| joliana |
|
 |
 |
| Dołączył: 06 Paź 2006 |
| Posty: 17 |
| Skąd: Czarnków Wielkopolska |
|
|
 |
 |
 |
|
Lubiła przebywać w tym świecie, gdyby spisała myśli okazałoby się, że powiela Tolkiena.
Nędzniejszy parawan, za którym mogły rozgrywać się powstające wyobrażenia. Tak jednak nie było, tam czekało to czego szukała- prawie doskonałe życie. Wymyślone postacie niosły je mając siebie. Nie mogły zdradzać czy unikać kontaktu, to było niemożliwe. Potrzeba bycia kochanym –tego szuka się od samego urodzenia. W mniejszym lub większym stopniu odczuwa. Pewnie dlatego tak trudno jest poszukać ideału. Zróżnicowano doznawanie i to co ją raniło nie raniło innych. W strefie fantazji czuła się bezpiecznie. Mogła układać sytuacje, tak jak chciała omijając samotność. Otaczała ją grupa wymyślonych istot. Lubiła je- były jej i nikt nie mógł wydrzeć myśli powstających w głowie. Może z wyjątkiem hałasu, który rozgrywał się za jedną ze ścian biura. Wyjście z luksusowego miejsca, szara konieczność właśnie dobijała się zmuszając do powrotu.
- Fredzie co się dzieje, dlaczego tak zimno? – była w płaszczu , bała się zostawić tą ciepłą warstwę. Zaraz po wejściu czuła jak marznie nos i dłonie.
- Nic wielkiego, okres grzewczy dobiega końca, a tak naprawdę to strzelił piec i jest awaria.
- To zrób z tym coś! Lepiej się pospiesz- przybrała nakazujący wyraz.
- Czy nie rozumie pani , że nie będzie cieplej? Nikt mi nie płaci za naprawę. Nie muszę , tylko po to , żeby było ciepło w tyłeczek. Nawet ponętny- przekorny uśmiech rozchylił wargi. Lubił takie sytuacje, gdzie stosuje się flirt słowny. Podnosił poziom adrenaliny, nawet bardziej niż cycate damy spoglądające zaczepnie z kalendarza. Powiesił go w swojej części budynku. Na każdy miesiąc nowa panienka… coraz bardziej rozebrana. Stroje bikini wymyślono dla facetów, żeby prowokować, ale to akurat lubią kobiety.
- Mogę z tobą dyskutować, nie płace za zimne pomieszczenie, a okres grzewczy mnie nie interesuje, tylko zaokienny termometr. A on do cholery pokazuje, że zima jeszcze sobie szaleje i nie mów, że nie naprawisz- Fred zaczynał się denerwować. Twarz przybierała wściekły grymas- skoncentrowany w oczach. Zapalały się jak u wilczura na chwilę przed rozszarpaniem natręta. Joanna dalej marudziła nie zwracając uwagi na zdenerwowanego mężczyznę .
- Opiekujesz się obiektem i to mi wystarczy, żeby wymagać – takie jest życie. Zachowujesz się jakbyś nie znał zasady. Bajki są tu- przyłożyła palec do głowy. Teraz to twarda rzeczywistość, a ona kopnie jeśli zaraz nie zrobi się cieplej. Nie mam zamiaru siedzieć w płaszczu do końca czasu pracy.
- Dzisiaj tego nie załatwimy, bo mam swoje problemy, a one nie pozwalają mi na bycie idealistą, pomaganie dla jakiegoś widzimisie. Można wskoczyć w kombinezon roboczy. Do dzieła! Zaczynam odliczać minuty. No dalej paniusiu. Pokaż co potrafisz! Zobaczymy kiedy zrobi się cieplej. Zasada jest jedna- trzeba liczyć na siebie proszę pani- drwiną badał reakcje zaskoczonej kobiety.
- A nie… zrzucać na drugiego- całą wściekłość przelał mierząc wzrokiem. Miał chęć zamknąć ją w kotłowni i poczekać na końcowy efekt.
- Zachowujesz się jak filozof, z rodzaju tych, co zamiast poczuć jabłko, to zderzyli się ze stadem os. Tak źle nie jest, zawsze można wpaść głębiej- Prowokowała, atakując słowami. Jakby chciała rozgrzać się dyskusją. Powiedz co przysiadło na duszyczce. Kolor czarny jest dobry, wcale nie trzeba się go bać. Może zrobi się raźniej -cudze problemy pomagają. Od wieków uwielbialiśmy krwawe igrzyska ,nie jestem wyjątkiem. Dalej podziel się zmartwieniami. Nie tylko mnie zaczepiają bure chmury- Fred stał zły i milczący. Trzeba było napracować się , żeby wycisnąć odpowiedź.
