| judzin |
|
|
 |
| Dołączył: 25 Sie 2006 |
| Posty: 23 |
|
|
|
 |
 |
 |
|
Der Handschuh
Vor seinem Löwengarten,
Das Kampfspiel zu erwarten,
Saß König Franz,
Und um ihn die Großen der Krone,
Und rings auf hohem Balkone
Die Damen in schönem Kranz.
Und wie er winkt mit dem Finger,
Auf tut sich der weite Zwinger,
Und hinein mit bedächtigem Schritt
Ein Löwe tritt,
Und sieht sich stumm
Rings um,
Mit langem Gähnen,
Und schüttelt die Mähnen,
Und streckt die Glieder,
Und legt sich nieder.
Und der König winkt wieder,
Da öffnet sich behend1)
Ein zweites Tor,
Daraus rennt
Mit wildem Sprunge
Ein Tiger hervor,
Wie der den Löwen erschaut,
Brüllt er laut,
Schlägt mit dem Schweif
Einen furchtbaren Reif,
Und recket die Zunge,
Und im Kreise scheu
Umgeht er den Leu
Grimmig schnurrend;
Drauf streckt er sich murrend
Zur Seite nieder.
Und der König winkt wieder,
Da speit das doppelt geöffnete Haus
Zwei Leoparden auf einmal aus,
Die stürzen mit mutiger Kampfbegier
Auf das Tigertier,
Das packt sie mit seinen grimmigen Tatzen,
Und der Leu mit Gebrüll
Richtet sich auf, da wird's still,
Und herum im Kreis,
Von Mordsucht heiß,
Lagern die gräulichen2) Katzen.
Da fällt von des Altans3) Rand
Ein Handschuh von schöner Hand
Zwischen den Tiger und den Leun
Mitten hinein.
Und zu Ritter Delorges spottenderweis
Wendet sich Fräulein Kunigund:
»Herr Ritter, ist Eure Lieb so heiß,
Wie Ihr mir's schwört zu jeder Stund,
Ei, so hebt mir den Handschuh auf.«
Und der Ritter in schnellem Lauf
Steigt hinab in den furchtbarn Zwinger
Mit festem Schritte,
Und aus der Ungeheuer Mitte
Nimmt er den Handschuh mit keckem Finger.
Und mit Erstaunen und mit Grauen
Sehen's die Ritter und Edelfrauen,
Und gelassen bringt er den Handschuh zurück.
Da schallt ihm sein Lob aus jedem Munde,
Aber mit zärtlichem Liebesblick -
Er verheißt ihm sein nahes Glück -
Empfängt ihn Fräulein Kunigunde.
Und er wirft ihr den Handschuh ins Gesicht:
»Den Dank, Dame, begehr ich nicht«,
Und verlässt sie zur selben Stunde.
Friedrich Schiller
--------------------------------------------------------------------
RĘKAWICZKA
Mickiewicz Adam
POWIASTKA
(Z Szyllera)
Chcąc być widzem dzikich bojów,
Już u zwierzyńca podwojów
Król zasiada.
Przy nim książęta i panowie Rada,
A gdzie wzniosły krążył ganek,
Rycerze obok kochanek.
Król skinął palcem, zaczęto igrzysko,
Spadły wrzeciądze; ogromne lwisko
Zwolna się toczy,
Podnosi czoło,
Milczkiem obraca oczy
Wokoło,
I ziewy rozdarł straszliwie,
I kudły zatrząsł na grzywie,
I wyciągnął cielska brzemię,
I obalił się na ziemię.
Król skinął znowu,
Znowu przemknie się krata,
Szybkimi skoki, chciwy połowu,
Tygrys wylata.
Spoziera z dala
I kłami błyska,
Język wywala,
Ogonem ciska
I lwa dokoła obiega.
Topiąc wzrok jaszczurczy
Wyje i burczy;
Burcząc na stronie przylega.
Król skinął znowu,
Znowu podwój otwarty,
I z jednego zachowu
Dwa wyskakują lamparty.
