Forum

login.php profile.php?mode=register faq.php memberlist.php search.php ./.


Forum Strona Główna » EROTYKA » Shibbi "POLICZONE DRZEWA (2)" /przeniesione
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
Shibbi "POLICZONE DRZEWA (2)" /przeniesione
PostWysłany: Sob Cze 03, 2006 10:27 am Odpowiedz z cytatem
Christine
administrator
Dołączył: 13 Wrz 2005
Posty: 2463
Skąd: Gdańsk




Autor: Shibbi

Policzone drzewa (2).
Czerwony pasek


Lipiec minął na częstszych odwiedzinach służbowych, sztucznych i poplątanych rozmowach dotyczących spraw też służbowych, kradzionych spojrzeniach, mocniejszych uściskach dłoni podczas normalnie – nienormalnie częstych powitań i pożegnań - też służbowych.
Za każdym razem czułam, jak przetrzymuje moją w swojej! Chociaż sekundę, chociaż ułamek. Nieustanne pożyczanie długopisu było okazją dotknięcia skrawka palca i realizacją wytęsknionego dotyku. Uruchomiliśmy w sobie nadajniko – odbiorniki, a po kilku dniach już swojskie „Enigmy”. Bez słów rozszyfrowywałam każdy gest, spojrzenie, zatrzymanie, niby omyłkowy powrót po kilka razy potwierdzoną, a iks razy zaklepaną sprawę. A wszystko w jednym i jedynym celu, żeby tylko pobyć jeszcze sekundę razem. Nie wierzyłam jak wychodził. Wiedziałam, że zaraz będzie z powrotem – i dobrze wiedziałam. Był! Znowu się żegnał. Nie drżałam. Słabłam! Wymiękałam – jak to się dzisiaj celnie określa. Ale po nic innego nie żyłam, tylko po to, dla tych sekund, dla tych mgnień, dla tych wyjść i wejść.
Jednak żadne z nas nie wychylało się. Tylko oczy parzyły rozpaczliwą tęsknotą. On wył, ja jęczałam i byłam pewna, że ułamkosekundowe gesty są niezauważalne dla nikogo. Po którejś normalnie – nienormalnej wizycie Baśka zapytała:
– Umówicie się wreszcie, czy ma mnie tu szlag trafić patrząc na was!
– Że niby czemu ma Cię trafić?, co się dzieje takiego szlakowego? – rżnęłam głupa i patrzyłam mojej przyjaciółce z najszczerszym fałszem w oczy.
– Jak długo masz zamiar żyć w tym kłamstwie? – spytała ,
– Nie wiem – szepnęłam – właściwie ile się da, no i i i szkoda, że dla ciebie to kłamstwo, bo dla mnie nie – stęknęłam - wiesz w jakiej on jest sytuacji.
– Wiem, ale macie jedno życie i musisz zadecydować. Nie jestem mądralą – cedziła – nie byłam w takiej sytuacji jak ty, jak wy, - poprawiła - ale wam zazdroszczę. Znowu masz po co żyć! A ja dalej nie. To stara widać. On ma pierdla, a ty nie mniejszego. Nie wiem, na co czekacie? – już miękko i ciepło zakończyła swoje wywody.
– Jakie jedno?, jakie życie?, o czym mam zadecydować?, nie piernicz Bacha! On ma swoją rodzinę. Może fatalną, może beznadziejną łącznie z żoną, teściową i pradziadkami, nie wiem i nie chcę wiedzieć! Nie chcę wiedzieć o niczym! Wystarczy to, co wiem . . . i to i i i, to wystarczy za wszystko – wystękałam duszącą mnie prawdę z żalem i goryczą, a nawet pretensją do nie wiadomo kogo. Ja też mam rodzinę – beczałam na całego – pieprzyć męża, którego nawet żeby nie wiem co, to nawet zdradzić się nie da, bo jak zdradzić faceta dla którego nie istniejesz i vice versa?, ale dzieci i to dorosłe? Nie, nie to nie ma szans najmniejszych. Muszę uciekać od tego wszystkiego, a szczególnie od niego, może nam przejdzie. Wiesz, że tylko cud nas uratuje – wycierałam czym się da mokre policzki i otrzepywałam łzy z wytuszowanych rzęs.
– Idiotka jesteś!, nie mówię żebyś za mąż wychodziła za niego, tylko żebyś się umówiła. Ile jeszcze chcesz żyć w tej swojej małżeńskiej samotności? On chyba w takim samym błocie się ciapie jak ty. Cud, to jest taki żeście się odnaleźli, a na dnie piekła się znajdziecie jak tego nie wykorzystacie. To jest grzech zaniedbania idiotko skończona, za nied ba nia – prawie wykrzyczała.
– Nie! – powiedziałam stanowczo – co nie znaczy że nie masz racji, ale nie! To za wielka odpowiedzialność. Jakby nas ktoś zobaczył razem, a doniósł tam gdzie trzeba ludzie rozszarpali by nas na strzępy, a mnie pierwszą. Wiesz jaka jest mentalność – facetowi się wybacza, przecież to chłop, a baba - to kurwa jedna i na stos z taką. Ucieknę od tego, od niego i ty też się módl żeby nam przeszło.
– Jak chcesz, ale idiotką to jesteś i to pechową idiotką.


