Wysłany: Sro Cze 13, 2007 2:50 pm |
|
|
| Wabigon |
|
|
 |
| Dołączył: 23 Mar 2007 |
| Posty: 47 |
|
|
|
 |
 |
 |
|
To miasto umiera.
Wiatr pędzi opustoszałymi ulicami jesienne barwy liści, gęsto zapisane kartki papieru, lśniące strzępy opakowań. Gdzieniegdzie przysypuje nimi, lub odsłania spod nich wyschnięte, półprzezroczyste truchła ideologów, filozofów, doktrynerów zawiłych teorii. Niektórzy jeszcze nauczają, argumentują, okłamują, ale już tylko szeptem suchych, szarych warg, starczym szelestem liści.
Kubizm upraszcza renesansowe, barokowe, secesyjne zabytki śródmieścia. Ich linie prostują się, ich płaskorzeźby, ozdobne okna, gzymsy, zarastają gładkimi pustymi ścianami. Attyki, plafony, wymyślne zwieńczenia bram kurczą się i nikną wchłonięte w nowe, prostopadłościenne bryły kamienic. Wieże z różnych epok zmieniają się w proste, mniejsze, lub większe, zestawy walców i stożków, wszystkie w podobnych, wyblakłych, pastelowo-szarych barwach.
Kościoły-muzea, przechylają się powoli, zapadają się coraz głębiej, aż w końcu toną jak żaglowce w opustoszałych, pokościelnych placach. Ich dzwony próbują bić na alarm, ale słychać tylko cichy drewniany klekot. Kustosze, szatniarki, konserwatorzy, uciekają z nich pojedynczo, jak przerażone szczury. Biegną ciągnąc za sobą rozwiane poły fartuchów, krzycząc bezgłośnie, wymachując gwałtownie rękami; maleją oddalając się rozhisteryzowani, w niebieskawych dalach uliczek, pod niebem spękanym jak stary fajans. Dopiero gdy te małe gestykulujące figurki są już bardzo daleko, dobiega do mnie ich przeraźliwy krzyk i rozpaczliwy tupot nóg po bruku.
Nocami drzewa uciekają do lasów, budzi nas szuranie kroczących pod naszymi oknami korzeni, ocieranie się gałęzi o szyby. Nie możemy spać. Udając przed sobą nawzajem sen, godzinami trwamy w ciężkiej, duszącej bezsenności. Rano jezdnie i trotuary pokryte są świeżymi, połamanymi gałązkami i bladymi odłamkami korzeni.
W przerzedzonym miejskim parku podpite licealistki w granatowych mundurkach i białych bluzeczkach oddają się przypadkowym przechodniom, nawet cuchnącym pijakom, beznogim inwalidom, obleśnym starcom. Ich blade dziewczęce twarze nie wyrażają już niczego. Te dziwaczne pary kopulują na spłowiałych, wyleniałych trawnikach, pośród opuszczonych kretowisk, stosów odpadków i wybujałych monstrualnych ostów. Pomniki dawnych wodzów, twórców, moralistów odwracają głowy, zamykają oczy, załamują ręce.
Uwolnieni pacjenci miejskiego szpitala psychiatrycznego biegają ulicami, walczą pomiędzy sobą, wyjąc radośnie tańczą na placach. Kręcąc coraz szybsze obłędne piruety, zamieniają się w wirujące kłęby kurzu, które w końcu rozpędza wiatr.
Na przedmieściach domy kurczą się, marszczą, jak stare baloniki, piwnice zupełnie zarastają pleśnią, strychy pajęczynami. Woda w studniach i w kranach jest stęchła, pełna oślizłych pasem bladego śluzu.
Liszaje odpadającego tynku, jak węże pełzną po ścianach mieszkań, wina kwaśnieją, nalewki tracą moc, przetwory robią się słone. W ogrodach i sadach drzewka owocowe, kwiaty, warzywa wysychają, szarzeją, pokrywa je kurz. Co chwila jakaś altana, weranda, albo letnia kuchnia, rozsypuje się z trzaskiem, nagle jak domek z kart.
