| Christine |
| administrator |
 |
 |
| Dołączył: 13 Wrz 2005 |
| Posty: 2463 |
| Skąd: Gdańsk |
|
|
 |
 |
 |
|
Autor: Shibbi
POLICZONE DRZEWA.
Kos.
Kos to taki czarny, średnich gabarytów (mniejszy od wrony) ptaszek z żółtym dziobkiem. Przecudnie śpiewa, wcześnie rano szczególnie w maju nie żałuje ani głosu, ani wysiłku.
Tak to już jest z samcami. Poszukując partnerki kładą na ołtarzu pożądania samych siebie – bo stwierdzenie, że dają wszystko - błaho brzmi.
Ten zwrócił moją uwagę nie po raz pierwszy. Myślałam, że to zbieg okoliczności. To się prawie nie trafia, żeby najnormalniejszy w świecie ptaszek siedzący na oparciu parkowej ławki sfrunął i przydreptał pod nogi bez najmniejszego strachu, a ten to robi.
Zatrzymałam się. Coś wykrztusiłam do niego przez łzy mój, mój - czy coś w tym stylu. Ruszyłam w dalszą drogę, ale on dreptał za mną.
Od tego dnia zaczęłam szukać mojego kosa co rano.
Coraz częściej, jak tylko przychodzi mi na myśl - to natychmiast się zjawia. Bliziutko, bez najmniejszej żenady, po prostu się zjawia. Nazwałam go Imil imieniem faceta, który mnie kiedyś zakochaną do szaleństwa zostawił. Towarzyszy mi każdego ranka i wcale nie w tym samym miejscu. Nawet popołudniu spotykamy się, a sygnałem jest moja o nim myśl. Czuję, że on mnie wypatruje i na mnie czeka – serio!
Od kiedyś mam zawsze w kieszeni coś zjadliwego dla ptaków, chcę go w odwdzięce za towarzystwo czymś poczęstować, ale on wcale nie jest łasy na mój chleb czy ciastko. Odczytuje moją myśl, sfruwa z drzewa czy z krzaczka ni w pięć ni w dziesięć i wcale nie głodny jest. Randki nasze trwają już parę lat.
Przyzwyczaiłam się do niego, do tego, że jest, że się pojawia, że mnie pilnuje, wypatruje, że czeka na mnie jak jest mi smutno, jak się czuję samotna i nie mogę sobie już z niczym poradzić. On jest.
Już go pokochałam i on mnie chyba też. Rozumiemy się bez słów, jak para kochanków zapatrzonych w siebie.
Żeby nie popaść w majaki – będąc u Beaty w Mediolanie w parku Sforzów obsiadły nas ptaki. Beata zdziwiona pyta:
- a cóż to za żółtodzioby?
– Odpowiedziałam jak rasowy ornitolog – kosy! – samce!; grupka odfrunęła. Jeden został. Miałam ściśnięte gardło i łzy w oczach.
– I tu mnie znalazłeś? – pomyślałam,
– mój kochany!
Przydreptał do mnie, Beata nie wiedziała co się dzieje.
– Mamo ty go oswoiłaś?
– już dawno – odpowiedziałam, a właściwie to on mnie
i jakoś otarłam niewidzialnie łzy – które mi się teraz też leją.
***
Nikt nie uwierzy – ale na rurze od starej anteny przymocowanej do balkonu usiadł kos – chyba widzi, że się do niego uśmiecham, Jezu, żeby Fisia go nie spłoszyła,
sfrunął na koc (legowisko i obserwatorium Fisi),
.......drepcze w stronę pokoju,
. . . . . udaję, że go nie widzę,
. . . . . . .kuka boczkiem w moją stronę,
. . . . . . . . . .przechylił główkę jakby był ciekawy co robię
. . . . . . . . . . . . .przygląda mi się,
. . . . . . . . . . . . . . serce mi zaczyna walić jak młotek, przecież to Imil -
. . . . . . . . . . . . . . . . . .skubie koc,
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .patrzymy na siebie
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . Odfrunął.
Muszę przestać pisać i wytrzeć oczy, a może nawet zapalę sobie papierosa?.