W drodze powrotnej z pracy zaprosiłam ją na piwo. Od poniedziałku miałam urlop. Poplotkowałyśmy jeszcze trochę. Przyznała mi rację z tymi ludźmi i z rozszarpaniem, ale w końcu i tak zaszeregowała mnie do idiotek. Niech jej będzie, a ja swoje wiem.

Cały sierpień liczyłam dni. Bałam się powrotu do pracy, a jednocześnie tęskniłam za nim do szaleństwa. Był pod moimi powiekami, w sercu, we śnie i marzeniach. Wszędzie.

Wreszcie wróciłam. Jak to po urlopie – nawet własne biurko się inne wydaje łącznie z Baśką, która cieszy się, z mojego powrotu i końca samotni biurowej. Ona za tydzień idzie na cały miesiąc laby, a dzisiaj gęba się jej nie zamyka, nie może nadążyć z opowiadaniem wydarzeń, których nie byłamn świadkiem.
– Wiesz – zaczyna z nabrzmiałej beczki – wiesz, że jak się dowiedział że jesteś na urlopie, to zdenerwował się tak, że złamał długopis. Żal mi go było, nie wiedziałam, że mu nic nie powiedziałaś. Ale nie pytał ani o telefon, ani o adres. Nic. Tyle tylko że go do dzisiaj nie było. Nie kontaktował się z tobą?
– Nie, i ma szczęście, że nie, bo mi trochę przeszło i daj Boże że jemu też.
– Jak jemu przeszło, to ja jestem ksiądz – śmieje się moja przyjaciółka, puszcza do mnie porozumiewawczo „oko” i oświadcza szczerze, że jest wykończona pracą w samotności i w związku z tym już od dzisiaj nie będzie nic robiła. Dotrzyma mi towarzystwa i na tym finito.
– Przeze mnie możesz do końca świata nic nie robić – śmiejemy się obie, bo jest nam wesoło.
W tym momencie w drzwiach staje Imil – serce mi przestało bić, wymiękam. Baśka wita się z nim, zagaduje i w ogóle jest szczęśliwa z jego wejścia, ale ja nic nie słyszę widzę tylko gesty, szumi mi w uszach czy w głowie nie wiem! Świat wiruje. Siedzę i gapię się w niego bez słowa.
– Urlop się udał? – wita się ze mną i przytula mnie mocno do siebie ale to szczere i serdeczne przytulenie, bez jakichkolwiek podtekstów. Patrzę mu w oczy i widzę w nich ten sam błysk co na Rynku Krakowskim, wtedy w nocy. Czuję ciepły przypływ szczęścia, to cudowne uczucie być szczęśliwą, a ja jestem.
Wracają chwile pocałunków, do których domajstrowywuję sobie sceny erotyczne.Nie przeszkadza mi wcale, że jest biały dzień na dodatek w godzinach pracy, ani to że siedzę przy biurku ubrana.
Właściwie mnie w tym biurze nie ma, tu siedzi moje ciało ziemskie, astralne jest rozebranie i przytulone do niego.
Może przejmowałam jego myśli?, bo plątały mi się po głowie tylko i wyłącznie sceny erotyczne i to nie z jakiegoś tam filmu–w każdej z nich bohaterami pierwszoplanowymi byliśmy my: ja z Imilem.
Poddałam się fantazji i muszę się przyznać, że było mi dobrze. Otaczająca mnie rzeczywistość nie istniała, a ja byłam najszczęśliwszą osobą na planecie Ziemia.

