Forum

login.php profile.php?mode=register faq.php memberlist.php search.php ./.


Forum Strona Główna » EROTYKA » Shibbi "Policzonone drzewa (cz. 3 -fini)." /przeni
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
Shibbi "Policzonone drzewa (cz. 3 -fini)." /przeni
PostWysłany: Sob Cze 03, 2006 10:30 am Odpowiedz z cytatem
Christine
administrator
Dołączył: 13 Wrz 2005
Posty: 2463
Skąd: Gdańsk




Autor: Shibbi
Policzone drzewa (cz. 3)
Już
.


Spektakl rozkoszy trwał, a my jak dyplomowani znachorzy dokładaliśmy do niego z wielkim pietyzmem i celebracją swoich ziół i przypraw wszelkiej miary i gatunków. Mgła spojrzeń zapewniała bezpieczeństwo, które mimo krystalicznej szczerości - zaskakiwało wzajemnie, budząc uśpione zaufaniem ryzyko przekroczenia granicy, zza której już nie ma powrotu.
Nie przychodziło mi do głowy, że grzeszę, a że kogoś zdradzam – to już w ogóle, za nic w świecie. Hmm... może grzeszyłam, ale przez ostatnie dwadzieścia lat z Nim - z tym od trójki moich dzieci? Wydawało mi się to bardziej grzeszne i zdradzieckie – analizuję minione odczucia w towarzystwie znowu drepczącego obok mnie kosa.

Co się ze mną wtedy stało, że po paru latach celibatu - choć w małżeństwie - znowu zainteresował mnie facet, hmm . . . co? Wydawało mi się, że było mi dobrze w tej izolacji płciowej, gwarantującej comiesięczną pewność nie zajścia w ciążę - marzyłam o takim luksusie. Nie musiałam pokonywać dłużej tego przerażającego napięcia - zaszłam czy nie? Uwolnłam się od drwin kolejnego "brzucha" i zwolniłam z samotnego wychowywania następnego mojego ukochanego dziecka. Ale, na litość boską nie małam tego wypisanego na czole, o tym nikt na świecie nie wiedział. W dodatku nie marzyłam o romansie, nie szukałam sobie flirtu heh, wręcz odwrotne stroniłam od facetów. Betonowa zapora przyzwalała na układy koleżeńsko-kumpelskie i wara ode mnie na odległość wideł. Tak mi się wydawało, ale widać, źle bo stało się inaczej i do dzisiaj nie wiem dlaczego? Dzisiaj widzę, że nie miałam na to wielkiego wpływu, że działo się to poza mną, czy raczej poza moim zamiarem. Za bardzo zawierzyłam sobe, że wytrwam, że dam radę pokusie. Nie dałam i pokonała mnie, ale nie żałuję tej przegranej.

Muszę je zacząć jakoś rozróżniać, to nie jest możliwe, żeby ten sam ptak do mnie podchodził! Ale czy jest możliwe, żeby wszystkie były tak bezczelnie? – chyba też nie. Właściwie czego ten ode mnie chce? - zastanawiam się idąc coraz wolniej, bo przecież nigdzie mi się nie śpieszy. Dobrze mi i z tym kosem i z tamtym dniem, który po raz pierwszy ożywiłam. Imil ze mną jest na co dzień i często w nocy też, ale dzisiaj mam tamte chwile na świeżo przed oczyma i poleruję je z zegarmistrzowską precyzją.

