Forum

login.php profile.php?mode=register faq.php memberlist.php search.php ./.


Forum Strona Główna » PROZA » Plezantrop - MIECZYSŁAW CZYCHOWSKI
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
Plezantrop - MIECZYSŁAW CZYCHOWSKI
PostWysłany: Sob Kwi 22, 2006 4:36 pm Odpowiedz z cytatem
Christine
administrator
Dołączył: 13 Wrz 2005
Posty: 2463
Skąd: Gdańsk




Autor: Plezantrop


(Fot. z Archiwum "PULS" - http://forum.rzekun.pl/index.php )

Czychowski Mieczysław (1931-1996), poeta, artysta-malarz, rysownik, rzeźbiarz. Ukończył wydział malarstwa sztalugowego w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Gdańsku. Jako poeta debiutował w 1954 na łamach Głosu Wybrzeża. Jego wiersze drukowały pisma studenckie Kontrasty, Uwaga. Współpracował ze Współczesnością, bydgoskim Pomorzem, a także Literami i Rejsami. Był autorem tekstów i scenografem teatrzyków studenckich.

Pierwszy zbiór wierszy "Miejsca wydrążone" ukazał się nakładem Wydawnictwa Morskiego w 1960 roku. Wydał także tomy poetyckie: "Misterium na uboczu" (1966),"Progresje" (1968), "Zapisywanie trenu" (1971), "Krwią lamowane" (1979). W roku 1974 opublikował tom wierszy wybranych "Lasem, losem, zboczem życia".

Był laureatem wielu nagród i wyróżnień, w tym Konkursu Poetyckiego "Czerwonej Róży" oraz Orderu Stańczyka - honorowego wyróżnienia "Liter". W utworach poetyckich oraz twórczości malarskiej nawiązywał do piękna ziemi kurpiowskiej


Nagroda literacka Ryszarda Milczewskiego-Bruno.

Na przestrzeni wielu lat istnienia tej nagrody, w dziale poezji jej laureatami byli m. in. Rafał Wojaczek, Mieczysław Czychowski, Krzysztof Karasek, Adam Zagajewski, Ryszard Krynicki, Ewa Lipska.
W prozie: Edward Stachura, Zyta Oryszyn, Ireneusz Iredyński, Edward Redliński, Jan Himilsbach.
W krytyce literackiej: Tomasz Burek, Krzysztof Nowicki, Stanisław Barańczak.
[...]
W programie Spotkań Jesiennych (wrzesień 1962) najważniejszą imprezą poetycką była uroczystość wręczenia nagród laureatom "Czerwonej Róży" połączona z wieczorem autorskim nagrodzonych poetów (l nagrodę zdobył Tomasz Gluziński z Zakopanego)a turniej jednego wiersza wygrał młody poeta gdański, Mieczysław Czychowski.



Mieczysław Czychowski, rysunek

Palenie w piecu

Pozbierałem rozrzucone:
rozrzuciłem obumarłe.
Ile trzeba się natrudzić,
żeby zlepić z prochów - garnek.
Garnek w domu - rzecz potrzebna,
na miód pszczeli i gorczycę.
Siedzę teraz. W piecu palę.
I u ręki palce liczę.
Liczyć palce - rzecz okrutna.
Łatwa. I ogromnie smutna.
Napisałem list do matki - jakbym z kwiatu otrząsł jabłoń.
W głowie mi zakołowało - tak wysoko i bezdomnie.
I upadłem twarzą na dno.
Żółty mnie podziobał dzwoniec.
Upaść na dno - rzecz okrutna.
Łatwa. I ogromnie smutna.
Drogi mi się zagubiły,
jakby wszystkie z wiatru były.
Obróciłem się na wiatr:
Jakie drogi - taki świat.
Nie mieć drogi - rzecz okrutna.
Ludzka. I ogromnie smutna.

***

Sen

Komu ten wiersz jest potrzebny.
Do kogo ja piszę i po co.
Serca czerwone mrowisko
ciężko pracuje nocą.
Ktoś biegł za mną. Ktoś strzelał.
Miał moje życie w dłoni.
Poznałem w nim przyjaciela - gangstera co mi się skłonił.

***
Projekcja architektoniczna

Katedra - logika abstrakcji,

wyważenie pionu i poziomu.

Gołąb wzbił się - zawiązał przestrzeń.

Szły morderczo łukiem sklepień:

nogi, ręce, plecy budowniczych.