Nie wiem ile to trwało? Jak wyszedł, Baśka zapytała:
- pokłóciłaś się z Imilem? czy co?
A ja, jak po powrocie z Księżyca:
- coś ty, a co się stało?
- No, niby nic, ale nie odpowiadałaś na jego pytania, nie odezwałaś się słowem to poszedł.
- Przecież ja nie słyszałam żadnych jego pytań. Nie słyszałam, żeby coś mówił.
No właśnie, mnie tu nie było, ale nikt mi nie zarzuci, że nie byłam z nim.
Wyszłam z pracy, wsiadłam w samochód i jadę do domu. Po drodze zatrzymał mnie Imil. Zjechałam w zatoczkę – wysiadłam.
- Stało się coś?
- Jedź za mną, bardzo cię proszę – powiedział.
- Nie ma sprawy.
Bez zastanowienia pojechałam, ale noga na pedale gazu trzęsła mi się, jak do prądu podłączona. Panowałam nad sobą ile mogłam, przecież to ulica i nie tylko ja z niej korzystam.
Opamiętałam się na parkingu obok jakiegoś przydrożnego zajazdu. Żeby do mnie strzelali nie wiem czy jechałam w stronę Krakowa czy Zakopanego, bo tylko tyle wiedziałam, że to ta droga.
Wysiadłam już trochę spokojniejsza.
Objął mnie ramieniem i przytulił do siebie, ale to nie była zachłanność chuci, on sercem mnie przytulał. Szliśmy w kierunku kawiarnianego tarasu, a on półgłosem mówił
- ty moja ukochana dziewczyno, czy ty wiesz – ciągnął spokojnie - że ja przez ten miesiąc twojego urlopu nie myślałem o niczym innym tylko o spotkaniu z tobą? Czy wiesz, że nie mogę spać, jeść, pracować, bo każda myśl jest obok ciebie? Przytula mnie coraz mocniej i serdeczniej i cieplej i czulej, a ja czuję, że robi mi się mdło. I co dalej z tym robić? Jak ja mam żyć bez ciebie? Ja już chyba nie umiem, a trzeba - mówi jakby sam do siebie, ale to nie zarzuty, jest w tym smutek i bezradność.
Mam ściśnięte gardło, nie mogę wystękać ani słowa, on objął mnie i przytulił. Po chwili poczułam jego łzy na moim uchu i policzku.
Rozryczałam się na całego. Miałam za ciężkie ręce, żeby mu się „powiesić na szyi” objęłam go w pasie i tak żeśmy stali przytuleni i ryczeli oboje.
Sprowadził nas na ziemię kelner:
- czy państwo sobie coś życzą?
- oj życzą sobie, życzą młody człowieku, już swoim poczuciem humoru zagadał go Imil. Butelkę szampana mrożonego prosimy,
- oczywiście, już podają – skwitował zadowolony.
Ruch był zerowy, sezon się skończył. Byliśmy prawie w tym zajeździe sami.