Coś te ptaki musi różnić! – idę dalej w parze z moim towarzyszem. Może kolor dziobków?, albo ich kształt? Heh... ten ma dziobek prawie złocisty, taki nowy i polyskujący, jak wykąpany w złocie podczas renowacji u jubilera, a czarne piórka wybrylantynowane, jak z salonu kominiarskiego, no i odkarmiony jest dobrze mój grubasek – elegancik – uśmiecham się pod nosem.
Ptaki też pewnie mają swoją hierarchię – jak mrówki. Jedne do roboty, a inne co rano wybłyszczone na spacerek, no i mój jest pewnie z tak zwanej górnej półki. Piękny!
Chętnie bym je oznaczyła, choć nie mam pojęcia skąd się bierze obrączki dla ptaków i jak się je zakłada, tylko czy jeden z drugim da się złapać? Bo, towarzyszyć, a dać się złapać to zupełnie inna para kaloszy i znowu śmiać mi się chce z tej mojej filozofii, bo kojarzę wszystko z ludźmi. Robię sobie krótkie scenki i podstawiam pod mojego kosa znajomych facetów, tych zaobrączkowanych też, bo to żadna przeszkoda – jak się okazuje. Ten wygląda na indywidualistę, chociaż czy ja wiem... pozory mylą, już to powinnam wreszcie wiedzieć, choćby po sobie.

Rozbieranie szło jak z płatka. Oboje byliśmy wyluzowani, spragnieni siebie do granic wytrzymałości. Nigdy nie pojmę swojego zachowania, nie wiedziałam, ani nie przypuszczałam, że jest we mnie aż tak namiętna kochanka, że mam do dania to, czego mężczyzna pragnie, w dodatku mam tego dużo. To, co zdarzało się w moich marzeniach, miało mało wspólnego z rzeczywistością. Czułość, namiętność i jego pragnienie przekroczyły i moją wyobraźnię, ale jednocześnie mnie zdemaskowały. Odkrył inną mnie. I ta inna, imponowała mi po trosze, podobałam się sobie w tej nieznanej – a ze wszech miar pięknej roli.
Co w tym jest?, że dotyk jednej męskiej dłoni wywołuje gotowość oddawania się, a innej jest jak syk boa dusiciela?
Otulona jego całkowitą aprobatą i zraszana co chwilkę pożądliwym dotykiem i spojrzeniem brałam garściami rozkosz w zamian dając siebie.
Imil prowadził mnie po mapie swojego ciała, jak świetny tancerz partnerkę. Na każdą moją trafną pieszczotę odmrukiwał i natychmiast mocniej dotulał odwdzięczając się czułymi całusami, które przechodząc w delikatne ssanie niosły mnie podniecaną przez inny wymiar w jego ramiona. Dyplom za znachorstwo i tu zdał egzamin, byliśmy przecież po raz pierwszy razem, a zachowywaliśmy się jak wprawni i wytrawni kochankowie, co w głównej mierze było jego zasługą. To nie był seks, ale otchłań czułości, oddania i wzajemnego zachwytu. Ten wielki facet przestawiał mną jak plastelinowym pudełeczkiem zapałek, a ja ze strachu, żeby za daleko nie odszedł obejmowałam go mocno za szyję. Był zdecydowany. Wiedział doskonale czego chce, ale szybko wyczuł co może ode mnie dostać.
Z każdym wejściem we mnie – miał mnie więcej i dostawał dużo – co go uszczęśliwiało. Chwilami nie nadążał brać, a wtedy przytuleni, wygłaskiwaliśmy się za miniony polodowcowy okres. Nasączaliśmy swoje nosy wzajemnymi zapachami, żeby było co ze sobą zabrać - „na zawsze”- jak to dzieci mówią.