Myśli znowu wróciły pięć lat do tyłu. Jak to wtedy było?
Jeszcze nie było nic, chociaż to właśnie w czerwcu się zaczęło, ale pod koniec, wtedy – jak rozpoczyna się Tydzień Przeglądów Operowych w Krakowie.
Zadzwoniła Hana, czy przyjadę, bo ma dwa bilety na „Nabuco” Verdiego. Hana ma dwóch synów Michał jest skrzypkiem w operze, Maciek organistą gdzie się da. Michał na premiery dostaje od opery (znaczy dyrekcji) darmowe bilety dla rodziny, a ja z racji tego, że jestem ciotką korzystam. Miejsca co prawda nie są na tzw. balkonie - powiedzmy bliżej wyjścia, ale zawsze to teatr i muzyka na żywo, a nie np. TV.
OK. Nie ma sprawy, jadę. Ponieważ miało się to odbyć tego samego dnia wieczorem już w pracy zaczęłam korektę swojego wyglądu. Zmywam stary lakier i ukradkiem w szufladzie biurka maluję paznokcie. Na to wchodzi Imil.
Imil to nasz kumpel, właściciel hurtowni papieru. Otworzył ją po którymś z kolei powrocie ze Stanów, gdzie ma część rodziny i jeździ tam częściej niż ja do Krakowa.
Jest wielkim, tęgim facetem, sięgam mu pod pachę, taki po prostu prawdziwy kawał chłopa. Ma gołębie serce dla każdego i jak na faceta jest aż rozczulający w tej swojej opiekuńczości, trosce i zabieganiu o dobra doczesne dla najbliższych, a rodziny szczególnie. Sypie kawałami gdzie tylko wejdzie, ma świetne poczucie humoru, a jak on się śmieje? On się nie śmieje, on się chichrze, on płacze i pęka ze śmiechu, aż zaraźliwie, ale serdecznie i zdrowo. Fajny z niego facet – lubię go, ale na tym koniec.
- Cóż ty wyrabiasz?– pyta, jak to on radośnie uśmiechnięty,
- jadę do teatru – rzucam informacyjnie i bez skrępowania tym, że robię co robię i to przy biurku, w godzinach pracy no i można dodać jeszcze do tego co, kto chce,
- weź mnie ze sobą – głosem chłopczyka i z minką zagubionego szkraba mówi Imil, a ja nie bardzo wierzę czy to prawda, czy żart,
- zaraz, zaraz kolego to nie takie proste – gmatwam sytuację - muszę zadzwonić czy siostra ma więcej biletów, albo w ostateczności czy zrezygnuje ze swojego?
- Dzwoń – wręcza mi słuchawkę i chce wykręcić numer.
Hana, nawija,
- a co to za facet ?– no jak jej opiszę faceta przez telefon, który siedzi przed moimi oczami.
- Duży - mówię,
- a czy będziecie u mnie spali?, bo spektakl skończy się około 23.00 - męczy mnie moja siostra „Matka Polka”,
- nie ma mowy o spaniu, wracamy do domu choćby nad ranem - tłumaczę się - co ty stara, nie chcemy ci robić żadnej krępacji. Odstępujesz swój bilet czy nie?,
Imil wszystko słyszy – i szeptem podpowiada :
- a czego siostra lubi się napić (oczywiście o alkoholu myśli, a ja się dobrze domyślam),
powtarzam – wszystko wiernie. Na co moja siostra zaskakują mnie jasno ookreśla trunek,
- Whisky!
Krakowskim targiem dobijamy, że:
- odstąpi bilet,
- zrobi kolację,
- dostanie Whisky,
- nie nocujemy,
- i koniec.
Imil zadowolony, jak by mu ktoś w kieszeń napluł (tym zwrotem szczyt zadowolenia określa moja Mama,) umawia się ze mną na szesnastą. Na odchodne mówię cichutko i grzecznie:
- stary tylko się odstaw, żebyś mi wstydu nie zrobił,
- a w co będziesz ubrana?