Ptaki nie mogą już latać, ani śpiewać, piszcząc jak myszy kryją się w stosach śmieci, których nikt nie sprząta. Ich pióra zamieniają się w łuski, rosną im długie, nagie, szczurze ogony.
Nasza malownicza rzeka wyschła, suchy kurz pokrywa cuchnące zwłoki ryb i pokurczone, niebieskowłose nimfy, których istnienia nigdy, nawet nie podejrzewaliśmy. Niektóre z nich jeszcze się poruszają, drżą, jeszcze kaszlą. W rzednących zaroślach wikliny zabłąkany pijak odnalazł gnijące zwłoki fauna niewidzianego od czasów starożytności, z sercem przebitym fletem.
Samotni mieszkańcy naszego miasta, masowo odbierają sobie życie. Najczęściej pozostawiamy takie trupy, w ich zamkniętych na zawsze pokojach. Wisielców nawet nie odcinamy. Tych, którzy podcięli sobie żyły pozostawiamy w wypełnionych krwią i wodą wannach. Wielu z nas im zazdrości.
Nasze miasto umiera. Ludzie starzeją się coraz szybciej, nawet małe dzieci siwieją, nawet ich twarze szybko pokrywają się siecią zmarszczek. Cmentarz zapełnił się zupełnie, wysokimi, ażurowymi konstrukcjami, kilkupiętrowych, indiańskich grobów, pełnych próchniejących kończyn, żółtych zębów wyszczerzonych w trupich uśmiechach, rosnących jeszcze ciągle paznokci i włosów. Co jakiś czas kolejny pokrzywiony, cmentarny wieżowiec wali się z przeciążenia. Nowe zwłoki, rodziny muszą już grzebać w ostatnich, dostępnych jeszcze piwnicach, albo wynosić na kurczące się ciągle strychy.
Nie rozumiemy co dzieje się z naszym światem, nie wiemy co mamy robić. Wszystko się zmieniło. Nie mamy już historii, nawet niedawne wydarzenia z czasu przed przemianą wydają się tak nierealne, jak babilońskie mity. Zniknęli gdzieś bez śladu nasi nieomylni interpretatorzy rzeczywistości, prestidigitatorzy indoktrynacji, wirtuozi psychologicznych technik wpływu. Telewizory milczą, radia nadają jeden ciągły dźwięk, w telefonach po podniesieniu słuchawki słychać stale szloch jakiejś starej kobiety.
Stada drobnych oślizłych grzybów wyrastają wszędzie, na bruku, na asfalcie, na szkle okien, na porzuconych samochodach; coraz częściej pojawiają się na plecach ludzi, na ich piersiach i podbrzuszach.
Dźwięki wydobyte z altówek, fortepianów, skrzypiec wyglądają jak galaretowate meduzy, szybko spadają na ziemię, drżą na niej z płytkim, blaszanym brzękiem, jak cynowe talerze rzucone z wysoka na bruk, potem nieruchomieją, wysychają, zabiera je wiatr.
Poeci ostatniej rewolucji płoną na skrzyżowaniach ulic w samobójczym proteście. Niektórzy okazują się być wypchani pakułami, jak egzotyczne zwierzęta z naszego miejskiego muzeum przyrodniczego. Ci palą się największym płomieniem.
Wojsko gorączkowo przygotowuje się do obrony, wznosi bunkry, buduje umocnienia. Uzbrojone po zęby patrole, głośno tupiąc, przebiegają ulicami, niespodziewanie wyskakują z ciemnych bram, nieustannie kontrolując przechodniom dokumenty. Trwa mobilizacja rezerwistów, powołuje się już nawet młodzież i starców.