– Masz plecy jak lotnisko, a ramiona i nogi to istne pasy startowe – śmiałam się nie mogąc złączyć palców dłoni obejmując tego olbrzyma, a on uśmiechał się, uśmiechał i powtarzał kilka razy:
– Lotnisko, ha, ha, ha, ty jak coś nazwiesz, esz! Jesteś w takim razie świetnym pilotem . . .
– i kierowcą też - dodałam i znowu śmialiśmy się i przytulali i dotulali nie ustając w zachwycie.
– Czy wszystkie kobiety mają jedną pierś mniejszą ? – naszeptał mi do ucha, jakby się wstydził swojego pytania,
– Wszystkie . . . chyba – odszeptałam – ale to ty powinieneś wiedzieć,
– Jak wszystkie dwie to wszystkie, to już wiem, że wszystkie – wymruczał i mocniej ssał brodawkę mniejszej, prężąc tym samym lubieżnie moje ciało.
Jego, jak na takie gabaryty było gładkie i mało owłosione. Na klatce piersiowej miał zaledwie kępkę zarostu, ręce bardzo delikatnie, a plecy bez skazy. Sobą przysłaniał sufit co w kontraście z moją drobną figurą podniecało mnie i chętnie zmieniałam pozycje – zaskakując samą siebie.
Często żeśmy się śmiali, radośnie i szczerze, choć łzy też były ale ciepłe i wycierane w jego bark sprawiały przyjemność, którą często czuję jeszcze dzisiaj.
Mianował mnie królową i choć to dziecinnie śmieszne, czułam się świetnie w tej bajkowej roli, byłam dumna, jak mała dziewczynka, której czarodziejska różdżka spełnia marzenie bycia królewną.

Ciekawe czy tego kosa nogi nie bolą?, nadreptał się obok mnie jak głupol, a łatwiej mu przecież fruwać? Ale to chłop! Niech maszeruje i tak mu nic nie wytłumaczę. Z góry, jak patrzę na niego, to dziobek sprawia wrażenie złociutkiego krawacika.
Ech!, elegancik, nie ma co!
***
Byłam szczęśliwa z zaistniałej sytuacji, chociaż nie ręczyłam czy to jawa czy sen. Bałam się, że to, to drugie.
Dziękowałam mu parę razy, za „Sonie”, za słowa, które do mnie powiedział, za to, że się to stało dzięki niemu, szczerze zapewniałam, że też nigdy nie zapomnę tej nocy i że też mi się zachciało żyć.
Prosiłam – żartując, żeby się nie rozpędzał, bo się rozpuszczę i co wtedy zrobi?
Uśmiechał się do mnie, jak do dziecka i westchnął:
- ej . . . żebym mógł tak cofnąć czas, to bym cię chętnie rozpuścił, ale co zrobić, jak wszystko trzeba inaczej! Co zrobić? - wzdychał bezradnie.
Miałam wrażenie, że chwilami jest nieobecny, że gdzieś odfruwa i wtedy smutniał.

***
Wracając z łazienki zobaczyłam następny etap szaleństwa: opuszczona przeze mnie część łóżka była zasypana płatkami róż.
- Obskubałeś wszystkie róże ? zmrużyłam oczy z niewiary,
- wszystkie – powiedział - były Twoje, a przecież nie będziemy ich zostawiać gaździnie,
. . . miałam łzy w oczach, usiadłam na brzegu łóżka, wtuliłam się w jego olbrzymie ramiona.
Natychmiast wciągnął mnie pod kołdrę.
Po raz pierwszy w życiu byłam oblepiona płatkami róż i obdarowana tym, o czym nie wiedziałam, że istnieje, że może mieć miejsce i że mi się trafi.
Spaliśmy do obiadu.
Nie chciałam otworzyć oczu, bałam się, że to sen.
- Dobrze, że mi się to nie śniło – wyszeptałam.
Nic nie mówił, całował miejsce w miejsce moją dłoń, przytulał ją do swojej twarzy, bawił się nią, jak czasem dorosły bawi się rączką dziecka. Zakręciły mi się łzy w oczach. Znowu się wtuliłam.
Poranna, a właściwie południowa toaleta zasąsiadowała z obiadem, o którym nie zapomniał. Jedliśmy w swoim pokoju. Nie pamiętam co było, ale pamiętam, że wszystko było pyszne i jedliśmy z wielkim apetytem, co nie przeszkadzało w podjadaniu sobie z talerzy kawałeczków mięsa i karmieniu się sałatką czy ziemniakami.