- granatowa żorżetowa sukienka i perły człowieku, p e r ł y.
Spotkanie pod sklepem przerasta moje oczekiwania i nie tylko moje. Do sklepu wychodzi z mężem na zakupy koleżanka z pracy. Ela pracuje w innym biurze, ale lubimy się od dawna. Jesienią chodzę do jej mamy na jabłka, bo lecą i nie ma kto zbierać, kiedyś chodziłam po mleko, bo mama miała krowę i nie było co z mlekiem robić. Teraz nie ma krowy, ale jabłka rosną dalej i popołudniowo – wieczorne spotkania nie zaginęły.
Też jej gały - czyli oczy wychodzą widząc Imila, który jest odstawiony jak ambasador USA – e, e, . . gdzie tam do niego ambasador, jak szejk Kuwejtu, czy nawet całych Emiratów. Granatowy sztuczkowy garnitur, kryształowo biała koszula i prawie, że złocisty krawat. Jezu! Nie do poznania, że to ten sam facet. Pachnie jak boutique Kevina Kleina, albo jeszcze lepiej. Autentyczne męskie cudo.
Ja natomiast – wyglądam, jak kierowca TIRa, po trzech dniach postoju na ruskiej granicy: getry, tenisówki, podkoszulek ze szmaciarni, włosy wczorajsze, no, dramat na prostej drodze!!
Nie wchodzę do sklepu, w którym wg relacji Eli szaleje Imil– ona już wyszła i opowiada mi co się tam dzieje. Sprzedawczyni goni jak poparzone, a on wybiera Whisky – no i wybrał, takie za tysiąc złotych, jeszcze upomniał się o pudełeczko wyłożone aksamitem, bo to ma być prezent w rewanżu i bardzo mu zależy, żeby był elegancki.
Wsiadamy do samochodu. Jestem zła jak diabli, bo kto to widział tyle forsy wydać na alkohol? Ale jedziemy. Muszę pilnować zegarka, przecież mam się jeszcze zrobić cała - od piwnicy aż po dach tzn. kąpiel, fryzura, makijaż, kiecka no i perły.
Ponieważ jestem z nim po raz pierwszy w życiu w sytuacji pozapracowej, to trochę go obserwuję, ale on mnie też. Schlebia mi: że fantastycznie prowadzę samochód (wiem, że dobrze prowadzę nie musi się wysilać, ale milczę i czekam na dalszy ciąg pochwał, bo bądź co bądź to miłe), że prawie jak facet -mówi i myśli, że to pochwała (oj! tu już przesadził, faceci dużo gorzej jeżdżą, bo myślą, że jak są facetami to już wystarczy, noga na gaz i świrowanie), przyczepił się nawet ładności moich nóg (mam krótkie getry), że nie wiedział że mam takie ładne nogi (a skąd miał wiedzieć, przecież nie chodzę w getrach do pracy). Ha ha za to plecy mam jak podstawa socjalizmu – czyli Gomułka z Cyrankiewiczem razem wzięci – ale to moja tajemnica.
- Matylda, a twoja siostra nie obrazi się, że wyłudziłem od niej bilet?
- no to się obrazi - mówię – trudno, sama to wymyśliła to teraz ma.
Zakopianka zapchana, jedziemy wolno, dla urozmaicenia podróży przymierzamy swoje dłonie – jego są jak szufle do kamieniołomu, moje zajmują jego śródręcze. Śmiejemy się, że takie różne jest ciało ludzkie.
Dojeżdżamy, – przedstawiam go siostrze. No teraz już przesadził: Wersal nie mylić z wersalką – Jezu! jaki szarmancki! Mojej siostrze samotnie wychowującej dwóch synów od dwudziestu prawie lat pawie pióra wychodzą z tyłka. Jest tak zauroczona, że nie wiem co będzie?
A.. . . niech się dziej co chce – idę do łazienki, biorę prysznic, myję głowę zaczynam się robić na „bóstwo”.
Hana wynosi z kuchni w ramach poczęstunku popodróżnego wszystkie frykasy i to co ma najlepsze – Whisky zostaje rozlane, popijam między suszeniem głowy, a makijażem, ale jak na taką kasę, to żadne pyszności!