W huku armat

w rzezi - na chwałę,

każdy wiek

dorzucał kamień.

Dano jej imię Marii Panny

Matki Syna Człowieczego - Boga - Cieśli.

I oto ukrzyżowany

od dwóch tysięcy lat,

rozgrzesza narody.

Zbrodnie i przebaczenie

składa w ludzkie ręce.

Czas jest dźwiękochłonny.

Nie ma litości dla żywych.

Trafiony prawdą - ginie wraz z nią.

Quidam - poćwiartowany w jatkach Rzymu.

Fatalność jest dziedziczna.

Ale kto pisze losy narodów

Czyj palec wskazuje ofiarę.

Płodność natury

warstwami udeptuje proch.

Sytość i nadmiar.

Użycie i zużycie - piramida równana z ziemią.

I ciągle te pochody niewolników przez pustynię.

***

Zaułek kościoła św. Jana w Gdańsku
Ryszardowi Stryjcowi

Gdzie stare budy, śmietniki, zdziczałe koty

zdychające powoli, oślepłe i chude,

stary człowiek grzebał patykiem w odpadkach.

Mruczał coś pod nosem, upychając worek.

Śnieg kołował nad miastem. Krzyczały mewy.

W skupie butelek karaluchy z plastiku

przywarły nieruchomo do parapetu okna.

Syreny małych statków buczały ochryple.

Szedł ciemnym korytarzem w górę czasu.

Zmarli przyjaciele wychylali się ze ścian,

mówili: nie martw się, chłopie. Wszystko marność.

Przeminie jak zły sen. Nie warto się zadręczać.

Na strychu pracowni rytownik skupiony i powolny jak żółw

rysował gryfa unoszącego w szponach jagnię.

Farby, słoiki po chemikaliach walały się porzucone

jak gdy kto dzieła dokona - i zapomni.

Maszkary wyłupiaste, ludzie o ptasich głowach,

lew na pierwszym planie leżący dostojnie,

ówdzie święty Hieronim kuszony przez widziadła,

z boku kałamarz, pędzelki, klepsydra i czaszka.

Trumnę już wynieśli. Czuć wosk i palony jałowiec.

Krucyfiks na ścianie. Rękopisy po zmarłym.

Trzeba zapalić ogień w kominie, zaciągnąć story

i wreszcie o sobie pomyśleć, po własnej stypie.

Strych chwieje się, stukają makówki w polu.

Sosna wali się z trzaskiem podmyta przez rwący nurt,

ale wczepiona jeszcze w zbocze korzeniami.

Słychać pojękiwanie bombowców. To oddala się burza.

W wykuszu zatrzepotał gołąb. Groźny pomruk kota.

Rynna chluszcze i dzwoni. Mnich zakapturzony w oknie.

Potem wszystko ucicha. Czujnie zasypia świat.

Dom tonie jak okręt. W snach buszują szczury.

Majaczy kościół świętego Jana o wypalonych gotyckich żebrach,

przy nim dom Mrongowiusza wypatroszony po dach.

Niemych świadków historii, pożarów i wojen,

mrok obejmuje gęsty. Sypie tłustą sadzą.


Bajka

Spod łopuchów osrebrzonych i bylic

duszki wyszły na bocianich nogach

w pole, szukać zmyślonego Boga,

i zbłądziły w sny puszyste i zieleń.

I Bóg przyśnił się im na wierzbie fujarkowej

z brodą pełną pliszek i motyli,

ale oczy wielkie miał i złote jak u sowy

a na głowie biały wieniec z lilii.

Powiał bór w puste pole na me smutki,

o, niedobre, o nietrwałe sny mysie.

I Bóg skrył się do czarnej dziupli

i samotny - sam sobie śni się.

***

EDWARD STACHURA DO MIETKA CZYCHOWSKIEGO
Lublin 13 I/58



Kochany Mietku!


