera nad ranem - pytasz melancholijnie - dlaczego lisy myśli wiążę i winnice słów w tobie zapalam? Ja palę lisami zboża ciebie kołyszące nerwowo łydką. - odpowiadam - Nie lękaj się, jestem przy tobie
Niedziela : 4 października 1189
Piaski roztopione jak żywica dotykały twoich piersi, figi, daktyle, bek wielbłąda wtedy (aczkolwiek znajomość zasad wojny była nam znana aż nadto) otośmy wyruszyli, a przewodzi nam Gwidon. Gdzież jest Lusignan jego i białopierśna nałożnica z Flandrii?
Kiedy ambra spowija szyję kobiety tuż za uchem, zapach wydzielany przez łono przywodzi na myśl to wszystko, o co walczyliśmy tam wtedy i o co walczymy tu i teraz: psy oszalałe dla tego ścierwa kobiet, my, wojownicy naszych matek, spragnieni i chińskich brązów, i asfaltu z Umbrii i purpury z Tyru i nagich niewolnic z Beninu.
Słuchając radia dotykam twojej piersi marząc o zdobywaniu blanków i chrzęście pancerzy; czujesz wiatr w żaglach i rżenie koni spienionych w galopie? Jestem mężczyzną pokonanym, dlatego potrzebuję moich mistycznych wojen i wrzących a świętych olejów namaszczających każde zabite pragnienie; żeby żyć, trzeba umrzeć i odwrotnie, uświęcając w kobiecie dziwkę ma się zawsze świętą, może być z Aurillac albo spod brudnego pustynnego namiotu pod gwiazdami.
A rano do sklepu, po chleb i mleko, powoli myśląc sobie tak: zapach mleka jak kozich wymion tam, gdyśmy wyrżnęli Akkę w pień, o Ryszardzie ty lwie serce... Serce kupię wołowe, nasycę się chceniem, niech mi tylko nie odmówi owego rozłożenia ud. Uwierzę na chwilę w wieczność.
Wtorek Około Północy: Póki Umieram - Żyję
Wiersz napisany w skupieniu (liczne skreślenia, darcie kartek, długopisu gryzienie) pod gałązką śliwy wręczam Ci w poobiedni czas, pomiędzy jarzynową z koperkiem, a kotlecikami ze szczupaka i wąsatego pana suma. Ale przed kompotem z gruszek i ciastem kokosowym z rabarbarem. I cukrem. Hm, tak. Hm...
Pianino gra Chopina przy otwartych oknach i drzwiach na ganek. A firanki powiewają i sączy się zapach cynobrowy, owocowy, winny, więc wino w karafce prastarej ze złotym dziobkiem i klapką złoconą pachnie Prowansją, Mazurami, Normandią, Warmią. Jest francusko. Jest polsko. Dobrze jest w on czas, kiedy się wysypuje pszenica i Ty masz uśmiech dziecka. A pachniesz chlebem białym i jagodowym ciastem
ciasta z jagodami pachną buka liściem
świecy płomień sypie iskierkami gwiazd
miało być bajkowo i nierzeczywiście
i jest nierzeczywiście w tym zapachu ciast
i jest tak nieziemsko, i tak jest, że: Panie!
gdzie raczej przyziemnie i raczej niepięknie
na śniadanie jest miłość i na zasypianie...
choć ćmy lęków cicho polatują z lękiem
nie-winny kanarek bo jak żonkil żółty
nie-pomarańczowe bo złote karasie
głos blaszany bo nie-leśnej nam kuka kukułki
wszystko teraz na miejscu o koniecznym czasie
więc
ciasta z jagodami pachną buka liściem
świecy płomień sypie iskierkami gwiazd...
jesteś tu na prawdę? bo ja rzeczywiście
czuję ciebie w sobie i w tym smaku ciast
Poniedziałek Rano : Przyśnienie Śnienia
Przyśniłem Cię kiedyś nie nad barem, tylko nad okołowodnym świtaniem, trzeźwo w atrament jeziora i szelest wirującego liścia idąc. Zawsze gdzieś mnie nosi letnimi brzaskiem...
Na dłoni mam kłos, pachnie ucztami wierszy i kawą wspomnień o przyszłości, bo jeśli Cię przyśniłem w porze kiełkowania myśli porannych, na pewno czekasz gdzieś z powitalnym bochenkiem nadziei lepszym od soli rozczarowań. Przyjadę.