Ale coraz więcej jest dezerterów. Rozstrzeliwuje się ich na kurczących się, zdeformowanych, surrealistycznych podwórkach śródmieścia, na oczach ich bliskich, ku przestrodze, dla utrzymania słabnącej dyscypliny. Zwłoki rozstrzelanych, szybko kamienieją, rozczłonkowane służą potem plutonom budowlanym do budowy absurdalnych barykad, wielorękich, wielonogich, pełnych skamieniałych, przerażonych twarzy.
Podobno we wszystkich miastach dzieje się to samo. Kolory nikną, czas osypuje się jak zwietrzały piaskowiec. Godzinami zdarza się nam rozpaczliwie błądzić w ślepym zaułku jednej, przeraźliwie rozciągniętej minuty.
Przestrzeń zagęszcza się, traci przejrzystość, deformuje się, odległości skracają się lub wydłużają. Można już prawie dosięgnąć ręką szczytów latarń stojących po przeciwległej stronie największego miejskiego placu, ale na dojście do ich żeliwnych podnóży, spoczywających na bruku, potrzeba wielu godzin.
Prawa fizyki, chemii, biologii rozsypały się w gruzowisko irracjonalnych rebusów.
Miejscami widać już wywróconą na wewnętrzną stronę strukturę wszechświata, pełną starych szwów, paprochów, okruchów najdawniejszej przeszłości.
Z każdym dniem, w naszym języku mamy mniej słów, pojęć, form gramatycznych, coraz trudniej jest nam się porozumiewać, ogarnia nas rozpacz.
Nasze kobiety bezustannie płaczą, starcy jęczą, bezsilni mężczyźni o bladych twarzach, zgarbieni siedzą przy stołach, godzinami trwają w bezruchu, milcząc zapadają się w siebie. Nie ma już dla nas żadnej nadziei.
Tylko stary, brodaty ślepiec, były biskup z czasów gdy nie zabiliśmy jeszcze Boga chodzi uśmiechnięty ulicami i powtarza:
Dobrze nam tak!
Dobrze nam tak!
A dobrze nam tak, ojcobójcom. |
|
|
|
|
 | |  |
Wysłany: Pon Cze 18, 2007 12:21 pm |
|
|
| ella_hagar |
|
 |
 |
| Dołączył: 01 Mar 2006 |
| Posty: 763 |
| Skąd: Warszawa |
|
|
 |
 |
 |
|
Bardzo dobrze napisany tekst. Bardzo ładnym, bogatym językiem. Obrazowo, dynamicznie i sugestywnie.
Z talentem.
Co do treści… Opowiadanie z przekazem – przestrogą. Nawiązanie biblijne? apokalipsa?
W opowiadaniu brak fabuły, jest wyłącznie opis określonego stanu rzeczy w czasie teraźniejszym.
Miasto jako metafora świata.
Świat przedstawiony w tym krótkim opowiadaniu jest brudny, pełen zniszczeń i zamętu.
Strumienie łez, walą się budowle, upadają wieże, krążą widma śmierci i terroru, strach i lęk, koszmary. Cofnęło się koło historii, nie ma autorytetów, zasad, praw …
Katastroficzna wizja z moralizatorską puentą – pokolenie „ojcobójców” ma za swoje.
Z refleksją, żeby nie zapominać ojców, dziadów, przodków. Przecież z tych obumarłych kształtów wyrośliśmy. Z ich wiarą, ich narodowością, kulturą, z ich miłością.
Ale i z głębszą refleksją, żeby nie burzyć autorytetów, dawnych wartości, nie negować tego, co było, nie uprawiać „ślepoty intelektualnej” , samooślepienia.
Bo skoro już wytłucze się ojców wszystkiego i wszystkich, to co zostanie ?
„Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”
Tak to jakoś odczytałam. Mądry przekaz. Świetnie podany.
To pozdrawiam autora.
 |
|
|
|
|
 | |  |
Wysłany: Wto Cze 19, 2007 7:29 am |
|
|
| Shibbi |
|
 |
 |
| Dołączył: 12 Kwi 2006 |
| Posty: 1379 |
| Skąd: spod Maciejowej |
|
|
 |
 |
 |
|
hmm..........