Jest Monika – żona skrzypka operowego i coś mi się zdaje, że patrzy na mnie przez pryzmat kochanki Imila. Hmm.. szkoda, ale to tylko kolega, którego w przypływie ułańskiej fantazji zabrałam do teatru. Monika jest słodka jak „miód ze smalcem”, a ja nie wyprowadzam ją z błędu. W życiu nie miałam kochanka, to czemu nie? Imil całuje po rękach kogo dopadnie, jest wyluzowany, zachwycony chyba nie tylko samą sytuacją i samym sobą. To nie ten facet, którego znam. To jakiś inny wyzwolony człowiek, który nie wie co robić z wolnością. Nie znam go aż tak, a takiego to w ogóle nie znam, chociaż nie sprawiał wrażenia zakompleksionego gostka.
Mam już fryzurę, makijaż, podczas suszenia włosów, Imil znowu mówi:
– ładne masz nogi - ale tym razem głośno kwituję:
- wiem.
Jestem gotowa. Wyglądam odlotowo, Monika nie opuszcza mnie, doradza i chwali w czym jest mi najlepiej. Boże!, jaka ona cudna! Kiedyś się jej za to odwdzięczę, nawet nie będzie wiedziała, że to za to!
Możemy wychodzi, już czas, Imil chce zostać z moją siostrą. No właściwie, to nie widzę przeszkód, ale jak przywiozłam go do teatru, to choćby na czworaka – to do teatru!
Wychodzimy.
Trochę jestem zła. Podejrzewam, że za dużo tej whisky wypili.
* * *
Teatr ma swój nastrój, nawet zapach tu inny.
Ja wiem, po co przyjechałam! Po „va pensiero sull’ali dorate...” Boże, jak chór to śpiewa, to ja nie, że mam gęsią skórę i dreszcze czy co tam jeszcze innego się ma, ja mam odlot, gdzieś mi dusza ucieka tam. . . gdzie zawsze chciałam, tylko nie wiedziałam gdzie ma mi uciec, a to tam!
Moja dusza umie porwać ciało i rośniemy w takich chwilach do wielkości Kosmosu. Promienieję ze szczęścia, jak najjaśniejsza galaktyka. Rodzę się na nowo, przybierając niezniszczalną formę bezcieniowego blasku - co jest widoczne.
Imil też jest zadowolony, a nawet chyba szczęśliwy. Całuje moje dłonie, a właściwie każdy palec z osobna, ale zwalam to na karb wzruszenia i magicznego nastroju. Turkusowo – szaro - żółtawa plama, jaką tworzą aktorzy na scenie nastraja, a muzyka i chóralny śpiew teleportują nas w nieznane głębie marzeń.
W przerwach towarzyszy mi przy papierosku (sam nie pali) podpala, nadskakuje, jest tak uprzejmy i miły, że aż krępujący. Nie jestem przyzwyczajona do takiego służenia mi.
Jest moja aria!
Cudo!
Boże dzięki Ci, że mogę tu być, to słyszeć i znowu przeżyć.
Jesteśmy umówieni z Michałem przy drzwiach wyjściowych dla orkiestry i reszty artystów, ale nie czekamy, nie idziemy pod to wyjście, wychodzimy na Kraków.
Imil całując moje dłonie mówi:
- ale mi zrobiłaś ucztę duchową – dzięki,
milczę . . . , nie chcę, żeby zmalał w nas człowieczy blask, który odrodził się i urósł w teatrze. Pielęgnuję bezdech, w którym chcemy tkwić oboje i rosnący w milczeniu zachwyt, który zdradzają błyszczące oczy. Cieszę się, że czuje jak ja, a nawet mocniej. Nie dziwię się! Byłam na tym kilkanaście razy i za każdym razem wychodzę taka sama wielka. To magia.