***
Oboje wiedzieliśmy, że wychodzimy z bajki, że musimy wrócić do rzeczywistości choć nie bardzo wiadomo jak? Czułam, że na równi boimy się rozstania. Już nie tylko on nie wiedział, jak beze mnie żyć ? Temat stawał się tabu.
Robiłam dziarską minę, ale czułam, że on nie spuszcza ze mnie wzroku. Śledził każdy mój gest, każde spojrzenie. Z natury wesoły i gadatliwy – milczał. Wodził za mną tylko już tęsknym wzrokiem.
Byliśmy gotowi do wyjścia, ale jakoś nam nie szło. Żeby rozładować sytuację – usiadłam Imilowi na kolanach, objęłam go i zaczęłam nucić:
- . . . „nic nie może przecież wiecznie trwać - ...” ale my i tak poradzimy sobie z tym pokręconym światem – szeptałam myśląc, że to pomaga.
Siedział, jak zahipnotyzowany, jakby nie chciał się dać wytrącić z transu.
Wstałam z kolan, zaczęłam lekko masować mu plecy, wprawnie jak fizjoterapeuta. W milczeniu obsunęłam marynarkę dla lepszego efektu masażu, złapał moje dłonie i przyciągnął mnie do siebie, przekręcił jak w tańcu i przytulił.
Całowaliśmy się. I to z taką namiętnością i z takim pragnieniem siebie i z taką chytrością na siebie, jak by to miało być ostatni raz. Jakbyśmy chcieli zostać już tak przytuleni na zawsze, jakbyśmy chcieli zapamiętać to do końca świata.
- Uff, zmęczyłam się. Jestem wykończona! - zdjęłam resztę ubrania, bo nawet nie zauważyłam, że się nie dorozbierałam,
- Ja też – ale to ty mnie wykańczasz - zdejmował z nóg obsunięte tylko spodnie i nakrył nas kołdrą.

Nie spaliśmy. Przytuleni, rozmawialiśmy o nas. O tym, jakie to wszystko dziwne, że się w ogóle wydarzyło, że może KTOŚ nam to zaplanował, że nie możemy skrzywdzić naszych bliskich, a szczególnie dzieci, bo to byłoby niewybaczalne. Musimy zachować nas w najgłębszej tajemnicy.
Ja mądrala, zrobiłam wykład: jak to musimy panować nad sobą; że zgodziłam się na jedną noc i koniec na tym. Koniec i już! Sama jednak nie wierzyłam w to co mówię. Imil patrzył na mnie z politowaniem, nawet poprawił mu się humor słuchając tych bredni. Śmiał się i kiwał głową potwierdzając moje androny.
- Koniec i już - rozbawiony obejmował mnie.
- Komu w drogę temu wiesz co - zarządziłam gramoląc się spod kołdry.
Po pół godzinie opuściliśmy jedno z najprzyjaźniejszych nam miejsc na ziemi.
Gazda żegnał nas z takim szacunkiem i godnością, jaka należna jest co najmniej księdzu po kolędzie. Zapraszał, dziękował, życzył zdrowia i wszystkiego najlepszego.

Droga powrotne minęła szybko i spokojnie. Opuściła nas panika rozstania w jaką popadliśmy wcześniej. Imil nie był ani smutny, ani przygnębiony jak przedtem. Uśmiechał się, ale już o tym co było nie rozmawialiśmy. Nie umawialiśmy się na następny raz, bo oboje byliśmy przekonani, że i tak i tak nastąpi W zajeździe oddał kieliszki, podziękował za pilnowanie samochodu. Wsiadłam do swojego auta i w trasę. Jechałam pierwsza. Co chwilę mrugał do mnie długimi światłami, a ja odmrugiwałam awaryjnymi. Jak dzieci.
W domu nie było nikogo prócz suczki, która z radości widzenia mnie oszalała. Wyszłyśmy na spacer. Zaliczyłyśmy nasz ukochany pagórek Grzebień, z którego jak jest dobra widoczność to Tatry widać. Dzisiaj było cudownie – choć Tatr nie widać.
Świat wyglądał chyba normalnie, ale nie dla mnie. Dla mnie wszystko było śliczne. Ta paskudna, krzywa ścieżka przez łąkę, która po deszczu jest drogą na złamanie karku była urocza, drzewa i krzaki bajeczne. Nawet mur cmentarny wydawał się dostojny i majestatyczny, a minęłam go w swoim życiu paręset tysięcy razy i nie zauważyłam tego.