Wtorek : Wiersz Pisany Ręcznie
Zastanawiam się nad rękami; potrafią napisać wiersz, zbudować szafot, otruć ukochaną, położyć obola, dać jałmużnę pieszczot. Dotykanie powierzchni drugiego ciała o niesprecyzowanym przeznaczeniu jest dla nich czynnością sakralną; dotykając budują na obraz katedr i podobieństwo grobowców i zawsze coś sobie wyobrażą a potem same smutne zwierzęta, jak to po stosunku. Rozumiesz
O! A takie oko na przykład umie prześwietlić twardy pancerz cudzych słabości i płacze na widok; no jak można płakać od widoku rozumiem, żeby paproch, umarła kochana babcia, dom spłonął i nasze znaczki ale od widoku? Albo usta: ile mogą nabrać powietrznej siły, żeby wykrzyczeć czego jeszcze oczekujesz?! Niech ci wystarczy samo życie przeklęty człowieku! Nawet krzyczeć nie warto, bo się tylko zakurzą zęby, krtań i niemosiężne struny a wszystko i tak zabrzmi fałszywie, więc zastanawiam się też nad szminką na ustach tej tam. Wygląda na nieudolną próbę niby godowego lotu jakby trzeciorzędnej królowej nocnych motyli. Jakiej królowej? Biedna pokraka w zadymionej knajpie... Charlie Parker, ten murzyn sączy się z radia jak kisiel o własnościach zdrowotnych; dużo w nim wiary w srebrny ustnik, powietrze i voodoo. Zupełnie jak moja wiara w wódę
Dziś nie będę pić wódki z przygodnymi, dzisiaj będę kreślić na ścianach trajektorię nowej, nieznanej mi jeszcze poezji; nitką wsnuję do kłębka moje bezbożne myśli, żeby zrozumieć kim są dłonie, kiedy czynią znak krzyża jednym z trzech dobrze zahartowanych gwoździ.
Wtorek, Północ : Pisarz Ryżowego Papieru
Zbutwiałe liście wspomnień spływały z niego bezszelestnie więc rozgarniał drżącymi palcami brąz i czerwień szukając takich soczyście zielonych wierząc że przecież muszą być pośród rdzawej purpury przemijania nasycony drobinami pyłu pamięci nieśmiertelnych widoków oto ona pośród fal gotująca na ganku stapiająca baletnicą umierająca na rżysku z dłonią wycelowaną w niebo oto on pochylony nad czasem i dzieckiem wzrastającym drzewem albo jak kreśli tuszem na ryżowym papierze wielkie litery przeznaczenia wtedy łzą zrosił usta skrzywione bólem odlatujących ptaków wierząc, że nie ma powrotu do zamkniętych drzwi pokojów wczoraj nie mylił się
Wtorek Nad Ranem : Inwokacja Do Epilogu Dla Villona
Kiedy cię niebo obrzuci kamieniami. zawsze pozostanie ci piekło; pośrodku i tak nic nie ma, chociaż ty i te twoje oczekiwania na gifty przeznaczenia możecie sugerować coś innego, jak odpustowy tandetny obrazek: kup mnie a zbawię ci duszę. To nie była frajerze żadna Szeherezada czy Ann-Louise, tylko tania uliczna kurwa na zdartych obcasach z tym swoim ochrypłym zrobię ci laskę, kochanie a w oczach miała siwy deszcz ten sam, który bębnił o parasol twojego smutku. Smutne...
Na garbatych wydmach pustych, zaśmieconych plaż twojego życia pancernego kraba o zdumionych oczach, flaszka Aladyna jak ostatnia reduta. Albo egzorcyzm. Apage, życie
Czwartek : Reminiscencje Gdańskie Z Indii
Ty wiesz? Mój dom ma paszczę kobry. Powiedz. Jeden lub dwa suche
capati, twoje nogi i ramiona, jak wyjesz: panie! tak chcę! daj mi wszystko! Eh, a potem nagle: nie chcę być z głupcem; mężczyzno powiedz: co to jest mahaparinirvana? A widziałaś miła moja tatuaż na moim ramieniu? Nie dałem go nikomu wyciąć a matka mówiła om mani padme hum? Ty katolik nie jesteś? Eh, mamo... Byłaś naiwna przecież Chrystus ma na imię Bodisatva...