-Jestem prawie bezdomny. Przed świętami przyszła ekipa inspektorów budowlanych. Do czynszowego budynku, w którym mieszkam - postanowiła zamknąć dom. Szczyt wypada, wszystko runie.
- Nareszcie powiało optymizmem, tylko zapomniałeś, że nie mogą tak cię zostawić i to z całą rodziną. Jakieś mieszkanie zastępcze należy się nawet w dobie dzikiego kapitalizmu.
- Głupie gadanie, teraz nic się nie należy. Musiałabyś widzieć jak cieli dywany , odstawiali meble. Umacniali ściany i podłogi metalowymi sztabami na chwilę przed świętami.
- Dziwoląg jesteś. Nie rozumiesz, że tak musieli zrobić, chyba że zamiast zajączka chcieliście otrzymać przestronny kopczyk z wyjściem namalowanym przez zasypanego artystę- Przez chwilę Fred uśmiechał się, rozbawiła go cała ta sytuacja wynikła z wrodzonej przekory.
- Przedtem nie mogliście zgłosić do burmistrza, że ściana pęka?- dopiero jak nieszczęście to wszyscy zaskoczeni.
- Niech pani przestanie filozofować. Tak najłatwiej, jak się siedzi w cieplutkim i całym domku.
- Tak, w Polsce myśli się dopiero po fakcie, to taki nasz zwyczaj narodowy- debatowała dalej. Miała teraz okazję przelać swoją złość, bo też miała już dość tych potknięć wynikających z źle ustanowionego prawa i ogólnego burdelu.
-Znasz to… co ci przyniesie zajączek: raz …dwa, trzy… W koszyczku wilka, bo owieczki to w naszym bałaganie towar deficytowy ha ha ha ha. Trzeba umieć się śmiać nawet z samych siebie. To właśnie jest podstawa udanej egzystencji. A wilki są pod ochroną, więc się przyzwyczaj do sytuacji. Zamiast labiedzić zacznij działać. Jak się urodziłeś mężczyzną , to nie tylko na kalendarz patrz( wskazała wzrokiem wielkie DD zawieszone w pasiastym staniczku). Przy okazji - nareszcie zaczynamy mówić sobie na ty w dwie strony. Ten poprzedni układ trochę mnie krępował.
-Nie proszę pani już raz ustaliłem, że do mnie proszę zwracać się Fredzie , a ja i tak przez ,,pani” będę zawracał głowę. Aaaa…- to było tylko małe przejęzyczenie- Zadziorne spojrzenie w tej chwili miało szyderczy wyraz .
Rozmowa wprawiła Joannę w bardziej melancholijny nastrój. Pozostawało nieszczęście ludzi, którzy lada chwila mogli zostać bez dachu nad głową. Najdziwniejsze było to, że ściana pękała już od dawna- powód prosty. Pobliska jezdnia, Tiry przekraczające prędkość. Nikt nie zwracał uwagi na obowiązek 20 km na godzinę. Pamiętała jak Fred mówił kiedyś, że dzwonił zawiadamiając policje. Nie zareagowali, nie sprawdzili w porę.
* * *
Coraz częściej wracała do swojego świata. Nie potrafiła nałożyć warstwy ochronnej, takiej grubej skóry. Większość ludzi dawno to zrobiła. W okresie dzieciństwa nauczyli się pokrywać pancerzem i to bardzo szczelnym. Ona nie umiała. Do tego ta śmierć smarkacza- kiedyś się nim opiekowała. Może zawaliła sprawę? – obraz dziecka wracał. Zawsze był złośliwy i odpychający. Większość osób mających z nim styczność narzekała na jego zachowanie. To były pozory, Michał był prawdziwym nieszczęśnikiem. Jak nie ma się rozumu, to chociaż postawę lub buzię jak malowaną. U niego był deficyt na wszystko. Mały, chudy z odpychającą twarzą. Bieda wycisnęła piętno. Nie miał ubrania, w zimie chodził w tenisówkach i cienkiej bluzie. Zawsze spoglądał przez zbite okulary, bo nie miał pieniędzy na naprawę jednego ze szkieł. W połowie wypadło i tylko przez pozostałą cześć można było patrzeć, a to powodowało dziwny obieg gałki ocznej.
Bliskie spotkanie ludzkich natur nastąpiło. Wtedy pracowała w szkole, opiekowała się stołówką. Jeden obiad mogła przydzielić , zawsze zostawało jedzenie. Nie zgłaszano w porę o nieobecności i nie sposób było policzyć porcji.
- Michał!- złapała go za rękę i ustawiła pierwszego w kolejce, która zaczęła się tworzyć.