Usiedliśmy przy stoliku, pod parasolem, a widok był czarowny. Jeszcze zielone pastwiska, a zbocza w dolinach i pagórki plackowato rdzawo – żółte, plackowato zalesione, a nad tym króluje panorama Tatr. Totalny odlot, szaleństwo wzrokowe, uczta duchowa.
Milcząc otarłam łzy, zapaliłam oczywiście papierosa, ale nie milczałam sama - on też. Ale był odważniejszy niż się spodziewałam.
- Słuchaj skarbie – powiedział ciepło. Przepraszam za tę scenę przed chwilą, ale wiem, że nie obraziłaś się?
- za co? szepnęłam uśmiechajac się przez łzy,
- pozwolę ci dopalić papierosa – a potem, czy ty mi na coś pozwolisz? Spytał,
- na wszystko – powiedziałam wycierając zasmarkany noc,
- słuchaj moja kochana, nie wiem jak i kiedy, wiem tylko gdzie się w tobie zakochałem i to mocno. Tak, mocno. Tak mocno, że chwilami sam się dziwię, że stać mnie jeszcze na takie uczucie. Życie nabrało sensu i znowu jest cel, choć ja nie mam już prawa do takiej miłości. Wiem, że dla mnie już za późno.
- Chciałbym być z tobą – westchnął - ale to nie możliwe.
Zgódź się. . . . (patrzy mi w oczy miłosiernie), proszę cię na wszystko, spędź ze mną chociaż jeden dzień i jedną noc. Zlituj się nade mną. Ja wszystko zorganizuję. Nikt się nie dowie. Muszę z tobą TO przeżyć, będę miał po co żyć.
- Boję się – wyszeptałam - o ciebie się boję, nie o siebie, wiesz dlaczego? – i rozpoczęłam pieprzyć jakieś niemiłosierne głupoty, które podpierałam moralnością, etyką, etykietą, etykietką, zapałką i wszystkim co mi przyszło na myśl. - Nie! Nie i koniec. To głupie.
Ale sama nie wierzyłam w swoje słowa. Mało, złapałam się na tym, że przestraszyłam się ich. Boże – myślałam w duszy – Boże niech on tego nie bierze na serio, niech chce dalej tej jednej nocy, przecież ja się zgodzę wreszcie, ja też jej chcę!
Patrzył na mnie błagalnym wzrokiem, już mnie nie rozbierał, nie grzeszył. Błagał, żebrał o to co inni mężczyźni dostają od kochających kobiet.
Wypaliłam papierosa i powiedziałam równie stanowczo, jak ostatnie „nie”:
- możesz wszystko – korzystaj z okazji bo wiesz jaka jestem wariatka, coś mi się poplącze w głowie, żaświta i znowu się wycofam, ale na razie korzystaj póki mówię to co mówię, bo nie ręczę za siebie co powiem za chwilę, a teraz jestem gotowa na wszystko. Popatrzyłam mu w oczy –
- czekaj moment - zerwał się z krzesła, pobiegł do kawiarni. Wrócił z zapakowanym w białą serwetę szampanem i jeszcze jakimś pakunkiem. Postawił cały ten bagaż na stoliku. Podszedł do mnie. Wziął mnie prawie na ręce. Wtulił się we mnie i zaniósł do swojego samochodu. Wrócił po moją torebkę i pakunek. Siedzieliśmy w jego samochodzie. Wsadził kluczyki do stacyjki.
- A co z moim autem?, zapytałam od niechcenia, prawie jak bym zostawiała pudełko zapałek,
- zapłaciłem, tu jest całą dobę czynne, facet będzie pilnował. Wrócimy jutro o tej samej porze,
- a co z pracą? przecież ja jutro mam na siódmą i co powiem w domu? ( co prawda w domu jestem tylko ON – dzieci nie ma),
- z pracą załatwiłem dzisiaj – masz wolne wypisali ci urlop, w domu powiesz co chcesz.
Ruszamy.
Ja nie pytam gdzie? Jak? Po co? (choć to akurat wiem!).

Myśli mi się kotłują, jak pchły w betoniarce. Imil co parę minut bierze moją rękę i czule całuje. Za każdym pocałunkiem mówi:
- nie wiesz, co to dla mnie znaczy, jaki jestem ci wdzięczny, jak mi przedłużasz życie, będę długo żył, bo bardzo zachciało mi się żyć.
Jestem rozbrojona i przeszczęśliwa. Przecież ja też go kocham najbardziej jak tylko można. Oddałam mu się w marzeniach parę tysięcy razy. Nawet nie wiem czy chciał tego czy nie, kochałam się z nim w mojej wyobraźni z największą namiętnością i czułością. I myślałam, że sprawa jest obopólnie załatwiona.
Suma sumarum: szalona wariatka !
Tak pi razy oko zorientowałam się, że jedziemy w stronę Zakopanego ale nie całkiem. Na pewno nie było bliżej Krakowa. On musiał gdzieś po drodze zboczyć do jakiejś wioski, ale ja się nie zorientowałam w którym momencie. Nie pytam o nic.