Ta moja dziewczyna o rudych włosach łonowych i wydętych wargach rozebrała sie, sparzyła herbatę rozłożyła nogi, piersi miała nie najciekawsze (ale moje były moje, jak ołtarze moich bogów, których ja wyznaję, nie Wy) i wtedy mnie codziennie rodziła się Parvati i stała się wielkość a ja spytałem:
- Pani, wszak nie dla mnie tak? Odpowiedziała sykiem:
- Ty wiesz? Mój dom ma paszczę kobry - wije się.
Wiem, że mnie dosięgnie choć kiedy w nocy szedłem dusznym gajem, to widziałem kobry i deptałem je sandałem przeznaczenia, słoń wyszeptał: ciiiiii... Pokorna dziewczyna w mroku pyta z ręką w rozporku: jesteś bardzo smutny dlaczego, sahib? Ach zwykły Cham. czego się na twoje nie przełoży..
- Utulę cię mówi.
Utuliła
Sobota : Chrzęst Piachu W Oczach
Jakie to było proste! Pomyśleć tylko, że starczyło wstać, wyjść na przestrzenie nocy z petem w ustach, nawdychać się jodoozonu od plaży i nie! Powiedzieć nie, na te gadania. przekonywania. przedkładania argumentów i inne duperele ale nie! Nie zrobił tego, tylko jak stał, tak poszedł za nią kolorowoodzianą w batystową sukienkę hinduskie badziewie, pachnącą jojobą wiedząc, że znowu pogrąży się w niej bez pamięci a jak się w niej pogrąży bez pamięci, to pogrąży się w bagno nieskończoności pretensji o cokolwiek, nawet że gwiazdy krzywo na niebie i dlaczego ten świat taki zły? a co ty taki smutny? i piwo za ciepłe, język za wolny; szybciej głębiej Jezu! Ale jakoś będzie bo zawsze jest jakieś jakoś, nawet oni w obozach mieli jakoś, to co ja, a że mi tam piach w oczach chrzęści...?
I zawsze te weneckie maski mu we łbie i te gondole Carla z nogami szeroko a on jaguarem myśli gdzie indziej może Paramaribo Puerta Negra ta wiocha nad brudną Orinoko z odrażająco brudną indiańską dziwką jego dziesięciodolarowe eldorado bez brwi rzęs i włosów na cipie odpływał pordzewiałą skorupą vaia con dios co na nasze ruchaj z bogiem się zaśmiewali do łez żłopiąc piwoszczyny o złotej nazwie oro...
Więc nie powiedział nie! Monthy pyton by się uśmiał z niego kiedy tak siedział na nocnym piasku a ona w falach myjąc sobie pytała no dlaczego tak milczysz pewnie mnie nie kochasz jasne tylko o to ci chodzi dosyć! popatrzył na nóż w piasku i otworzył sobie żyłę butelki jak zwykle gnojek nie umiał powiedzieć nie...
- Poczekajmy, mówi mi szeptem, że się cała mieści w horyzontach moich ramion więc kiedy wtula usta, czuję oddech świtów i zapowiedź tęczy, choćby oberwały się chmury nad chmurami; tak to działa - kropla po kropli poznawania; nie przyspieszaj, proszę oczy muszą rozumieć widziane...
O szóstej nad ranem herbata smakuje chińsko; kiedy dodamy cytryny zerwą się sponad szklanek żurawie i mandarynki naszych nocnych szeptów a smoki będą wygrzewać łuski obietnic w blasku niepewności naszych źrenic: a jeśli? Pachniesz brzaskiem jak szmaragd rosy na herbacianym krzewie: mgliście... Nareszcie cię znalazłam, mówisz Ostrożnie! Tylko ostrożnie! Trucizna tkwi w ilości, nie w jakości słów; poczekajmy jeszcze niech czas rozcieńczy napar pożądania a może zostanie na dnie nas tylko kolejne puste dno? Nie chcę krzyża dziewiąty raz poczekajmy na nasz ostatni brzask za lata
Wtorek : Tchnienia
Na szklance zostawiła linie papilarne ust, jak sugestywne: możesz mnie wytropić jeśli zechcesz. Szminka to niewątpliwie zapowiedź krwawych zapasów, choć rzeźnik bytów użyłby słowa: krwistych, jako bardziej przystających. Tej nocy nie rozmawialiśmy o Heglu, nie wspominaliśmy wczorajszych ukochanych, którzy pewnie robili to samo, bo jak jest kanał to jest kanał a wódka upija równolegle wszystkich... I, tam: pić, pierdolić, nie żałować - śpiewał Wysocki; no to co sobie żałować, jeśli drugi raz nie zaproszą nas wcale?*
Więc miałem jej pierś w ustach a dłonie na talii, którą wprawdzie zagrać się nie dało o nowe wspaniałe jutro nie dla wszystkich, tylko egoistycznie dla mnie i nie o żadną waszą i naszą, tylko moją niewolę przy cycku i kawałku futerka, psiamać, a jej talia miała kształt klepsydry i mogłem swobodnie na niej zawisnąć, żeby przetrwać do poranka szczygłów za mętnym witrażem oka. W orgazmach skrywa się lepki potwór złudzenia.