..
właściwie zaczynałam czytać ten tekst kilka razi, bo jak nigdy Twój - coś mnie nie brał .
Lawina strachów, straszydeł, potworności już po paru linijkach robi się nahalna.... i i obojętnieje ... ile można w jednej linijce yyy ???
Za gęsto tu od makabry, ohydztwa, smordu, zgliszczy i oślizłej stęchlizny -
Język - jak na Ciebie przystało - piękny, barwny, pełen wachlarz określeń i przytłaczająca ilosć metaforek - slicznie - ale ja sobie z tego zrobię "ściągę" -
Mam w głowie totalnie inny obraz Apokalipsy - jak opowiadanie o tym mówi
Ale każdy według swojej miary -
Serdecznosci Wabi !!
Pisz, bo ja coś do tyłu  |
|
_________________ ... nie zapomniałam nie e e e e e
to wszystko we mnie jest,
jak ochota na grzech,
na smutek i śmiech .... |
|
|
|
 | |  |
Wysłany: Wto Cze 19, 2007 1:40 pm |
|
|
| Wabigon |
|
|
 |
| Dołączył: 23 Mar 2007 |
| Posty: 47 |
|
|
|
 |
 |
 |
|
Apokaliptyczne, trochę tak, ale to nie Apokalipsa.To obraz świata w którym ludzie zabili Boga, bo doszli do wniosku, ze nie jest im już On potrzebny. No i różne rzeczy, m.inn. mechanizmy czasoprzestrzeni zaczęły się psuć, a nikt już nie potrafił ich naprawić.
Dlatego "To miasto umiera".
Miasto umiera, ale mam wrażenie, że proza w Amarylisie już dawno jest martwa, a poezja wykazuje objawy śmiertelnej choroby. Nie ma w dziale prozy życia, zainteresowania, dyskusji. W poezji jest podobnie. Dominują "towarzyskie" utwory i komentarze, bez "pozatowarzyskich" wartości, bo ich autorzy o nic poza "towarzyskością" nie zabiegają. Napiszą, tak sobie, od ręki, jakiś nieokreślony kawałek, chociaż stać ich na coś lepszego. Ale po co ? I tak przyjaciele pochwalą.
Bo jak nie pochwalic kolegi, który mnie chwalił ?
Christi, Shibbi i parę jesze osób czasem się z tego "towarzyszenia" wyłamują.
Ale gdyby przeczytać tylko komentarze, nie czytając wcale utworów, to można by odnieść wrażenie, że Amarylis jest skarbnicą arcydzieł literatury.
To wszystko dzieje się ze stratą dla dobrych autorów, którzy piszą coraz gorzej. Najbardziej szkoda mi Christi, która wyraźnie obniżyła loty, chociaz nadal są jeszcze dość wysokie. Mam wrażenie, że poniosła koszty swojej działalności społecznej, na rzecz innych.
W poezji widzę też podobne objawy jak w prozie, ale dużo słabsze.
Obawiam sie jednak, że ten portal umiera, pomimo wielu swoich zalet i sukcesu jakim było wydanie Internetowej antologii.
Po przeczytaniu, tutaj naprawdę dużej porcji wierszy i prozy różnych autorów /poza swoimi własnymi produkcjami/ doszedłem do wniosku, że oceny w komentarzach przeważnie nijak sie mają do wartości komentowanych utworów. Chwali się rzeczy mierne, a często nie zauważa się dobrych. I nie można tego wytłumaczyć tym, że to ja mam inny specyficzny literacki gust. Tak mogłoby być w przypadku przeczytania kilku utworów, a nie ponad stu pięćdziesięciu.
Pozdrawiam
Wabigon |
|
|
|
|
 | |  |
Wysłany: Wto Cze 19, 2007 3:54 pm |
|
|
| ella_hagar |
|
 |
 |
| Dołączył: 01 Mar 2006 |
| Posty: 763 |
| Skąd: Warszawa |
|
|
 |
 |
 |
|
Napisałeś : „To obraz świata w którym ludzie zabili Boga”
Zatem czy pomyliłam się aż tak bardzo w swojej interpretacji?