Łakoma boju, para zajadła
Już tygrysa opadła,
Już się tygrys z nimi drapie,
Już obudwu trzyma w łapie;
Wtem lew podniósł łeb do góry,
Zagrzmiał - i znowu cisze -
A dzicz z krwawymi pazury
Obiega... za mordem dysze.
Dysząc na stronie przylega.
Wtem leci rękawiczka z krużganków pałacu,
Z rączek nadobnej Marty,
Pada między tygrysa i między lamparty,
Na środek placu.
Marta z uśmiechem rzecze do Emroda:
"Kto mię tak kocha, jak po tysiąc razy
Czułymi przysiągł wyrazy,
Niechaj mi teraz rękawiczkę poda".
Emrod przeskoczył zapory,
Idzie pomiędzy potwory,
Śmiało rękawiczkę bierze.
Dziwią się panie, dziwią się rycerze.
A on w zwycięskiej chwale
Wstępuje na krużganki.
Tam od radośnej witany kochanki,
Rycerz jej w oczy rękawiczkę rzucił,
"Pani, twych dzięków nie trzeba mi wcale".
To rzekł i poszedł, i więcej nie wrócił.
-------------------------------------------------------
Fryderyk Schiller
Rękawiczka
(Der Handschuh)
Przed lwią zagrodą,
czekając na fanfary co do walki powiodą,
Król Franc w fotelu się rozpina;
obok niego najwięksi w królestwie,
na balkonu podeście,
damy cudne a w środku jego delfina.
A on w palce prztyka obydwoje,
otwierają się zagrody podwoje,
na podwórze jakby w myślach powodzi,
lew wychodzi.
Okiem łypie, marszczy czoło,
wokoło.
Nareszcie poziewa,
grzywą powiewa,
przeciąga się bez strachu
i kładzie się w piachu.
Na króla nowe znaki,
zasuwa ze zgrzytem spada;
nowa się furta otwiera,
z niej wypada,
tygrys dzikimi skoki
i do ziemi przywiera.
Zoczył lwa i na to,
zaryczał paszczą zębatą,
biczem ogona powietrze bije,
koła nim kreśli, napręża szyję,
język wywala szeroki.
Okrąża lwa,
co w bezruchu trwa;
mruczy okrutnie,
napina się butnie
i w pyle kładzie swe kłaki.
Król znowu ręką macha;
jak strzały,
dwa lamparty się z klatki wyrwały,
i pewne tego kto wygra,
rzuciły się na tygra,
ten wziął je w swe straszliwe łapy;
lew wtedy ryknął mocą swego ciała,
wstał krótko na nogi i.... cisza nastała.
I dookoła,
marszcząc swe mordercze czoła,
wylegują się krwiożercze koty.
I nagle spada z okolic krużganka,
biała rękawiczka, znak to dla kochanka;
między łeb kudłaty a tygrysa pręgi,
dwa ogromne cielska wzięły ją w obcęgi.
I zaraz do rycerza siedzącego z boku,
panna Kunigunda przemawia wśród gości:
„Szlachetny Delorgesie, zapewniasz od roku
o swojej do mnie miłości.
Podnieś rękawiczkę i złóż na mej dłoni.”
I rycerz w pośpiechu goni,
schodzi w te straszliwe szańce,
pewnymi kroki,
mija zwierząt dyszące boki,
i bierze rękawiczkę w swe odważne palce.
W podziwie i w niewierze,
spogladają damy i szlachetni rycerze,
on trofeum spokojnym wynosi ramieniem.
Pochwał płynie struga obfita
a szczególnym miłosnym spojrzeniem,
zwiastującym szczęścia spełnienie,
panna Kunigunda go wita.
Lecz on rzuca jej rękawiczkę w lico:
„Podziękowań nie oczekuję, dziewico”
i odchodzi, i już tu nie zawita.
Tłumaczył Eugen Jelonek (judzin),
Krzyżowa Dolina, marzec 2004 |
|