- Nie, ja dzisiaj już jadłem, nie chcę tu stać- przejaw buntu uzewnętrznił się wyjściem poza.
Wracaj, chciałam, żebyś mi trochę pomógł przypilnować wchodzących. Zobacz jak się pchają, sama nie dam rady. Potem zjesz obiad. Za to należy się zapłata- uśmiechnęła się do zaskoczonego chłopca.
Rozpoczęła się pomoc do której przyłączyła się Magda. Była jej przyjaciółką i chętnie pomagała. Miło było przygotowywać paczki na święta i opiekować się nim. Zaczął się zmieniać. Jak poczwarka, która wychodzi z kokonu. Stawał się inny, bardziej ufny i przyjazny. Po ukończeniu gimnazjum postarała się, żeby w szkole zawodowej zainteresowano się nim. Trafił pod skrzydła kucharek więc całkiem nieźle. To już prosta droga. Zawód , potem praca- może jeszcze będzie trudno, ale powinien sobie poradzić. To były optymistyczne myśli, które dały pewność, że musi być dobrze. Czarny odcień lubi jednak dominować, przekonała się po paru latach. Kiedy wracała do domu, przywitała ją informacja.
- Mamo Michał się powiesił!- Basia znała go, kiedyś przyszedł, pożyczyć rower i został w pamięci córki.
- Jak to się stało? Co się stało- łzy napłynęły do oczu. W myślach pojawił się obraz chłopca. Bladego, chudego patrzącego przez wąskie szkiełko zbitych okularów.
Jak dociec prawdy teraz, zabrał ją ze sobą. Może sytuacja w której się znalazł popchnęła, albo coś innego. To wie tylko on , jeszcze ci co czekają po drugiej stronie. Jeśli błękitny obraz ma prawdziwy wymiar.
Po tygodniu dowiedziała się, że miał spore kłopoty. Pobito go i trafił do szpitala. Nie miał pracy więc musiał zapłacić za pobyt, tylko z czego jeśli nie mógł liczyć na rodzinę. Nawet w dzień pogrzebu stali przy sklepie opijając nieszczęście.
Równowagę trudno utrzymać. Tak jak w dobie, gdy kostnieje wszystko- zwiększa się ilość czerni. W życiu granica zależy od dużej grupy osób. Zapanować nad uczuciami nawet Bóg nie potrafi. Może obraz krzyża, na krótką chwilę wywołuje trzęsienie ziemi. Stajemy dławiąc się na smutkiem. Za chwilę zapominamy i cieszymy się nowymi godzinami.
* * *
Ostre słońce kolorowało nadchodzące godziny. Spiesznym krokiem szła w kierunku budynku, w którym miała biuro. Nie chciała spóźnić się do pracy. Na powitanie wyszedł Fred z roześmianą miną.
- witam piękną panią, jak minęła noc. Po podkrążonych oczach wnioskuje, że za wiele myśli uciskało mózg.
- Jakbyś zgadł, ale co zrobić jeśli łapią serce i za diabła nie chcą puścić. Nawet męska kołysanka nie pomorze- kpiący wyraz oczu zatrzymał się na jego spojrzeniu. Które teraz porozumiewawczo mrugało.
Myśli, że tylko on ma kłopoty. Każdy niesie swój bagaż, a nieraz jest za wiele w nim kamieni. Nie strawione sytuacje odkładają się, później wraca się do nich. Jak tylko cisza okrywa wieczór. Sen spędzała firma- powierzona jej rozumowi. Tyle wysiłku, zaangażowania, a tu klapa. Za bardzo ufała , chociaż tak naprawdę zostawiono samą. Jak tu rozkręcać biznes jeśli wokoło wyczekują hieny. Zatrzymały się na chwilę i czekają na żer. Miała swojego doradcę technicznego. Miał pomagać - nawet obiecał szefowi, że jest obeznany z sytuacją w Polsce. Cygański wygląd technika skłaniał do określenia natury. Tak myślała , ale przecież wszyscy jesteśmy równi. Więc nie zwracała uwagi na czerwone światełko, zapalające się zawsze wtedy kiedy był milutki i obiecywał, że wszystko potrafi. Na początek zrzucił na nią swoje obowiązki, a potem wymagał żeby dokonywała cudów. Nie zauważyła , że pracuje za niego. Starła się wytłumaczyć dyrektorowi, który prowadził macierzystą firmę. Prosiła o pomoc, ale … w naszych czasach nie można zejść nawet na chwile ze swojej drogi, bo jak się ją opuści to przejmują inni. Szczególnie jak zdążyliśmy odchwaścić i nałożyć wygodniejszą nawierzchnię. Pamiętała jak powiedział, kiedy się żaliła- dopadł ją smutek i traciła wiarę w rozwój - Coś ty myślała! Dałem ci wędkę. Jedyna metoda to nauka od podszewki. Trzeba samodzielnie łowić ryby. Prywatny interes rozgrywasz w pojedynkę. Nad tym myślała, kiedy do pokoju wtargnął Fred bardzo uradowany.