Zwalniamy, skręcamy w jakieś podwórze, jest już szarówka około dwudziestej. Czekam w samochodzie. Gospodarz góral z krwi i kości wita się z nim serdecznie zaciągając gwarą góralską, słyszę jak mówi:
- panocku szanowny, wszytko mocie przygotowane jakeście kcieli.
Imil dziękuje. Wchodzimy do domu, mam iść po schodach na górę.
Domek jest jak na góralski dość nowoczesny. Drewniany w środku, ale klamki, okucia, światło na schodach, okna raczej współczesne, a łazienka to już zupełnie hotelowa. Domyślam się, że był tu wcześniej i wszystko załatwił, bo chyba u swoich znajomych nie wynająłby pokoju w wiadomym celu.
Pokój jest śliczny, duży z balkonem pełnym kwiatów.
Ledwo Imil przekręcił klucz w drzwiach, jak zawisłam mu na szyi. Całowaliśmy się w objęciach ja na rynku krakowskim dwa miesiące temu.
- Czekaj – powiedział, bo ja tu mam niespodziankę. Wolisz iść pierwsza pod prysznic czy ja mam to zrobić?
- wolę iść druga – powiedziałam,
- dobrze, to ja już idę bo szkoda każdej sekundy.
Imil śpiewa w łazience ...”ale to już było i znowu wróciło o, o, o przeciąga.........”.Bucha szczęściem, a moje szczęście przechodzi w błogość. To dziwny stan, ale warto dać się w niego zepchać.
Rozglądam się po pokoju, w którym jest coraz bardziej ciemno. Nagle oślepia mnie światło z otwartych drzwi łazienki. Teraz kolej na mnie. Nie pytam o żadne koszule nocne i inne akcesoria łóżkowe. Łazienka jest luksusowa widać przygotowana na nasz przyjazd. Na wieszaku mało, że jest wybór pięknych ręczników w różnych wielkościach, to obok wisi śliczny liliowy damski szlafrok – raczej taki ekstra niż przeciętny. Na półeczce, ale tak żebym musiała widzieć – są nowe w opakowaniu majteczki (a jakże mój rozmiar), rajstopy i damskie kosmetyki- łącznie z wacikowymi płatkami do twarzy. Biorę prysznic podczas którego słyszę, jak Imil radośnie śpiewa w pokoju
. . . . bo do przodu wciąż wyrywa . . . . puka do łazienki, kuka jednym okiem,
- skarbie jak to było dalej. . .?
- „głupie serce” podpowiadam roześmiana,
jest przeszczęśliwy, widzę i czuję jego radość.
Prysznic dobrze mi robi. Wyłażę, natarłam się trochę emulsją do ciała, zmyłam twarz tonikiem zawinięta w szlafroczek wychodzę i nie wierzą własnym oczom. Na stole, który dwadzieścia minut temu był tylko obrus stoi bukiet z kilkunastu czy kilkudziesięciu róż – po prostu snopek różany. Pachnie jak w oranżerii, oczy mi się śmieją i jestem zaskoczona, że dech mi zapiera. Na środku stoją dwie świece – śliczne srebrne, a właściwie brokatowe kule, obok stoi nasz szampan z zajazdu i dwa kieliszki kryształowe z maleńkimi wianuszkami z mikroskopijnych kwiatuszków na nóżce.
Imil dumny jak paw nalewa szampana obcałowując w międzyczasie moje ramiona nie okryte szlafroczkiem, który okazało się jest na szeleczkach, nie ma guzików tylko się zakłada, taki uniwersalny na każdy rozmiar. Pozwalam mu na wszystko, sobie z resztą też.
- poczekaj, jeszcze nie pij,
nie piję, trzymam ten cudnie udekorowany kieliszek w ręce i czekam. Czas przestał istnieć, znowu przenieśliśmy się w inną rzeczywistość, inny wymiar.
Imil stawia na rogu stołu swój kieliszek, obejmuje mnie tak, że czuję jego bicie serca, obsypuje pocałunkami, ale delikatnie, że aż nie przystoi ta czułość takiemu kawałkowi chłopa, bierze mnie na ręce, sięga po swój i niesie w kierunku łóżka. Łagodnie mnie stawia, przytula, znowu całujemy się wypijamy łyczek szampana i znowu i tak kilkanaście razy.
Nagość z mężczyzną nie jest moją powszedniością. Powinnam się czuć skrępowana, a ja – ja zachowuję się po mistrzowsku, jakbym miała świadectwo z czerwonym paskiem od światowej sławy kurtyzany. Bawię się nami - z nim.
_________________
Szczęście jest wtedy
gdy się ma zdrowie
i i i krótką pamięć WinkWinkWink

Ostatnio zmieniony przez Shibbi dnia Pon 7:13, 26 Wrz 2005, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Numer Gadu-Gadu
christine
Administrator


Dołączył: 14 Sie 2005
Posty: 1419
Ostrzeżeń: 0/5


PostWysłany: Pon 0:11, 26 Wrz 2005 Temat postu: Odpowiedz z cytatem
Policzone drzewa (2).
Czerwony pasek-

Lipiec minął na częstszych odwiedzinach służbowych, sztucznych i poplątanych rozmowach dotyczących spraw, także służbowych, kradzionych spojrzeniach, mocniejszych uściskach dłoni podczas normalnie – nienormalnie częstych powitań i pożegnań, także służbowych.
...
Za każdym razem, gdy byiśmy razem czułam, jak przetrzymuje moją w swojej! Chociaż sekundę, chociaż ułamek. Częste pożyczanie długopisu było okazją dotknięcia skrawka palca i realizacją wytęsknionego dotyku. Wymiękałam – jak to się dzisiaj celnie określa. Ale nie żyłam, dla niczego innego, tylko po to, dla tych sekund, dla tych mgnień, dla tych wyjść i wejść.
...