Wieczorem, przebierając się zauważyłam, że gdzie niegdzie mam przylepione jeszcze płatki róż. Delikatnie je odlepiłam i schowałam do książki, żeby równo zaschły. Od czasu do czasu wąchałam ciało, przecież pachniało nim, a przymrużone oczy przenosiły mnie do góralskiego pokoiku. Chciało mi się żyć.



***
Czekałam cierpliwie na spotkanie choćby takie, jak ostatnie na ulicy. Wiedział gdzie i do której pracuję, którędy wracam i czym. Nie powiem, że każdego dnia wracając z pracy nie wypatrywałam jego samochodu. Wypatrywałam! Ponieważ przez kilka dni nie dał znaku życia, moje wypatrywania stały się nerwowe. Jadąc powoli, zaczynałam się plątać we własnej wiedzy: jakie to on ma auto? Czy to ten kolor? Może mi się coś pokręciło, może to nie czerwone tylko bordowe, albo żółte? O Boże, a może to, to – e,e,e nie to nie jego, on miał bagażnik. Nerwy zaczęły sięgać zenitu. Chciałam dzwonić, ale nie! Czemu nie dzwoni? Może się coś stało? Ale co by się miało stać! Może pojechał gdzieś za towarem?, e,e,e towar dzisiaj przysyłają na faksowe zamówienie, po co by się plątał po Polsce. Z resztą on nie kochał kierownicy, była dla niego narzędziem pracy, a nie miłością z jaką traktuje ją większość facetów. Głowa mi pękała od domysłów, możliwości i Bóg wie jakich przypadków. Myśli kłębiły mi się, jak przy pożarze stodoły pełnej siana. W kółko zadawałam sobie pytania, na które szybko udzielałam odpowiedzi wyjaśniające moje wątpliwości. W piątek popołudniu już straciłam nadzieję na spotkanie, przecież on w soboty też nie pracuje.
No nic, wytrzymam! Przecież życie jest takie, jakie jest i ma prawo w związku z tym mieć jakiś problem do rozwiązania, który łączy się z czasem. Tylko spokój może mnie uratować. Nie przyszło mi natomiast do głowy, że np. zakończył nasz romans już w tamtym tygodniu na parkingu, że wycofał się, że zrezygnował. Mowy nie ma!
Sobotę i niedzielę jakoś przeżyłam, ale zacięłam się, nie zadzwoniłam. Nie czułam się obrażona, nawet dobrze mi zrobił taki trening. Najpierw sama wygłaszam orędzia w stylu „musimy panować na sobą”, a potem chciałabym go mieć na co dzień. Tak się nie da, albo panujemy, albo nie i wtedy ponosimy konsekwencje tego NIE. Nawet mi zaimponowało to, że nie wisi na słuchawce.
I tak pierwsze co zrobię, jak będziemy sami, to rzucę mu się na szyję i naszeptam czule, że bardzo go kocham.
. . . . . przytulam się, a on mnie obejmuje i tuli mocno do siebie; zrobiło mi się zimno. Obudziłam się; usiadłam na łóżku - miałam wciśnięte ręce w zimną ścianę. . .
Było przed szóstą, ale już nie zasnęłam.