Co słychać u Ciebie? Napisałem Ci przed świętami list, na który nie odpisałeś. Przypuszczam, że na pewno masz dużo roboty i dlatego nie odpisałeś.
Mój pobyt w Lublinie prawdopodobnie dobiega końca. Miałeś jednak rację mówiąc mi kiedyś, że nie potrafię studiować, gdyż jestem włóczęgą z urodzenia. Wyobraź sobie, że mam teraz kupę kolokwii których się nie obawiam absolutnie (a nie mam jeszcze wyrobionego indexu).
Nie wyobrażasz sobie jaką męką jest dla mnie załatwianie tego rodzaju formalności. Poza tym, cholerny kłopot z łaciną. Nie byłem na żadnym lektoracie. Lektoraty z łaciny są zawsze o wpół do ósmej. Trzeba jeszcze przed tym zjeść śniadanie w stołówce. Aby więc zdążyć trzeba wstać przynajmniej za 15 siódma. Jakżesz mogę wstać tak wcześnie, jeśli co dzień kładę się spać o drugiej, trzeciej nawet o czwartej, gdy mam ciekawą książkę. Dochodzę do wniosku, że najlepiej będzie gdy zrezygnuję ze studiów. To nie dla mnie. Bardzo dużo czytam i piszę. Myślę, że pod względem będziesz ze [mnie] zadowolony. Nadal żyję jak nędzasz, ale to nic. Jestem pewien, że ucieszą Cię moje nowe rzeczy. Włożyłem w nie całą ironię i ból jaki mnie ogarnia.
Napisz mi Mietek bardzo szybko co o tych rzeczach myślisz. Daj je gdzieś.


Twój przyjaciel - Sted.




Najlepszy człowiek świata

To był jakiś bardzo dziwny człowiek.
Niski, ciągle pochylony, z oczami wpatrzonymi w ziemię, jak
gdyby czegoś szukał. Nosił stare, zniszczone palto nijakiego
koloru i nie mniej zniszczony, filcowy kapelusz.
Trudno było określić jego wiek. Chodził szybko małymi krokami,
zmarszczki jednak wokół nieforemnych ust, przeczyły młodości
jego kroku.
Zajęcie jego było nie mniej dziwne niż on sam. Chodził i zbierał
małe, kolorowe szkiełka. Nie wytrzymałem i spytałem go po co mu
tyle kolorowych szkiełek. Wtedy powiedział mi, że chce zbudować
drugie słońce, kolorowe, ładniejsze. Mówił mi, że nigdy nie wie
czy słońce, które wieczorem zachodz wzejdzie nazajutrz. Bał się,
że po nocy może przyjść druga noc, a potem trzecia...
- Jak dzieci będą się mogły wtedy bawić? - pytał - A ptaki
gdzież będą szukać pokarmu? Przecież nie zobaczą małych muszek,
gdy będzie ciemno. I sarny z młodymi jelonkami nie trafią do
wodopoju - mówił dalej - i matki nie zobaczą uśmiechów swoich naj-
młodszych, i statki zabłądzą na wielkim morzu, i chłopi nie
trafią do młyna, i spóźnieni przechodnie mogą wpaść do wody
przechodząc przez most, i pszczoły nie odnajdą swej królowej, i
tancerki pogubią korale, i pijacy rozbiją swe nosy, i włóczęgi
nie odnajdą stogów siana, i babule nie zobaczą dziur w skarpet-
kach, i dzieciaki pozamieniają buciki, i złodzieje pokradną ob-
razy, i lis wyniesie kury,
i poeci pogubią ołówki, i staruszko-
wie nie odnajdą swoich lasek, i pies z kotem się pogryzie, i
linoskoczek spadnie, i redaktorzy dobry wiersz wrzucą do kosza,
i myśliwi zastrzelą kotną łanię, i przechodnie nie zobaczą
kapelusza żebraka, i kogut zapomni śpiewać, i Andersen nie napi-
sze bajek, i gitarzysta uwiedzie żonę, i wilk dogoni szaraka, i
piękne kobiety nie będą mogły patrzeć w zwierciadła, i kot
wyliże konfitury, i mężczyźni nie zawiążą krawatów, i tulipany
powiędną na oknach i w ogóle, w ogóle... Tak. -
Porzerwał, szybko łapał oddech mrugając powiekami.
Po chwili dodał jeszcze:
- Teraz muszę się bardzo śpieszyć, bo zdaje się, że już niedługo
słońce schowa się na zawsze. -
Milczałem.
Odszedł jak zwykle pochylony, z oczami wpatrzonymi w ziemię.
Dobry mały, kochany człowieku. Tak bardzo pragnę, byś jak
najprędzej zbudował to swoje kolorowe słońce.
Wtedy będziemy mieli dwa słońca.
To kolorowe i Ciebie.

_________
Opowiadanie "Najlepszy człowiek świata" ukazało się drukiem w 1958 r. w "Tygodniku Powszechnym" (nr 3), jako druga publikacja Stachury.