Uwieszona pod jego pachą daję się prowadzić przez miasto. Lakierkowe szpilki gniotą mnie jak diabli. Zdejmuję je w pół drogi i idę dalej w rajstopach, nic i nikt nas nie obchodzi prócz siebie. Jest ciepła, gwiaździsta, czerwcowa noc. Oświetlony lampeczkami Rynek jest pełen ludzi – kawiarenki żyją i szemrzą winem, lodami i drinkami. Idziemy bez celu, coraz bardziej przytuleni. On niesie moje buty za piętowe paseczki.
W okolicach Kościoła Mariackiego bierze mnie w ramiona, jak w zwolnionym tempie przytula, czuję jego łapę na plecach, delikatnie muska ustami moje włosy, czoło, oczy - całujemy się – p o z w a l a m.
Potem, c a ł u j e m y s i ę co parę kroków i to z taką namiętnością, że nie możemy odpaść od siebie, na środku ulicy, pod latarniami, między ludźmi. Nie przeszkadzają nam – ba, odpowiada nam to, żeśmy zwariowali. Tu i ówdzie migają flesze lamp błyskowych, no!, tylko tego brakuje, żeby nas ktoś sfotografował!, ale zwykle zasadny i lojalny wobec rodziny Imil, mówi :
- odkupię każde zdjęcie z Tobą , będzie najważniejsze dla mnie w życiu.
Staram się łagodzić sytuację i filozofuję:
- no, no żebyś nie żało. . . – całujemy się znowu i przytulamy tak, że czuje na piersiach jego guziki od koszuli.
Na Rynku już nie ma lampeczek – są nowonarodzone gwiazdy, ludzie - są przyjaznymi duszkami, a wygwieżdżone niebo, które widzę w przerwach pocałunków – złotym deszczem. On nie jest facetem, z którym byłam w teatrze i który podpalał mi papierosa. To aksamitny, ciepły dźwig, który mnie unosi, przytula, całuje i szepcze namiętne, zaczarowane słowa.
Jestem poza codziennością. To inny wymiar! Nie wiedziałam, że całowanie z mężczyzną to takie miłe uczucie. Kiedyś przeczytałam w pewnie kretyńskim poradniku dla zakochanych, że mężczyzna w czasie pocałunku powinien mieć zamknięte oczy i wtedy pomyślałam, że jak mi się trafi okazja to podglądnę delikwenta.
Nie podglądam, nie obchodzi mnie czy ma zamknięte, czy otwarte, czy przewraca nimi. Nawet nie myślę o tym. Przeistaczam się w inną osobę, czuje to.
Jakimś sposobem wracamy do mojej siostry. Jest około pierwszej w nocy. Hana prawie, że się cieszy, z naszego dotarcia. Jest Michał, Monika – jemy kolację. Jakaś fantazyjna sałatka z bobu i czosnku – rarytas, coś jeszcze pysznego, ale nie pamiętam.
Przebieram się za kierowcę TIR-a.
Żegnamy się.
Imil dziękuje jeszcze raz mojej siostrze i Michałowi za „ucztę duchową”.
Wracamy do domu, ale jesteśmy już inni. Przynajmniej ja i inny dla mnie ten sam świat, inny ten sam facet, inna ta sama droga asfaltowa, inna kierownica i szyba w tym samym samochodzie.
Wszystko jest inne.
Podróż jest niby spokojna, droga prawie pusta, ale nieustanne dotykanie, ściskanie dłoni, pożądliwe wzajemne spojrzenia, całowanie wytrącaj mnie z równowagi. Zjeżdżam na pobocze, już nie wytrzymam, chcę, żeby mnie całą przytulił, chcę czuć te jego łapy na moich plecach, chcę czuć jego siłę z jaką to robi i wejść w to szaleństwo, które nas opętało, a raczej nami zawładnęło.
U f f f - tego chciałam.
Jedziemy.
Boże, jak ten samochód cudownie jedzie, jak by miał skrzydła.
Imil śpiewa:
„ale to już było i nie wróci więcej . . . ” ja wtóruję dziarsko – lubię tę piosenkę,
„choć nam tyle lat przybyło to do przodu wciąż wyrywa głupie serce . . . ”
Rozstajemy się tam, gdzie rozpoczęliśmy nasz wyjazd – ale plac pod sklepem też jest inny.