– Poplotkowałyśmy jeszcze trochę. Przyznała mi rację z tymi ludźmi i z rozszarpywaaniem, ale w końcu i tak zaszeregowała mnie do idiotek. Niech jej będzie, a ja swoje wiem.
...


No właśnie, mnie tu nie było, ale nikt mi nie zarzuci, że nie byłam z nim.
Wyszłam z pracy, wsiadłam do samochodu i jadę do domu. Po paru kilometrach samochód Imila zajechał mi drogę.
...
- oj życzą sobie, życzą młody człowieku - Imil zagadał go ze swoim poczuciem humoru . Butelkę szampana mrożonego prosimy,
...

Pokój był śliczny, duży z balkonem pełnym kwiatów.
Bawię się - z nim - doskonale.

Ostatnio zmieniony przez christine dnia Czw 12:04, 29 Wrz 2005, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Shibbi



Dołączył: 15 Sie 2005
Posty: 838
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: spod Bani i Maciejowej

PostWysłany: Pon 7:23, 26 Wrz 2005 Temat postu: Odpowiedz z cytatem
dzięki christine - !!!
Nie zgadzam się tylko z ostatnią poprawką. Moi bohaterowie nie bawią się ze sobą - bawią się sobą, a to dla mnie różnica.
Bawię się z nim - dla mnie to informacje o partnerze do tańca, zabawy i towarzystwa zaplanowanego czy aktualnego.
Mówiąc nami - widziałam przenikniętą sobą parę, której pełne pieszczot głaski i dotyki, rozkoszna gra spojrzeń, zwiadowczy spacer po ciele i duszy-a jednak pełen zaufania i oddania, bez cienia zagrożenia, że coś nie tak - pozwala na zazdrość niewidzialnych obserwatorów.
Zachwyt sytuacją był obustronny i obustronnie aktywna nią i w niej zabawa - która jednak nie miała nic wspólnego z beztroską, a była raczej pielęgnacją mgnień, które z założenia i rozsądku miały być pierwsze i ostatnie.

Tak chciałam to wyrazić - może za wielki to skrót - ale jakby czytelnik chociaż trochę tego odszyfrował - to szczeście po mojej stronie. Tu jest trochę szyfru - ale inaczej nie umiałam----------- i stąd te skróty.
_________________
Szczęście jest wtedy
gdy się ma zdrowie
i i i krótką pamięć WinkWinkWink
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Numer Gadu-Gadu
christine
Administrator


Dołączył: 14 Sie 2005
Posty: 1419
Ostrzeżeń: 0/5


PostWysłany: Pon 9:23, 26 Wrz 2005 Temat postu: Odpowiedz z cytatem
Shibbi, poprawiłam tylko to, co trzeba było, bo umknęło twojej uwadze - to normalka:)
A co do ostatniego zdania - właśnie tak je powinnaś poprawić, jak u góry, rozwijając swoją myśl, bo po tym skrótowym zdaniu, jakie jest na końcu rozdziału, niic nie wynika, albo wynika za mało.
A wogóle do cudne to jest. U czyta się z wypiekami na policzkach.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Shibbi



Dołączył: 15 Sie 2005
Posty: 838
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: spod Bani i Maciejowej

PostWysłany: Pon 9:44, 26 Wrz 2005 Temat postu: Odpowiedz z cytatem
TAK jest ------------ Pani Kierowniczko!