Pierwszy trop: zabijanie pamięci o przodkach, o historii, ich wierze, biblii na przykład.
Drugi trop: zabijanie autorytetów, ale też zabijanie wartości, które od wieków są filarami ludzkości (przede wszystkim: wiara, nadzieja, miłość )
Trzeci trop podałeś ty - zabicie samego Boga.
Wszystkie te tropy prowadzą do obrazu nieodwracalnych zniszczeń i wszystkie spraw Boga dotykają. Czyż zabicie Boga to nie metafora ?
Wabigonie.
Z prozą zawsze było źle na niemal wszystkich portalach. Sam wiesz.
Mniej w necie jest ludzi piszących prozę i o wiele, wiele mniej komentujących prozę.
Proza amatorów niechętnie jest czytana, zresztą taka niechęć występuje także w stosunku do długich wierszy czy poematów.
Często czytam opinie na forach poetyckich, że długość wiersza zniechęca do czytania i sporo ludzi darowuje sobie w ogóle długie utwory, pomijając je zupełnie i zostawiając bez komentarza, a autora w rozterce. Z długości utworu robi się nawet zarzut, wadę utworu. Chyba moda taka na krótko, zwięźle i szybko. Czasy takie?
A proza zwykle jest „długa”.
Może to zniechęcenie ewentualnych czytelników zniechęca autorów? I obie strony milczą.
Poza tym, Amarylis to przede wszystkim forum poetyckie. Tu nigdy proza nie miała wielkiego znaczenia, była jakby „przy okazji”. I mało było i jest czytających prozę. Zresztą mało który poeta czyta amatora-prozaika. Z reguły nie czyta, jakby się bał, że pomyli drogę na Parnas.
Smutno mi, że tak oceniasz to forum – że oceny w komentarzach nijak się mają do wartości komentowanych utworów. I że, wg ciebie, dominują "towarzyskie" utwory i komentarze, bez "pozatowarzyskich" wartości, bo ich autorzy o nic poza "towarzyskością" nie zabiegają.
Uogólnianie, bez konkretnych przykładów, zwykle jest niesprawiedliwe.
Już się czuję głupio – że piszę do bani, bo parę osób przy niektórym utworze nieco mnie pochwaliło a może zrobili to z uprzejmości towarzyskiej?
I głupio mi, bo i ja chwaliłam niektóre utwory, może te uznane przez ciebie za bardzo słabe?
Bez obrazy jednak Mam dystans i naprawdę chciałabym wiedzieć, czy powinnam dalej pisać, czy jest to coś warte.
Z moich obserwacji nie wynika, że bywa tu TWA, choć zgodzę się, że wiele komentarzy jest bardzo uprzejmych i koleżeńskich lub dla "świętego spokoju", bo krytyka często wywołuje krytykę krytykującego.
Co do padania forum… Są oznaki - „źle się dzieje w państwie duńskim”
Ale czyja to wina? Do kogo kierujemy uwagi? Do samych siebie kierujemy!
Administratorka stworzyła forum z myślą o użytkownikach.
Kto ma się wziąć do roboty? Kto ma postawić forum na nogi? Kto ma rozruszać wszystko i wszystkich? Kto ma wspomóc Christine? Kto ma wspomóc tych, którym jeszcze zależy?
Komentujcie, do licha, każdego dnia! Czytajcie wszystko, co tu ludzie piszą ! Ruszcie się! Do roboty się weźcie ! Rozmawiajcie ze sobą, dyskutujcie! Dawajcie nowe pomysły na nowe tematy, nowe dyskusje, nowe zasady !
I nie bójcie się negatywnych opinii – wyrażajcie je w stosunku do innych i pozwólcie innym wyrażać je w stosunku do siebie. Wrzućcie na luz!