***
Pracowałam pilnie, nie z powodu pracowitości, tylko w imię zajęcia się czymś i nie spoglądania bez przerwy na drzwi, nie zrywania się do każdego telefonu jak do porodu. Nie byłam już zdenerwowana, byłam ciekawa co powie jak przyjedzie? Dlaczego nie to? Dlaczego nie tamto? Właściwie same dlaczego? Sama postanowiłam przyjąć każde wytłumaczenie za dobrą monetę. Nie robić jakichś niepocieszonych min, a broń Bóg wymówek. Wchodzący i wychodzący ludzie z biura zupełnie mnie nie interesowali, nie byli nawet powietrzem. Nic, normalne nic. Któryś już raz przyszedł magazynier, ale przychodził codziennie kilkanaście razy, bo na tym też polegała jego praca. Ale tym razem przyszedł i nic nie chciał w swoim owczym pędzie. Przyszedł, usiadł i siedzi.
Baśka go coś zgadała z kurtuazji – a ten:
- wy nic nie wiecie?
- nic, a co mamy wiedzieć - szpicluje Baśka,
- tragedia, kurwa mać tragedia trzęsąc się szepce jąkato Romek,
- co się stało, mów – popędza go Baśka,
Ja nie mogę wykrztusić słowa, oblewają mnie poty, pali mnie w gardle, nawet nie sięgam po papierosa, mam lepkie ręce, trzęsie mi się każdy centymetr ciała, mrowieje mi broda i usta czuję, że jest mi słabo, za chwilę wpadnę pod biurko,
- kurwa mać dziewczyny, kurwa mać jebana - przez łzy mówi Romek – wczoraj tak gdzieś o dziesiątej Imil jechał do nas i miał wypadek i kurwa mać już chłopa nie ma! Jakiś pierdolony Ukrainiec wysadził go w powietrze tirem, bo mu się skurwysynowi przyczepa urwała i chłopa już nie ma! Imila, już nie ma! - Romek płacze jak dziecko,
ja mam w uszach pisk opon, już nic nie słyszę. Mam przed oczami frunące auto Imila i tą sekundę kiedy jeszcze coś myślał, wiedział co się dzieje. Może nie wiedział? Piszczy mi mózg.
Wracam do pokoju i słyszę ciąg dalszy:
- przyjechało pogotowie, Imil jeszcze żył to znaczy oddychał, serce mu biło. Miał uszkodzoną tylko głowę. Zmarł dzisiaj nad ranem koło szóstej, ale nie odzyskał przytomności. Nie było dla niego ratunku, miał wbitą czaszkę w mózg. Lekarze się dziwili, że jeszcze tyle żył.
Jesteśmy jak dwie ściany płaczu, ja cały czas nie mogę wypowiedzieć słowa, jestem jedną wielką łzą. Baśka ma zakrytą twarz dłońmi, przez które cieknie strużka.

Popołudnie przesiedziałam z Fisią na Grzebieniu zalewając się łzami i szlochając rzewnie.
Pogrzeb był we wtorek.
W trumnie, mój Imil był tak samo elegancki, jak na Krakowskim Rynku – w czarnym garniturze i złocistym krawacie.

***
Do dzisiaj na Grzebieniu jest moje miejsce do rozmów z Imile. Rozmawiam z nim często, właściwie nie wiem czy nie za często. Dowiedziałam się dużo i część pojęłam, ale i tak czasami nawet w to co pojęłam - nie wierzę!
Tam się też teleportuję w dowolnie wybrane miejsca. Raz jestem z nim na Rynku Krakowskim, raz w zajeździe, innym razem w płatkach róż.
Nie uczyłam się tego, po prostu umiem.
Z Grzebienia widać głównie lasy, pośród których na wykarczowanej polanie na niewielkim, nasłonecznionym zboczu jest piękny cmentarz. Bezbłędnie rozpoznaję to miejsce, a nawet wiem gdzie jest grób Imila.
Mam policzone drzewa.
_________________
Szczęście jest wtedy
gdy się ma zdrowie
i i i krótką pamięć WinkWinkWink