Dziękuję kochana - wiem, że masz rację - ja to totalnie inaczej widzę - a w ogóle mam taki miszungk w łepetynie, że piszczy . . idę na cmentarz - może mi się ułoży co nieco, bo "siwy dym" - jak to górale mówią na taki bajzel, normalnie w pale się nie mieści Embarassed Embarassed Embarassed ).
A w ogóle niepotrzebnie zaczęłam poprawiać i TAK się męczę jak dusza w czyścu. Ale jest jeszcze siedem stron i będzie dzisiaj reszta.
_________________
Szczęście jest wtedy
gdy się ma zdrowie
i i i krótką pamięć WinkWinkWink
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Numer Gadu-Gadu
dziewczynazperłą



Dołączył: 17 Wrz 2005
Posty: 709
Ostrzeżeń: 0/5


PostWysłany: Czw 11:46, 29 Wrz 2005 Temat postu: Odpowiedz z cytatem
ale to się czyta sprintem dosłownie!
Shibbi jak Ty to robisz że potrafisz napisać całą prawdę bez owijania w bawełnę w taki sposób że optymizmem pachnie
i nawet najsmutniejsze najtrudniejsze nie boli
usmiałam sie oczywiście slodko przy kradzionych spojrzeniach pożyczaniu długopisu pchłach w betoniarce głuchocie bohaterki nóżce do prądu podłączonej świadectwie z czerwonym paskiem i grzechu zaniedbania" o tak! to byłby dokładnie taki grzech gdyby nir publikowac Twoich opowiadań
mnie sie chce żyć po Twoim gadaniu slodkim;)
optymistko zaczarowana
może Ty jaka psychologie kończyła albo cuś...????

żyłam, tylko po to, dla tych sekund, dla tych mgnień, dla tych wyjść i wejść. "Wink)

Właściwie mnie w tym biurze nie ma, tu siedzi moje ciało ziemskie, astralne jest rozebranie i przytulone do niego"

rozpoczęłam pieprzyć jakieś niemiłosierne głupoty, które podpierałam moralnością, etyką, etykietą, etykietką, zapałką i wszystkim co mi przyszło na myśl. "
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
dziewczynazperłą



Dołączył: 17 Wrz 2005
Posty: 709
Ostrzeżeń: 0/5


PostWysłany: Czw 11:51, 29 Wrz 2005 Temat postu: Odpowiedz z cytatem
Bawię się nami - z nim."

co do tego zdania to mocne jest wielki smutek głęboki tnie serducho
pieknie zamyka wszystko


zdradzić się nie da, bo jak zdradzić faceta dla którego nie istniejesz i vice versa?, "

Ostatnio zmieniony przez dziewczynazperłą dnia Czw 14:32, 29 Wrz 2005, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
wojtstyp



Dołączył: 17 Sie 2005
Posty: 287
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z Puszczy Knyszyńskiej

PostWysłany: Czw 12:12, 29 Wrz 2005 Temat postu: Odpowiedz z cytatem
Po dość długim okresie braku czasu w końcu i ja się zabrałem za drugą część. Pierwsze wrażenia: fajna Exclamation , w Twoim stylu, cokolwiek by miało to oznaczać Very Happy . Początek bym zmienił, przynajmniej tak jak proponowała Christi. Trochę bym przerrobił "nawet własne biurko się inne wydaje łącznie z Baśką" i "jak jemu przeszło to ja jestem ksiądz" na "zakonnica" i puszczanie oka bez porozumiewawczo, bo to się rozumie samo przez się.
A tak w ogóle to upierdliwy się ostatnio stałem i może się czepiam bez powodu Very Happy
_________________
bo ja jestem z lasu i już
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Dominikdano



Dołączył: 16 Wrz 2005
Posty: 125
Ostrzeżeń: 0/5


PostWysłany: Pią 15:26, 30 Wrz 2005 Temat postu: Odpowiedz z cytatem
Właściwie nie jestem obeznany z tego typu literaturą i nie wiem jakimi zasadami się kieruje. Pierwsza część zrobiła na mnie wrażenie. Lubię gdy w opowieści są jakieś retrospekcje i nawroty do innych chwil i sytuacji. Daje to bardzo dużo i pisarzowi i czytelnikowi. Czasoprzestrzeń się jakby rozrasta, wszystko żyje. Można też więcej popsychologizować. Postacie są bardziej krwiste, chociaż ta krwistość jest tu i bez tego.
Pisanie w pierwszej osobie pozwala na pogłębione ukazanie wnętrza duszy bohaterki, ale tracą na tym pozostałe postacie, bo filmuje się wszystko głównie z jednej kamery. Dlatego kochaś i koleżanka bohaterki są trochę spłaszczeni. Mogliby się nieco uplastycznić poprzez dialogi, pokazując więcej emocji i uczuć, obnażając się trochę sami i nawzajem przy okazji. Wymaga to jednak rozwijania kilku wątków równolegle. To, że te emocje tu są wynika głównie z narracji.
Tymczasem wszystko idzie linearnie i jak dla mnie zbyt szybko. Przede wszystkim brakuje mi tu tych charakterystycznych etapów zbliżania się kochanków do siebie, zalotów, zmagania się z grzechem, z namiętnościami itd. Jeśli zakochani zaraz na początku lądują w pościeli, to już jest po deserze, choć byłem proszony na obiad. Co prawda można potem druzgotać ich na przykład psychicznie wyrzutami sumienia, ale to może być dosyć smutne. Można pogłębiać miłość, ale jeśli za szybko się coś zdobyło, to satysfakcja mizerna. Wielkie namiętności to i wielkie wojny, ale może nie w przypadku literatury erotycznej. Tyle mego gderania.
Pozdrawiam Dominik
----------------------------------------------------------
Skromnym ascetą jestem tylko.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Shibbi