Ożywcie to forum!
Wabigonie? Zaczniemy?
Pozdrawiam  |
|
Ostatnio zmieniony przez ella_hagar dnia Czw Cze 21, 2007 9:05 pm, w całości zmieniany 2 razy _________________ [eh] |
|
|
|
 | |  |
Wysłany: Wto Cze 19, 2007 7:25 pm |
|
|
| Shibbi |
|
 |
 |
| Dołączył: 12 Kwi 2006 |
| Posty: 1379 |
| Skąd: spod Maciejowej |
|
|
 |
 |
 |
|
Trochę to wszystko racja - ja się staram chociaż komentować i brać malusi udział - bo cos mi pisanie nie idzie - znaczy zaczynam i nie kończe - ot - tak to wygląda!~!
..
a że umiera to nasza wina!!! |
|
_________________ ... nie zapomniałam nie e e e e e
to wszystko we mnie jest,
jak ochota na grzech,
na smutek i śmiech .... |
|
|
|
 | |  |
Wysłany: Pon Cze 25, 2007 11:46 am |
|
|
| Wabigon |
|
|
 |
| Dołączył: 23 Mar 2007 |
| Posty: 47 |
|
|
|
 |
 |
 |
|
Ellu, Shibbi, przepraszam, że tak późno odpowiadam, ale zrobiłem to celowo, żeby przekonać się czy inni uzytkownicy tego Forum włączą się do rozmowy. Niestety, nikogo dyskutowana przez nas sprawa nie interesuje. Ostatni wpis był tydzien temu, przedostatni dwa tygodnie. Nic tu nie zmienią dobre chęci i deklaracje dwóch czy trzech osób. Podobnie jak w innych portalach literackich wiekszość osób jest zainteresowana jedynie publikowwaniem swoich tekstów, bez względu na ichrzeczywistą warość. "nie moje mnie nie interesuje, moje może jest genialne więc wysyłam i czekam niech mniej zdolni je komentują".
Nic nie da się zrobić, nawet jeżeli Christi, i my będziemy się wysilać na komentowanie tego co inni napiszą.
Jeśli chodzi o mnie to spróbuję trochę pokomentowac innych, na tyle na ile starczy mi sił, i tylko w prozie.
pozdrawiam
Wabigon |
|
|
|
|
 | |  |
Wysłany: Wto Cze 26, 2007 2:15 pm |
|
|
| Shibbi |
|
 |
 |
| Dołączył: 12 Kwi 2006 |
| Posty: 1379 |
| Skąd: spod Maciejowej |
|
|
 |
 |
 |
|
Wabi
Jak się spotkamy na tym świecie - to dostaniesz całusa od starszej pani - totalnie postrzelonej i zwariowanej - ale obiecuje -
Jak na drugim to powachluję Cię piórkami ze skrzydeł anielskich - bo tak sobie wyobrażam tam pobyt
...
Wabi - czy to ważne ile osób komentuje nooooooooooooooo...
może czasami - może lżej na duszy ze więcej miało odwagę się odezwać, że się komuś chciało - choć tak szczerze - to nie wobrażam sobie, ze włażę na tekst - czytam - i wyłaże - to mogą Ci którzy nie mają ani sobie, ani nam nic do powiedzenia-
Nie wiem, jak można oczekiwać na komentarze pod swoimi pracami nie odzywając się u innych - to chyba trąca o bezczelność, a nawet jest wstydliwie perfidne
Świadczy też o kompleksach, o tym, że ktoś, coś niechcący skrobnął pod nickiem - który uważa, że go chroni - a dalej nie ma NIC do powiedzenia. Polotu brak nie tknę elegancji czy finezji - .
Ot taki - po nic wpadł, nie wie czego chce - nie ma czasu ani dla siebie, ani dla innych .