***

Smutno w morskim królestwie smutno
Neptun popełnił samobójstwo!

Ale to jeszcze nic!

Powiesił się do góry nogami
tak że korona wypłynęła na powierzchnię
i porwali ją piraci
z szabelkami na uszach
Teraz nie może być nowej koronacji
Piraci żądają wielkiego okupu
Domagają się od mężczyzn-ryb ich żon
Smutno więc bardzo rybakom
Tylko delfin - żydek zaciera skrzela
Sklepik gdzie można kupić łzy
prosperuje świetnie

Rybki płacą i płaczą.



Perpetuum mobile

Karuzela ma kolor niemytych okien
Zeloni fakirzy
przechodzą przez ucho igielne
Epikur w butelce
Mucha na lepie
Jaszczurki się gonią
pomiędzy palcami
A największa jest siła dośrodkowa



Śmierć wyobrażeń

Ręce stachury nad zatrutą studnią

Najpierw nogę oderwałem swoją
plusk był cichy
jakbym jaszczurkę nadepnął
Potem po kolei spadały
lewa noga
brzuch
tors
głowa
w końcu ręce pozostały same
które nie miały już co odrywać

i jak skrzydełka fru-fru

uleciały w niebo



Grabarze wypowiedzieli wojnę nieśmiertelności duszy

Dusza jest na pewno na języku
rzekł jeden
- co ty
w uszach -
- nie
w oczach -
- skąd
w nosie -
- przepraszam rzekł piąty
dusza jest w złotych zębach
I wyjęli grabarze duszę

-Teraz chodźmy się napić eliksiru życia -

(Autor grabarzy nie wini)



Zabawy dziecięce

Jedni oczami umarłych rodziców
grają w Kulki
Drudzy cytrynowym żebrakom
wykradają buty
Inni z oderwanych skrzydeł motylich
układają śmiech
Ci znowu w różowe paluszki biorą sen
i farbują go na czarno.
A Bóg stoi obok.


_______
Wiersz "Zabawy dziecięce" zamieściła w nieco zmienionej postaci "Współczesność" (nr 13) w 1958 roku.



[możliwe, że dalsza część jest treścią kolejnego listu, tego nie jestem w stanie stwierdzić - przyp. Stachuriady]



Mietek. To moje ostatnie S.O.S. do Ciebie. Jestem bez grosza. Nie mam ni stypendium, ni akademika. Wsadź to do jakiegoś pisma. Wiem, że są to dobre rzeczy. Jeśli jednak uważasz moją prośbę za bezsensowną to możesz sobie tymi rzeczami wytrzeć dupę. Twój wielki statek może minąć moją maleźką żaglówkę. Ja i tak trafię na wybrzeże umarłych. Możesz mi nie odpisywać, jeśli nie czujesz ochoty.

Pozostaję zawsze pełen szacunku
Sted




***

Jednakowo piękna jest noc, jak śmiech obłąkanego w tej nocy. "A piękno jest początkiem przerażenia". Ja jestem owym szalonym, dla którego nieważna jest kieszeń, do której mogę wsadzić 100 zł, a dziura w kieszeni, z której może wylecieć ostatnia nadzieja - zaproszenie na bal samobójców. Wierzę w siebie tak jak nie wierzę w "Świętych obcowanie" i "Grzechów odpuszczenie". Bo ja żadnym wstrętnym kretom i szczurom nigdy nie przebaczę. Jeśli jest Bóg, jeśli Bóg mnie stworzył, jestem jego częścią - częścią Boga i też będę sądził ludzi jak oni będą mnie sądzić. Los kazał mi zostać włóczęgą, matką włóczęgi jest poezja. Przyjaźń jest dla mnie zbyt szlachetnym uczuciem, bym po Twoim milczeniu, mógł jeszcze Cię o coś prosić. Zbliża się już balet biały północnych czarownic, a ja nadal chodzę w trampkach. Ej przyjaciele moi, przyjaciele. Puszkin miał rację. Nie ma sprawiedliwości. "Piękno jest absolutną sprawiedliwością".

Źródło : www.stachura.prv.pl



***
Wernisaż w „Mestwinie” *

Gdańska tawerna po raz kolejny przemieniła się z nastrojowej, kaszubskiej restauracyjki w niecodzienną galerię. Tym razem właścicielka, Katarzyna Zajączkowska – wielka miłośniczka sztuki, gościła dzieła Ryszarda Stryjca
i Bronisława „Buniego” Tuska.