A może chciała mnie dla siebie wytrzeć, jak tablicę ale tych kilka zdań wypisanych na mnie zapachem innej, jak kolącymi oczy ziarnami ostu... Więc wtedy jutro też jest jakieś jutro, powiedziała pomiędzy westchnieniem, pocałunkiem, nakładaniem pończoch, stanika; westchnieniem, poprawianiem brwi poślinionym palcem, zamykaniem drzwi, westchnieniem, wolnymi krokami na schodach. Ślad ust i powiew perfum: do kiedyś. Być Może...
Poniedziałek : Nulla Dies...
Zapisz na serwetce w knajpce: kiedy dziewczyna przechodząc zaokiennie zburzyła mi Jerycho sonetu o piękności, bezszelestnie płynącej w zwiewnej sukience jak w czaszy chmurki ponad łożami pól zmyślonych, a kiedy rzecz się w zgrabny zapis złoży, pergaminowy handlarz wierszem przysiądzie oferując grosik lub nic za nieśmiertelność duszy.
Drzesz wiersz, strzępiąc fragmenty kosmosu i twarz tej dziewczyny zza okna, a rogalik maczany w kawie smakuje dziwnie bezludną kartką uczuć
[---]
. |
|
|
|
|
 | |  |
Wysłany: Czw Wrz 04, 2008 1:05 pm |
|
|
| ella_hagar |
|
 |
 |
| Dołączył: 01 Mar 2006 |
| Posty: 749 |
| Skąd: Warszawa |
|
|
 |
 |
 |
|
Ładne te twoje fragmenty. Te i inne tak samo.
W prozie najbardziej czuję twój talent do pióra.
Tu proza poetycka, oniryczna, wrażliwa, świetna do refleksji.
 |
|
|
|
|
Wysłany: Czw Wrz 04, 2008 1:11 pm |
|
|
| Plezantrop |
|
 |
 |
| Dołączył: 13 Wrz 2005 |
| Posty: 531 |
| Skąd: A któż to wie... |
|
|
 |
 |
 |
|
Ellu_
moja proza, jak Twój (aktualny) awatar na Amarylisie.
Ucałowanka gorące, jak rogaliki, Pszepanielli |
|
|
|
|
Wysłany: Czw Wrz 04, 2008 2:09 pm |
|
|
| ella_hagar |
|
 |
 |
| Dołączył: 01 Mar 2006 |
| Posty: 749 |
| Skąd: Warszawa |
|
|
 |
 |
 |
|
Twoja proza, jak mój awatar ?
To znaczy jaka?
Ciekawa jestem.
Ślę
uściski gorące jak stokrotki na łące  |
|
|
|
|
Wysłany: Czw Wrz 04, 2008 2:36 pm |
|
|
| Plezantrop |
|
 |
 |
| Dołączył: 13 Wrz 2005 |
| Posty: 531 |
| Skąd: A któż to wie... |
|
|
 |
 |
 |
|
Twój awatar? Jest jak moja proza: "poetycka, oniryczna, wrażliwa, świetna do refleksji"  |
|
|
|
|
Wysłany: Czw Wrz 04, 2008 3:01 pm |
|
|
| ella_hagar |
|
 |
 |
| Dołączył: 01 Mar 2006 |
| Posty: 749 |
| Skąd: Warszawa |
|
|
 |
 |
 |
|
Błyskotliwa odpowiedź - jak zawsze
Że też sama na to nie wpadłam, co? :P |
|
|
|
|
| Forum Amarylis Strona Główna » PROZA |
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
|
|
|
|
|