- Dostaję przydział i to jeszcze jaki- szelmowski uśmiech rozświetlał mu twarz.
- Przydział?- czyżby kartki na mięso wróciły- Lubiła złośliwości, w taki sposób zaczynała bronić wrażliwej natury.
- Właśnie na mięsko i to młodziutkie , smaczne. Gestem pokazywał kalendarz.
-Czyżby kolejne zdjęcia w negliżu, bardzo ponętnych kobiet?
- Nie tym razem, to będzie żywa panienka, mam nadzieje, ze będę mógł cieszyć zmysły obfitymi kształtami. Moja szefowa dzwoniła i powiedziała, że dostane dziewczynę do pomocy. Ma się zgłosić z kuroniówki. Wyobraźnia działa. Już ją widzę jak się opala, w stroju Ewy. Na trawie którą dla niej przystrzygę. Patrzeć…patrzeć( zaczął się namiętnie oblizywać) i tak na odległość dotykać- w odpowiedni sposób zaczął przebierać palcami udając kobiece uwypuklenia.
Są jak dzieci-pomyślała. Pozostaną nimi do końca życia. Tacy silni od zawsze ryzykowali nadstawiając kark. Wojny, łowy, albo zdobywanie niezdobytego. Twardzi - tacy skalni. Nieraz z łapskami niedźwiedzia. Mali chłopcy trzymający w ręku sznurek przywiązany do lokomotywy. Tylko, że za przejazd ciuchci i to bezpieczny zawsze odpowiadała kobieta. Nie jest ofiarą, to byłoby dramatyczne, pokryte warstewką oskarżeń. Podzielono rolę, trzeba się z tym pogodzić, bo marudne usposobienie pogarsza sytuacje.
Myślenie to jak galop szczególnie w takiej sytuacji. Joanna znała biedę, nigdy nie było lekko. Zwłaszcza w czasie socjalizmu. Równy podział oznaczał patrzenie na obrazy, które zawieszono na takiej wysokości, do której zwykły śmiertelnik nie miał dostępu. Po cichu, tych bliżej koryta wpuszczano i dostawali lepsze części. Dla nich było, a innym wciskano zastępcze kartki, które można było zrealizować stojąc przez wiele godzin w kolejkach. Uśmiech na wspomnienie porcji mięsa . Najgorzej miała matka, bo to ona obowiązkowo zaliczała ogonki. Jej został krótki okres, kiedy dorosła do roli żony. Po zmianach zniesiono przydział - weszła w nowe czasy. Teraz rozmyślała jak to będzie. Bez pracy i zabezpieczenia. W zeszłym roku skończyło się. Dostała od rodziców pieniądze, chcieli jej ułatwić życie. Mogła polecieć do Egiptu, tak ją tam zawsze ciągnęło. Jakieś pozostałości w mózgu. Trudno wytłumaczyć niezrozumiale odczucia. Nie była tam nigdy, a czuła jakby należała do tamtej, nie do tej ziemi. Nie poleciała, wolała ciszę, zamiast awantur. Dodawała pieniądze do codziennych wydatków. Łatwiej mijały godziny.
Nie układało się w małżeństwie. Zaraz w pierwszym roku dostrzegła- mieli wmontowane nie pasujące magnesy. Oskarżać …to powielać setki podobnych wywodów. Wolała grubą kreskę lub okrągły stół. Zostawić żale, postarać się ułożyć życie bez niego. Stukot myśli coraz większy. Jak sobie teraz poradzi, chciała uporządkować wszystko. A tu najpierw strata jednej pracy, teraz druga. Po co komu firma, która właśnie ulega rozkładowi. Sama doradzi zamknięcie. Nie jest potrzebna, a płacić za siedzenie - to bez sensu.
Miała dosyć walki o następny dzień. Rosnący syn też zaczynał denerwować. Jego bunt i spodnie, Taki niby zwykły zakup. Teraz będzie stanowił problem. Co miesiąc parę centymetrów i wymiana odzieży. Nie mógł chodzić w za krótkich. Zła była, jakby nie mógł rosnąć systematycznie. Musiał inaczej! Mały, mały … parę centymetrów w jednym miesiącu.