Obydwaj mieszkali i utożsamiali się z Gdańskiem i Kaszubami, tutaj także tworzyli i spędzili ostatnie lata swojego życia w wielkiej przyjaźni, która łączyła ich od bardzo dawna. Zmarli przed kilku laty gdańszczanie, dzięki swej bogatej i głośnej (nie tylko w naszym kraju) działalności, na stałe zapisali się w XX–wiecznej kulturze Polski. Zarówno pochodzący z Kresów Stryjec, jak i rodowity Kaszuba – Buni, pozostawili po sobie imponujące dziedzictwo, które dzisiaj znajduje się w posiadaniu kolekcjonerów z Polski, Niemiec oraz wielu innych państw Europy, a także w Stanach Zjednoczonych (jedna z grafik Stryjca trafiła nawet do Białego Domu).
Na marcowym wernisażu licznie zgromadzili się bliscy przyjaciele oraz rodziny nieżyjących artystów, w melancholii uczcili ich niezwykle barwne osoby, wspominając najlepsze lata ich życia. „Buniego i Ryszarda łączyła bardzo głęboko zakorzeniona przyjaźń, która narodziła się już w szkole średniej. Potrafili wspólnie spędzać całe dnie, poświęcając się dyskusjom na temat sztuki. Wzajemne inspiracje oraz dysputy na temat własnych dzieł miały niebywały wpływ na ich twórczość” – przypomina przyjaciółka Stryjca – Maria Romańczuk. Liczne nagrody i wyróżnienia, jakie zgromadzili z biegiem lat, są wystarczającym dowodem uznania świata kultury dla ich twórczości. „Stryjca zwykło się nazywać
gdańskim Dürerem, ze względu na podobieństwo oraz porównywalny geniusz malarski” – mówi pani Maria.
O Bunim i Stryjcu pisał nawet znany niemiecki noblista – Günter Grass, który przyjaźnił się z gdańszczanami i niejednokrotnie przywoływał swoje związki z nimi. Część głośnej powieści „Der Butt” Grass poświęcił Stryjcowi, z kolei Buni odnalazł się jako statysta w filmie „Blaszany bębenek”.
Bardzo ciepło mówią o nich również przyjaciele z czasów licealnych. „Stryjec był ogromną indywidualnością. W młodości razem dzieliliśmy pokój w akademiku. Ognisty temperament oraz umiarkowanie i pewna dawka tajemniczości, jaka cechowała Ryszarda – studenta, pozwoliła mu odnieść tak wielki sukces w dorosłym życiu. Wspólnie zaczęliśmy interesować się ceramiką, później zaś grafiką, która okazała się być naszym życiowym powołaniem” – wspomina Andrzej Trzask, którego świadkiem na ślubie był Ryszard Styjec. „Pamiętam Ryszarda jako osobę wrażliwą i uwielbiającą spokój, chociaż często zaskakiwał nas swoim poczuciem humoru. Taka postawa z pewnością jest wielkim atutem każdego artysty, czego doskonałym przykładem jest Stryjec” – twierdzi Janina Kalczewska-Konieczna – obecna w „Mestwinie” przyjaciółka artysty.
Karol Ważny

Udało się mi znaleźć wiersz dedykowany Stryjcowi. Utwór został zamieszczony w miesięczniku „Poezja” nr 7/8, lipiec– sierpień 1976. Pisał go zmarły przed paroma laty gdański poeta, Mieczysław Czychowski.

Zaułek kościoła św. Jana w Gdańsku
(Fragment)
Na strychu rytownik skupiony i powolny jak żółw
Rysował gryfa unoszącego w szponach jagnię.
Farby, słoiki po chemikaliach walały się porzucone,
Jak gdy kto dzieła dokona – i zapomni.
Maszkary wyłupiaste, ludzie o ptasich głowach,
Lew na pierwszym planie leżący dostojnie.
Ówdzie święty Hieronim kuszony przez widziadła,
Z boku kałamarz, pędzelki, klepsydra i czaszka.

-------------
* za : www.3miasta.pl


Więcej na:

www.wspaniali.power-forums.com

.
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Plezantrop - MIECZYSŁAW CZYCHOWSKI
Forum Strona Główna » PROZA
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)  
Strona 1 z 1  

  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  

 


This is a free forum service provided by power-forums.com



Powered by phpBB © 2001-2004 phpBB Group
phpBB Style by Vjacheslav Trushkin