Jasne - że nie dotyczy to wszystkich bywalców Forum - jasne
Są przecież pilni, chłonni - wytrwali i najnormalniej czynni----------- co jest w cenia na wagę złota
..
hmm... ja wiem, że TY kochasz splendor, owacje na stojąco, ten szum braw i zamieszanie kto wręczy kwiaty , reflektory, oklaski, blaski sławę i i i i i to co ................................... ja
..
poczekaj deczko - nastanie ... ten czas
 |
|
_________________ ... nie zapomniałam nie e e e e e
to wszystko we mnie jest,
jak ochota na grzech,
na smutek i śmiech .... |
|
|
|
 | |  |
Wysłany: Wto Cze 26, 2007 7:18 pm |
|
|
| Christine |
| administrator |
 |
 |
| Dołączył: 13 Wrz 2005 |
| Posty: 2496 |
| Skąd: Gdańsk |
|
|
 |
 |
 |
|
Wabi, nie zachwyciło mnie opowiadanie. Po prostu ty potrafisz o wiele lepiej pisać, ten kawałek wydaje mi się puszczony, właśnie tak, jak piszesz w auto- komentarzu o niektórych tekstach.
Dlaczego tak sądzę? Ano pomysł straszne oklepany, alegoria unicestwiającego się miasta, a opisy schematyczne. Zabicie Boga jest absurdalnym powodem zagłady, trochę nie na miejscu, bo piszesz o zbyt malutkich sprawach. Przypomnijmy w wersji Mojżeszowej przykazanie:
Nie będziesz brał imienia Pana, Boga twego, do czczych rzeczy, bo nie dozwoli Pan, by pozostał bezkarny ten, kto bierze Jego imię do czczych rzeczy.
Jedyne, niezniszczalne pojęcia w naszym świecie to pojęcie Boga i Szatana. My, ludzie z krwi i kości nie potrafimy zabić tych pojęć, póki istniejemy.
Jedno, co mi się podoba w tym tekście to plastyczność opisów oddających grozę, co przypomina mi atmosferę obrazów Beksińskiego.
Może warto byłoby nad tym tekstem jeszcze popracować, rozwinąć go w kierunku tej grozy, ale nieznanej grozy lub niezrozumiałej dla człowieka.
Co do wypowiedzi na temat upadku forum - nie wypowiadam się.
To forum, jak wszystkie inne, będzie miało wzloty i upadki w zależności od waszych twórczych poczynań. Ja tu tylko sprzątam. |
|
_________________ Krystyna Bogusławska |
|
|
|
 | |  |
Wysłany: Pią Cze 29, 2007 7:30 am |
|
|
| Wabigon |
|
|
 |
| Dołączył: 23 Mar 2007 |
| Posty: 47 |
|
|
|
 |
 |
 |
|
Cieszy mnie Twój głos Christi, bo dotychczas zbierałem za to opowiadanie wyłącznie komplementy /poza jednym, ale nie uzasadnionym merytorycznie głosem w FL/. Sam miałem parę watpliwości co do odbioru tego tekstu i chciałem go zobaczyć w czyjejś krytycznej ocenie, aby uchwycić właściwą skalę.
Nie jest to z pewnością opowiadnie "ot tak wrzucone" uważam, a nawet wiem, że jest bardzo dopracowane, ale myślę, że dla części czytelników może być zbyt przeładowane.
Nie jest to z całą pewnością opowiadanie bluźniercze, ani nawet "grzeszne", bo co by wtedy trzeba było powiedzieć o Wielkiej Improwizacji /nie Bogiem jesteś, ale Carem/. Pan Bóg Christi jest bardziej od Ciebie wyrozumiały i widzi nasze intencje bez pośrednictwa wytworów naszej wyobraźni i naszej próżności.
Z tego opowiadania, jestem zadowolony bardziej niż z wielu innych, ale każdy odmienny głos zmusza mnie do ponownych przemyśleń.
Dziękuję za opinię i pozdrawiam Cię
Wabi |
|
|
|
|
 | |  |
| Forum Strona Główna » PROZA |
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
|
|
|
|
|