* * *
Złote promienie rozświetlały nastrój. Wiosna łagodzi wszystko. Świeży powiew i ta zieleń wychylająca się z każdego zakamarka. Kwiaty pięknie rozkwitły, żonkile- dorodna odmiana, aż ciężka od nadmiaru żółtego koloru. Delikatny zapach potrafił zawrócić w głowie. Skrywał tajemnice, wiarę w to czego nie znała. Należała do tych kobiet, które nie trafiły na miłość. Przestawały wierzyć, że coś takiego istnieje. Nie potrafiła jednak zaakceptować rozumowania swojego znajomego. Można się przyjaźnić z mężczyzną wbrew panującej opinii.
-Tego nie ma- zapewniał Kajt- Bierz przykład ze mnie. Siedzę samotnie i jest mi wygodnie. Nie oczekuję od nikogo za wiele, nie czekam na cuda. Żałuję zwierzęta, bo im nie dano rozumu. Często są zabawkami. A człowieka?- jak fajtłapa to jego wina. Miłość- wybij sobie z głowy! Od osiemnastki zaczynamy studiować tą dziedzinę. Zdany egzamin to zaprzeczenie teorii istnienia. Tłumaczy ci to żołnierz Legi Cudzoziemskiej. Szczęśliwy, nie czekający na fantazję. Wolę moje ,,lalunie”. Nacieszymy się sobą omijając uczucia.
- Kaj, dlatego tylko się przyjaźnimy i nawet jakbyś czarów użył, to ,,lalunią” nie zostanę- zaczęli się razem śmiać. Wiedzieli, że nic więcej łączyć ich nie będzie. Za to dobrze było razem powyłupiać się lub toczyć rozmowy. Nieraz na skeypie, bo to był rodzaj wiercipięty , nigdy nie było wiadomo gdzie poniesie go natura.
Przystojny, nawet bardzo. Niejednej biduli mógł zawrócić w głowie. Popełniłaby błąd, jeśli zakochałaby się i zaczęła marzyć o związku. Świetny był jako rozmówca, ale do roli męża nie pasował i nie chciał żyć w stałym związku. Joanna nigdy nie zwracała uwagi na walory zewnętrzne wiec nie robił wrażenia i pozostawał w odpowiedniej odległości.
Lubiła jego opowieści, dużo podróżował i mógł godzinami opisywać zakamarki świata. Kiedyś był w Dżibuti we wschodniej Afryce, widział to co ją interesowało. Jezioro Assal, słone, tajemnicze. Znała je od dziecka. Pojawiło się kiedyś we śnie. Zastygła szmaragdowa tafla z białym brzegiem rażącym oczy. Biel plaży i czerń nocy. Było ciemno, a ona widziała. Wokół wulkaniczne góry otaczały pustkę. Była sama, towarzyszyło uczucie- jakby już nikogo nie było. Została ona i ta woda. Nad głową trzymała muszlę. Po jakie licho- tego nie wiedziała . Bzdurny sen, ale wdarł się do świadomości i pozostawał. Pamiętała to miejsce przez wiele lat. Nie potrafiła zidentyfikować, aż do powrotu Kaja. Przywiózł solną różę i zdjęcia. Kiedy je pokazywał zesztywniała. To było to. Przypomniała sobie dokładnie. Była tam! Tylko kiedy, gdzie? Teraz miała zagadkę, której mogła nigdy nie rozwiązać. Zrzucić na fanaberie umysłu. Podczas snu wszystko dozwolone. Mózg potrafi, jak w kalejdoskopie tworzyć obrazy. Wykorzystuje fragmenty różnych sytuacji. Dziwne miejsca powstają same , a my przypisujemy do nich cale historie. Lepiej to tak tłumaczyć. Chociaż zostało w niej cos niedokończonego. Miała poszukać rozwiązania. Jeszcze nie zdawała sobie z tego sprawy.
* * *
Maki rosły w strefie awaryjnej. Czerwone płatki… uczucia- muśnięcia wilgotnych warg. Zostało w niej wiele z kobiecego instynktu. W takich chwilach była sobą - tajemnicą do której sięgał w przypływie bliskości. Mogli kochać się wiele godzin, tak dobrze było im razem. Nie zwracali uwagi na zmieniający się obraz Księżyca. Ranek zastawał rozgrzanych, spoconych, wtulonych w siebie.
Nie myślała, że można przywołać drugą młodość- spełniła się chociaż nie czekała na nią. Nie kłamała wtórując Kajowi- uczucia to zabawa dla nieodpowiedzialnych.
- Asiu nie ma czegoś takiego jak miłość. Do diabła! Jest chemia- wszystko to chemia.
- Właściwie okrutniku to masz rację- myślała wtedy.