Wracam do domu – facet, z którym mam troje dzieci śpi.
Mogę zasnąć - ,
Ale nic z tego. Serce mi się tłucze, pewnie i ciśnienie i tętno i inne wskaźniki mam podwyższone łącznie z cukrem i cholesterolem.
Nic to – jestem szczęśliwa.
***
W pracy staram się zachować pozory normalności, wreszcie nic się nie stało –cóż to znowu za wydarzenie całować się z kolegą w nocy na Rynku Krakowskim?, phi – też mi bomba! Reżyseruję wszystko: każdy gest - to ruch, nad którym panuję, żeby się nie zdradzić, każde słowo - jest wycedzone, jakbym się bała, że powiem to co myślę, że podzielę się tą moją radością. A to niemożliwe, ale co druga koleżanka pyta:
- a coś ty dzisiaj taka ładna?
No właśnie, pewnie widać ten czar, blask i błysk w oczach, jakie mają zakochane kobiety, a tajemny uśmiech na twarzy jakiego dawno nie miałam też mnie zdradza, ale tego już nie opanuję, nie zamażę. To kipi ze mnie.
Jestem w jakiejś erotycznej panice, której nie mogę opanować własną siłą woli (a czy ja w ogóle mam inną wolę niż ta?).
Do biura wchodzi Imil (wcale nie miał interesu dzisiaj do nas przyjechać, ale jest). Moją bluzką szarpie, jak na wietrze. Zniknął totalny luz, cudowna obojętność na mężczyzn, ten mój kąśliwy dowcip i poza kumpla. Dla mnie faceci to siła robocza- jeśli się do tego w ogóle nadają, jak nie – to w ogóle ich nie traktuję. Są niewidzialni, nie istnieją, nie ma ich!
Już tego nie mam, nie potrafię być jego kumplem, chociaż robię co mogę.
Imil ukrywa swoją pożądliwość dla mnie. Dla zmylenia przeciwnika wychwala po raz któryś kolację u mojej siostry, jakby trwała tydzień, ja czuję się z chwilą jego wejścia – naga. Tak, on mnie wzrokiem rozebrał i zabiera po kawałku. Nie bronię się, odpowiada mi ta forma grzeszenia. Jestem mu wdzięczna, że nie zapomniał od wczoraj, a raczej od nocy, że się mnie nie wypiera. Potwierdza, że nie był to sen.
Tego dnia do biura wszedł może dwieście razy – a może i trzysta, nie liczyłam. Ale dobrze mi to zrobiło, tak się obyłam z tym „nowym” Imilem. Wyrównała mi się akcja serca i wskaźniki – i dobrze, bo groziło mi pęknięcie żył, a po co?
* * *
To był pierwszy dzień, a właściwie pierwsze godziny naszej „inności” – i nie za każdym spotkaniem z moim kosem – mam taki obraz przed oczami.
Mam różne: ciepłe, czułe, trochę szalone, spontaniczne, szczęśliwe, bo cieszyliśmy się jak dzieci, że jesteśmy razem i nikt nam nie przeszkadza. Szczere i mówiące spojrzenia, błysk oczu, zaszyfrowane tylko znanym mi kodem uśmiechy i gesty - to niepowtarzalna animacja i pantomima
No i jak mam być obojętna na wizyty mojego kosa? Czy mam udawać, że nic się nie stało? że nie widzę, że to On?
Co prawda, już nocne światła parku nie są gwiazdami, mijający mnie przechodnie nie są dobrymi duszkami, a gwiazdy – nie są złotym deszcze, chociaż do tych ostatnich został sentyment.
Już nie muszę panować nad czarem i radością jaka ze mnie wtedy tryskała, nie muszę obawiać się wejścia Imila do biura, że odruchowo przytulę się do niego. Niby niczego nie muszę udawać. Jednak maska jaką wtedy miałam – twardnieje mi na twarzy i zamienia się w przyłbicę. Nie wiem dlaczego tak się dzieje. Ale czuje, że tak jest.