Ostatnio zmieniony przez Shibbi dnia Sob 15:38, 01 Paź 2005, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Numer Gadu-Gadu
christine
Administrator


Dołączył: 14 Sie 2005
Posty: 1419
Ostrzeżeń: 0/5


PostWysłany: Pią 17:46, 30 Wrz 2005 Temat postu: Odpowiedz z cytatem
Przeczytałam, chyba pierwsza. Teraz muszę przetrawić. Później coś napiszę.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Dominikdano



Dołączył: 16 Wrz 2005
Posty: 125
Ostrzeżeń: 0/5


PostWysłany: Pią 21:02, 30 Wrz 2005 Temat postu: Odpowiedz z cytatem
Pisanie w pierwszej osobie często na odbiorcy sprawia wrażenie realności tego co czyta. Ja traktuję Twój tekst jako zupełną fikcję i tylko tak mogę się do niego odnieść.
Moje wcześniejsze skojarzenia z Kabaretem Starszych Panów okazały się w pewnym sensie trafione. Oczywiście poezja Przybory ma swoisty, specyficzny humor, który z wdziękiem odtragicznia najtragiczniejszą tragedię.

„Los mi ciosów nie szczędził aliści
i znów serce mi zranił do krwi –
kiedy kruka ujrzałam wśród liści
z drugim, który odmiennej był płci.”
/BALLADA O DOKTORZE PRASZCZADKU/

Historia opowiedziana przez Ciebie ma już zupełnie inną wymowę i właściwie trudno ją też zaliczyć do erotyki. Dla mnie jest to raczej romansowe.
A wszystko bardzo ładnie i lekko napisałaś. Czyta się tak łatwo, jakby oglądało się film.
Pozdrawiam
Dominik
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Shibbi



Dołączył: 15 Sie 2005
Posty: 838
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: spod Bani i Maciejowej

PostWysłany: Sob 5:44, 01 Paź 2005 Temat postu: Odpowiedz z cytatem
Imponuje mi Twoje skojarzenie z " Kabaretem..." - ale ogólnie to poskąpiłeś słów. No trudno - nie zawsze jest się w formie, a może zostawiłeś resztę dla siebie?
Dzięki że wstąpiłeś, bo zawsze jesteś mile widziany:wink:
_________________
Szczęście jest wtedy
gdy się ma zdrowie
i i i krótką pamięć WinkWinkWink
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Numer Gadu-Gadu
christine
Administrator


Dołączył: 14 Sie 2005
Posty: 1419
Ostrzeżeń: 0/5


PostWysłany: Sob 9:50, 01 Paź 2005 Temat postu: Odpowiedz z cytatem
Podobało się, bo wartko się czytało i z rosnącym zainteresowaniem. Trochę mnie rozczarowało zakończenie, bo to z tych, które pisze "głupie życie" a w literaturze to chciałoby się być zaskakiwanym ciekawymi rozwiązaniami fabuły. Ale przyjmijmy, że to literatura faktu, bo pisane w pierwszej osobie, więc może peelka opowiada historię swojego romansu komuś, po latach.
Zachwyty już znasz, skupię się teraz na tym, co bym poprawiła.