Wiosna nie rozpieszczała. Chłodny wiatr docierał nawet przez ściany. Za oknem forsycje- złoty deszcz opadał na pobliską trawę. Joanna myślała o makach. Rozgrzewała się nimi, jak herbatą z rumem. Pomagały w zimnych godzinach. Przyjemne ciepło rozchodziło się pod skórą- wspomnienie dotyku dłoni. Zsuwały się po ciele , pieszczotliwie gładząc. Cieszyły się każdym odkrywanym zakamarkiem. Nie mogły nasycić się bliskością- Muskały piersi, brzuch, chwytały biodra.
Czy to miłość?- trudno określić. Bała się tego słowa. Tak łatwo ulec emocjom ,okaleczyć samego siebie nadając wyraz obietnicy. Powiedział, że ją kocha, słyszała już to , a potem …słowo traciło znaczenie. Swoich uczuć mogła być pewna- wiedziała co czuje, a drugiego człowieka?- z tym zawsze jest kłopot -pomyślała.
- Zwiewne płatki, delikatność niesiona podmuchem wiatru- Przypominała sobie ciepły wieczór i pole rozścielone tuż przy kolanach -ładnie wyglądała. Opalona skóra złociła się w promieniach zachodzącego słońca. W krótkiej dżinsowej sukience wyglądała pociągająco. Za nią stał Piotr- silny mężczyzna o wrażliwym usposobieniu. Spore ciało dano mu do obrony. Nikt nie przypuszczałby, ile jest wrażliwości w tak potężnym człowieku. Tworzył Niezły kontrast z kruchością jej ciała. Calineczka- tak często ją określał. Przypomniała sobie dobroduszny uśmiech Magdy, kiedy zobaczyła ich razem.
- Aśka , ale fajnie wyglądacie - Ty takie maleństwo, a on to ,, kawał chłopa”. Nie połamię Cię? … wiesz o czym myślę- tajemniczy uśmiech przyjaciółki, prowokował do zwierzeń.
- Chciałabyś dowiedzieć się więcej? Nic z tego! Powstałby słodki lukier, a nie będę dzielić się smakołykami. To jest tylko dla nas!- nie lubiła zwierzać się i opowiadać o sobie.
Kłopoty Freda wyrwały ze snów- miło rozchodzących się pod skórą. Wspominanie wchłaniało zimno i nie pozwalał czuć samotności.
- Ja chyba się powieszę- wszedł mając w oczach łzy.
- Co się stało? – Joanna przestraszyła się widząc go w takim stanie. Bała się, że naprawdę weźmie sznurek i na jakieś gałęzi zawiśnie. W ostatnim czasie rozgrywały się dziwne sytuacje. Jak podczas wielkiego krachu w USA. Tam chodziło o pieniądze, tracono całe majątki. W Polsce o dusze- można było tak pomyśleć, analizując samobójstwa dzieciaków i śmierć, która szerzyła się niespodziewanie. Właśnie w radiu podano informacje o następnym zejściu. Zamieszana w kombinacje polityczne kobieta - wolała nabój niż to dalej. Śmierć i miłość pasuje do obrazu róży, która dostajemy w prezencie. Musi być czerwona, namiętna i boli wbijając kolce. Jak zamkniecie oczu kiedy jest za wcześnie. Melodramatyczne myśli, kiczowate -tak powiedziałby teraz krytyk- Debatowała sama ze sobą. -Twardo stąpający po ziemi, tylko on nie zwróciliby uwagi , że ktoś umarł- pomyślała -Obwiniała ogólnie nie myśląc o konkretnej osobie.
- Fred siedział obok,- był nieobecny. Po policzku toczył się smutek-gęste smugi łez.
- Co się dzieje? Powiedz!- dla dodania odwagi złapała go za rękę.
- Nie mam już sił, całe życie to jak wysypisko śmieci- uciekł, gdzieś daleko, jakby szukał wspomnień.
- Nikomu nie jest łatwo. Jedni mają za wiele i szukają nie znalezionego. Inni mają pod wiatr i całe rozszarpane życie. Nic nie poradzisz trzeba przyjąć to co jest, cieszyć się. Jakieś dalej zapala światło za horyzontem.
-Mam przyjąć to mieszkanie co mi proponują? – Zapleśniałe, stęchłe i nie do użytku.
- Tak źle wygląda? A może chociaż jest duże i po remoncie będziesz miał salony- uśmiechem starła się rozładować sytuacje.
- Mniejsze od tego co miałem, bo to tylko jeden pokój. Nie wiem gdzie teraz pomieszczę meble.
- To, tylko tymczasowo. Pomyśl, że jesteś na wakacjach i taki przydzielono ci apartament. Piękna pogoda będzie dopisywać, przecież blisko do lata- Wytrzymasz już nie udawaj, że jesteś słaby. Przy pierwszym problemie załamujesz się?
- Słaby? Przeżyj najpierw to co ja i oceniaj moc charakteru. W życiorysie dominował kolor czarny, a prześwity to ja miałem, jak ci na górze się pomylili- szyderczy uśmiech mieszał się teraz ze smutkiem.