Może dlatego, że wtedy chciałam się podzielić tym szaleństwem z wszystkimi, a musiałam milczeć. Teraz moje przeżycia chcę zachować tylko dla siebie. Już nie chcę się dzielić z nikim, ani jedną wspólną z nim minutą. Każda jedna musi zostać moja i tylko moja.
Stygnąca przyłbica coraz częściej mnie uwiera, ale tak chyba ma pozostać.
_________________
Szczęście jest wtedy
gdy się ma zdrowie
i i i krótką pamięć WinkWinkWink
Ostatnio zmieniony przez Shibbi dnia Czw 7:45, 22 Wrz 2005, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Numer Gadu-Gadu
dziewczynazperłą
Dołączył: 17 Wrz 2005
Posty: 709
Ostrzeżeń: 0/5
PostWysłany: Sob 22:22, 17 Wrz 2005 Temat postu: Odpowiedz z cytatem
są pawie pióra ,ułańska fantazja ,miód ze smalcem,grożba pęknięcia żył,lakierkowe szpilki,stygnąca przyłbica a co tam wszystko jest;))
Pielęgnuję bezdech, w którym chcemy tkwić oboje i rosnący w milczeniu zachwyt, który zdradzają błyszczące oczy"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
efemerydan
Dołączył: 01 Wrz 2005
Posty: 47
Ostrzeżeń: 0/5
PostWysłany: Pon 11:04, 19 Wrz 2005 Temat postu: Odpowiedz z cytatem
Musze przyznać, że podchodziłem kilka razy zanim przeczytałem, bo mnie ten KOS trochę zniechęcał – sam nie wiem czy ja zwierzaczków nie lubię(nie to nie to), czy może kosów(to też nie to) ale jakoś mi ten kos tak źle robił Wink no ale jak się już przez tą kosowo – zniechęcającą, wręcz irytującą barierę przebiłem, to było jak zawszę bosko – język, styl, porównania, sposób opowiedzenia historii jak zawsze delikatny, subtelny, nie nachalny!! No i całość super, tylko ciekaw jestem czy tego kosa mi jakoś w następnych częściach, Shibbi, dasz rade przyswoić, by swoją rolę dobrze spełniał, a z tego co Cię znam sztuka ta ci się uda Laughing
P.S
Trochę mi się nie podoba ten motyw zdrady, mimo, iż miłość to nieokiełznana siła i bronić się przed nią nie ma co, to ja jednak nie pochwalam i bardzo nie lubię, jednak piszesz to w tak słodki sposób, że aż sam wraz z Tobą gotów jestem do jej, zdrady, pobłażania Wink
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
christine
Administrator
Dołączył: 14 Sie 2005
Posty: 1419
Ostrzeżeń: 0/5
PostWysłany: Pon 11:44, 19 Wrz 2005 Temat postu: Odpowiedz z cytatem
Podobnie czuję, jak wyraził to Efem. Jak zadra wbija się w tę pochwałę miłości świadomość, że to zdrada. Skok w bok, przygoda pozamałżeńska - zawsze ośmiesza trochę tę drugą, zdradzoną stronę, nie daje jej żadnych szans. No, ale poczekam, zobaczę gdzie zawiedziesz mnie dalej, zbereźnico.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
wojtstyp
Dołączył: 17 Sie 2005
Posty: 287
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z Puszczy Knyszyńskiej
PostWysłany: Czw 6:21, 22 Wrz 2005 Temat postu: Odpowiedz z cytatem
Czytałem dwa razy, w tym jeden z długopisem w rękui co? i nic.
Prawie nic nie znalazłem do czego można sie przyczepić. W dwóch momentach czasy bym pozmieniał, ale to drobiazg.