Dołączył: 15 Sie 2005
Posty: 838
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: spod Bani i Maciejowej

PostWysłany: Pią 16:54, 30 Wrz 2005 Temat postu: Odpowiedz z cytatem
Dominiku!
Czym się kieruje literatura tego typu - też nie wiem. A ci, co pisali przede mną podejrzewam, że pisali - co chcieli, co uważali za godne spisania. To literatura o człowieku i życiu - a jest ich tyle ile istnień, a nawet więcej, jak sie postarać i wyszukać szalonych egzemplarzy.
Moje opowiedziane historie nie są informatorami, jak żyć, jak postępować i jak i kiedy rozpoczynać się kochać.
Przyznaję rację z tym splaszczeniem reszty uczestników opowiadania. Ale TO - napisane było parę lat temu- dzisiaj go tylko z lekka poprawiłam co i tak zajęło mi wiecej czasu niż napisanie nowego, ale nie chciałam burzyć tamtej wersji na potrzeby - ... ja tego jeszcze wtedy nie umiałam, co nie usprawiedliwia, a jedynie informuje.
Nie miałam także w zamiarze - stwarzania wielowątkowej historii, z pewnych względów skupiłam się na przeżyciach bohaterki - które są tutaj jako - tu i teraz, ale i jako już odległe wspomnienie. Nie wiem czy osiągnęłam cel, czy jest to czytelne, ale na tym polegała poprawa.
Tempo jest - najprawdziwsze z prawdziwych. Jasne, że mogłam wyreżyserować i rozciągnąć to w dowolnie wymyślonym czasie, ale ono było takie i tak go zostawiłam.
Dzięk Dominik za analizę czasowo - rozbieralną Wink Jesteś w tym doskonale-nieskazitelny i szczęście po mojej stronie.
Wklepałam dzisiaj ostatnią część - ciekawe co powiesz?
Najserdeczniej. S.

Perełko !
Cała przyjemność po mojej stronie - ale też i nie mała w tym odbiorze i Twoja zasługa.
TY - zaproszona na wiedeński sernik nie żądasz jego receptury i nie wytykasz ewentualnego braku jednego na zalecanych w przepisie 60 jajek. Tobie smakuje, Ty się zachwycasz i jesteś wdzięczna na równi z pobytu z wykonawcą jak i jego dziełem. Chwalisz każdą rodzynkę i apetycznie zlizujesz bitą śmietanę, chociaż wcale nie jest gładziutka i równo rozsmarowana.
Dla Cebie - to aż się chce zakasać rękawy i ze zdwojoną energią nastawić zaczyn.
Powtórzę słowa Włochów - kierowane do Papieża J.P II po ostatnim chorowitym powrocie z Polski - na placu św. Piotra 20 czerwca 1999r "Beltornato"

Puszczański facecie Wink
Jestem pod wrażeniem - i i i trochę racji przyznaję w sugerowanych zmianach. Jedyne nie podlegające zmianie słowo to Baśki "ksiądz" - ona by w życiu nie powiedziała zakonnica - i niech ja skonam, ale za Chiny. Jakbym wsadziła w jej usta "zakonnicę" - to znaczy, że to nie ona powiedziała Wink TAK już ma - ta szalona dziewczyna.
_________________
Szczęście jest wtedy
gdy się ma zdrowie
i i i krótką pamięć WinkWinkWink
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Shibbi "POLICZONE DRZEWA (2)" /przeniesione
Forum Strona Główna » EROTYKA
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)  
Strona 1 z 1  

  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  

 


This is a free forum service provided by power-forums.com



Powered by phpBB © 2001-2004 phpBB Group
phpBB Style by Vjacheslav Trushkin