- Dostaniesz mieszkanie. Te ,to na chwilę, tylko dla bezpieczeństwa napisz pismo w którym prosisz o godne warunki do zamieszkania- nie zapomnij, żeby podpisano.
Fred lubił rozmawiać z Joanną miała dziwną umiejętność. Jej głos i sposób myślenia potrafił zdziałać cuda. Ludzie lubili powierzać jej swoje tajemnice– zrzucali smutek, mogli iść dalej. Miała artystyczną duszę- malowała obrazy. Kochała to, mogła zamknąć się w pracowni i spędzać tam wszystkie godziny wolnego czasu. Obrazy często zdobiły galerie. Tak poznała Piotra. Na jednej z wystaw, gdzie podziwiał jej zimowe pejzaże. Śnieg z niebieskim odcieniem szklił się na płótnach, a za oknem miękko okrywał drzewa i ścieżkę prowadząca do pałacu. To była najpiękniejsza wystawa. Pałac nad jeziorem otoczony sosnami. Podszedł z uśmiechem- jeszcze nie widziała, żeby ktoś tak pięknie się uśmiechał. Miękkie wargi i delikatność wzroku- to ją ujęło. Nie miała oporów, żeby rozpoczętą rozmowę , ciągnąć ją dalej w życiu. Sama nie wiedziała, co razem stworzą. Czy uda się kochać siebie? Nie zgubią nitki, która połączyła drogi? Nieraz …wątpiła- wokół tyle zła, a akurat ona miała przeżyć miłość i to prawdziwą. Miała zamieszkać w jej sercu na stałe i dać radość.
Ile myśli można przemycić podczas słuchania lub wypełniania pism, które robi się stereotypowo- właśnie przygotowywała dokumenty dla księgowej. Łatwa praca zwłaszcza jeśli już nieraz to robiła. Mózg pracuje osobno, penetruje obszary przeżyte lub wyprzedza to co może się zdarzyć. Teraz tłumaczył zmagania wewnętrzne: Fred i jego nieszczęścia, miłość której się bała. Najgorzej jak zna się wiele ludzkich natur. Nieraz traci się wiarę w człowieka. Piotr, wiedziała, że jest wspaniały i mogła mu ufać. Inni ludzie- tyle jest w nich z istot, którym nie można nadać wymiaru. Po drodze gubią siebie, przestają mieć kształt. Już nie pali się w nich to samo światełko, które ciepło rozgrzewało. Nadawało łagodny wyraz. Niszczą siebie, wykrzywiają , a potem nie wiadomo z czym się ma doczynienia .Przypomniała sobie człowieka, który miał kaprys podzielenia się tym co robił. Zapukał na GG. Rzadko otwierała taki sposób komunikatora, ale nieraz pisały koleżanki i od czasu do czasu starła się im towarzyszyć. Zaczepił tradycyjnie: witaj, skąd jesteś?- tekst ozdobiony różyczką i uśmiechem. Tak popularny, że nudny. Nie odpowiedziała za pierwszym razem. Po co męczyć siebie i rozmawiać w mało interesujący sposób : ,,cześć”, jak spędziłaś dzień?, skąd jesteś?.... Zaczął opowiadać o tym co robi- człowiek ma potrzebę akceptacji, tylko jak zrozumieć coś nienormalnego.
-Lubisz się kochać?- zapytał bez żadnego skrępowania.
-Tak, jak każdy zdrowy człowiek. Jeśli kogoś się kocha to trzeba czuć , że to nie jest zjawa. Uczucia materializują się w postaci osoby, którą wybraliśmy.
- Ale filozofujesz. Lubisz to? Tak, czy nie?- starł się zachęcić do rozmów niekontrolowanych.
-Lubię, ale tylko z mężczyzną, którego darzę uczuciem- czuła, że będzie starł się nawiązać intymną znajomość. Nie chciała i nie akceptowała internetowych,, pogaduszek” z cyklu – ,,monitorowa miłość”.
- Ja lubię się kochać, jestem długowłosy- wiesz kim są długowłosi?
-Tak hipisi, którzy prowadzą swobodny tryb życia- wyobrażała sobie w tej chwili mężczyznę w luźnej koszuli z przepaską na jasnych włosach.
- Ha, ha, ha- uśmieszki pojawiły się na ekranie.
- Z czego się śmiejesz? -zdziwienie wtargnęło w myśli Joanny.
- Zupełnie nie w tym kierunku- przewrotna żółta buźka toczyła się od linijki do linijki.
- Długowłosy, to poszukiwany ,, facet”…dobrze obdarzony, nad wymiarowo.