Masz swój styl, wybuchowy, ekspresyjny, i pełen wyczuwalnych emocji. I dobrze bo prawdziwa miłość musi być taka, życie chyba też powinno takie być. Miałem najpierw wątpliwości czy tak powinno być napisane, ale po drugim czytaniu jestem za. Styl oddaje osobowość bohaterki i jeżeli nie zmieni się narracja to niech tak zostanie do końca. Very Happy
Co do zdrady. Nie wiem czy użyłaś tego specjalnie, czy też Ci to wyszło przypadkiem, ale zdanie "Wracam do domu – facet, z którym mam troje dzieci śpi" załatwia wszystko. Jeżeli men nie potrafi zrozumieć po co kobieta pojechała na operę (aria!!!!) i nie czeka, lub też nie obudził się żeby zapytać o wrażenia to... I stosunek bohaterki, facet z którym mam troje dzieci, nie chciałbym dla swojej żony być tylko facetem z którym ma dzieci. Ale to też zależy ode mnie, prawda Question
_________________
bo ja jestem z lasu i już
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Shibbi
Dołączył: 15 Sie 2005
Posty: 838
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: spod Bani i Maciejowej
PostWysłany: Czw 7:57, 22 Wrz 2005 Temat postu: Odpowiedz z cytatem
Nie wiem czy mam dalszy ciąg wklepać widząc, a raczej słyszac głos Świetego Oficium !!
e e e e e e Inkwizycjo kochana !! a gdzie jest ta zdrada tutaj i kto kogo zdradza z kim Question - bo jakoś nie tego Sad
coś mi tu pachnie smołą i żywicą - a może to tylko przysmędzony dlugopis Wojtka Wink )
Poczekam jeszcze na Dominika i resztę pilnych w czytaniu, a potem na wyrok Idea
_________________
Szczęście jest wtedy
gdy się ma zdrowie
i i i krótką pamięć WinkWinkWink
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Numer Gadu-Gadu
christine
Administrator
Dołączył: 14 Sie 2005
Posty: 1419
Ostrzeżeń: 0/5
PostWysłany: Czw 8:20, 22 Wrz 2005 Temat postu: Odpowiedz z cytatem
Shibbi, ty nam tu od inkwizycji? A co robi ten facet z którym peelka ma troje dzieci w jej mieszkaniu, w jej łóżku? A jeszcze gdzieś tam napisałaś, że Imil był przykładnym mężem i ojcem...
Widzisz, czytamy pilnie. Inna sprawa co dla kogo znaczy moralność, zdrada itp.
Nie denerwuj się, tylko dawaj następną część Smile
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
wojtstyp
Dołączył: 17 Sie 2005
Posty: 287
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z Puszczy Knyszyńskiej
PostWysłany: Czw 8:52, 22 Wrz 2005 Temat postu: Odpowiedz z cytatem
Shibbi to ty smędzisz Very Happy , dobrze jest, dawaj następną część i to już Laughing Laughing Laughing
_________________
bo ja jestem z lasu i już
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
efemerydan
Dołączył: 01 Wrz 2005
Posty: 47
Ostrzeżeń: 0/5
PostWysłany: Czw 8:55, 22 Wrz 2005 Temat postu: Odpowiedz z cytatem
Shibbi! No mnie od inkwizycji!! No wiesz co?Wink
Dawaj te następną cześć i nie marudź!! Laughing
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Dominikdano
Dołączył: 16 Wrz 2005
Posty: 125
Ostrzeżeń: 0/5
PostWysłany: Pią 20:49, 23 Wrz 2005 Temat postu: Odpowiedz z cytatem
Shibbi
Daj te następne kawałki. Brakuje ich. Ja tu nic nie mam do gadania.
Początkowo miałem skojarzenia z Kabaretem Starszych Panów. Jestem wyznawcą tej religii. Ptaki i usymbolizowani nimi mężczyźni to motyw bliski tej cudownej poezji. Czyli skojarzenia z wysokiej półki na wstępie, a dalej to już tak bliskie mi klimaty, że niczego już nie czytałem, a tylko patrzyłem, słuchałem i przeżywałem to sam. Dajesz dziewczyno z siebie, oj tak.
Dominik
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
christine
Administrator
Dołączył: 14 Sie 2005
Posty: 1419
Ostrzeżeń: 0/5
PostWysłany: Pią 20:55, 23 Wrz 2005 Temat postu: Odpowiedz z cytatem
Oj, tak...
A skojarzenie z kabaretem Starszych Panów fajne. |
|