-Chcesz sprawdzić? Mogę zademonstrować mój rozmiar. Hrabina jest zadowolona i mówi, że takiego jeszcze nie widziała.
-Hrabina? -To twoja kochanka?
- Nie to kobieta, która szuka takich mężczyzn jak ja, a potem pilnuje- wysłał śmiejące się buźki z pokaźnym ,,cmok”.
- Nie interesuje mnie to co mówisz. Lubisz zaczepiać i prowokować dziwne sytuacje? Była wściekła na siebie. Po co odpowiedziała wariatowi, ale ciekawość to cecha, której trudno się oprzeć.
-Nieraz chcę porozmawiać z druga osobą, nie wiem …chyba każdy człowiek lubi rozmowę.
-Tak, ale na normalny temat, a nie wypytuje o intymne miejsca i jeszcze czerpie z tego przyjemność, zachęca do zwierzeń.
-To nie tak, jak w tej chwili myślisz. Robię coś złego, ale nie umiem się od tego uwolnić. Lubię ! To jest gorsze od narkotyku, bo z tego nie można się wyleczyć.
-Jesteś erotomanem i masowo podrywasz kobiety?- naiwne pytanie miało zachęcić do opisania tego, co sprawiało mu przyjemność.
-Chcesz wiedzieć co robię? – Jesteś pewna, ze potrafisz wysłuchać takich zwierzeń? Gwarantuję, że będziesz żałowała i to jest niebezpieczne.
- Teraz to chcę wiedzieć, bo co może być niebezpiecznego w tego typu wiadomościach. AIDS mnie nie zarazisz. Nigdy nie spotkam się z Tobą i kontynuować rozmów dalszych nie będę. Taki mam zwyczaj. Nie zawieram w Internecie znajomości, są nieodpowiedzialne, przesiąknięte fabryką marzeń.
- Ja też nie. Chcę, tylko porozmawiać - to mi wystarczy. Nie Nadajesz się do sexsu ze mną. Wyczuwam ciepłą kobietę, która ma prawdziwe serce, a ja takich nie lubię.
- Mną się pomiata, bije. Dobrze mi jak udaję psa, albo kona. Jedna z moich kochanek brała mnie do stajni, zaprzęgała, okładała pejczem- było wspaniale.
- Ty jesteś chory. Potrzebujesz porady psychiatrycznej- zamarła za ekranem komputera. To była czarna strefa ludzi.
-Chory? Nie! Tak lubię się kochać. Z głową w klozecie też,, lądowałem” i powiem, że było doskonale.
- Jesteś przepadkiem klinicznym , powinieneś się leczyć. Masz rodzinę? Dzieci?
-Tak mam żonę i syna, ale nigdy nie dowiedzą się o moich upodobaniach. Trzymam to w tajemnicy. Może …musze zwierzyć się ,komuś takiemu jak ty-anonimowo.
-Jak można tak robić? - Krzywdzisz siebie i rodzinę- wstręt przeszywał Joannę. Dreszcze obrzydzenia wystąpiły w postaci gęsiej skóry.
- Nie mogę się od tego uwolnić, bo to sprawia mi przyjemność. Nie tylko mnie. Hrabina włączyła mnie do programu dla znudzonych mężczyzn z pieniędzmi. To jest dopiero ,,frajda”. Znikam w sobotę i niedzielę. Co dwa tygodnie przyjeżdżam w umówione miejsce.
- W co Ty człowieku się pakujesz? – wystraszona nie wiedziała, czy przerwać rozmowę, czy uczestniczyć dalej, ale ciekawość zwyciężyła.
- Tam mnie zamykają, czekam na nich. Przyjeżdżają. Ja jestem w klatce. Potem smarują mnie czekoladą- jestem nagi. Wpuszczają wilczury… zaczynają mnie lizać. Widzę podniecone oczy tych mężczyzn i siebie…jestem zadowolony, czuję spełnienie. Nareszcie przeżywam orgazm. Nie zrozumiesz tego. Ja nie biorę za to pieniędzy. Dają Hrabinie, bo to ona prowadzi ,,interes”- ja z tego czerpie tylko przyjemność.
Joanna gwałtownym ruchem wyłączyła komunikator. Nie mogła pomóc. Czarna strona ludzkiej natury w tym przypadku mogła jej zaszkodzić. Są ludzie nad którymi nie można się litować. Rozmyślała nad uczuciami. Tyle jest kolorów, a niektóre przerażają. Skąd biorą się te złe? Może za wiele w nas znudzenia? Szukamy czegoś nowego. Zatracamy granice człowieczeństwa. Potem nie ma już nic z nas samych. Zostaje wstręt i brak nazwy dla istoty, która miała być człowiekiem. |
|