Drugie zdanie wywal - jakieś pokręcoane i w sumie niepotrzebne
"Uruchomiona zmysłowość" ... do ... "niepowtarzalny smak".
A w tym zdaniu:,
"ale przez ostatnie dwadzieścia lat z ON - od trójki dzieci?"
koniecnie zmień "ON"na "NIM" - dłuższą chwilę trwało, zanim zrozumiałam o co ci chodzi, tak będzie poprawniej. A zrozumialej, jak mapiszesz:
" przez ostatnie dwadzieścia lat byłam dobrą matką i lojalną żoną, chociaż przez ostatnie kilka lat z NIM - nie łączyło mnie już nic, oprócz trójki dzieci?"
Nie wiem, coś w tym rodzaju, bo przekażesz jednocześnie trochę informacji o sytuacji rodzinnej.
Myślę, że warto w tym miejscu wtrącić parę słów tłumaczących te straszne obiekcje obu kochanków, bo gdzieś tam wcześniej wspomniałaś o jego żonie i dzieciach.
W zamian możesz trochę zredukować opisy igraszek miłosnych, bo powtarzają się.

A w ogóle, to dzięki za yaką opowieść.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Dominikdano



Dołączył: 16 Wrz 2005
Posty: 125
Ostrzeżeń: 0/5


PostWysłany: Sob 12:09, 01 Paź 2005 Temat postu: Odpowiedz z cytatem
Shibbi

Po praktykach komentatorskich zapoznanych na FY mam niesmak, a może nawet odrazę do wszelkich ocen, niezależnie czy to cudzych, czy też własnych utworów.
Tamta formuła jest dla mnie nie do przyjęcia, a nowej jeszcze nie wypracowałem.
Dlatego wolę napisać o własnych skojarzeniach, jeśli warto. W przypadku KabStarPan znaczy tylko jedno – the highest level.
Pozdrawiam
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Shibbi



Dołączył: 15 Sie 2005
Posty: 838
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: spod Bani i Maciejowej

PostWysłany: Sob 13:01, 01 Paź 2005 Temat postu: Odpowiedz z cytatem
Nie ma sprawy Dominik!!!

- wiem , cholera jasna. Nie jestem ani obra, ani ura....żona haaaaaaa!!! ale wyszło ja się zabiję Wink
Ale jako zachłanna przedstawicielka gatunku babskiego chciałam więcejjjjjjjjjj - no i TU - TY mnie zrozum.
Rolling Eyes Rolling Eyes Rolling Eyes Rolling Eyes
ech! jest OK!
_________________
Szczęście jest wtedy
gdy się ma zdrowie
i i i krótką pamięć WinkWinkWink
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Numer Gadu-Gadu
Nicci



Dołączył: 30 Wrz 2005
Posty: 202
Ostrzeżeń: 0/5


PostWysłany: Sob 15:05, 01 Paź 2005 Temat postu: Odpowiedz z cytatem
Dominik napisał :"Ja traktuję Twój tekst jako zupełną fikcję i tylko tak mogę się do niego odnieść. "Zazdroszczę mu tego odbioru, gdyż ja nie potrafię się oderwać od wrażenia, że jest to rodzaj czegoś na kształt autobiografii (wiesz ten widok z Grzebienia na cmentarz, ja też go mam w oczach). A wtedy spojrzenie jest zupełnie inne...
Podoba mi się to j a k piszesz. Możesz nie wierzyć, ale nie czytałam B. Jones ani Grocholi gdyż jakoś nie byłam w stanie (nie moje to klimaty:)), a Ciebie czytam już drugi dzień:)))
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Shibbi



Dołączył: 15 Sie 2005
Posty: 838
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: spod Bani i Maciejowej

PostWysłany: Sob 16:06, 01 Paź 2005 Temat postu: Odpowiedz z cytatem
Do DYREKCJI Amarylisiaków
Christine! Już nie dam rady więcej, przysięgam na zdrowie moich dzieci. Wszystko poprawiłam prócz tej żony lojalnej czy jakiejś tam.
Nie Evil or Very Mad Exclamation tego za skarby świata, nawet jakbyś mi brylantów skrzynkę dała w zamian za cudną ważkę Rolling Eyes .
Pomijam bohaterkę i w ogóle cały tej bzik Imilowy - ale mnie taka forma nie przejdzie przez usta, a co dopiero przez mózg, a o napisaniu nie ma mowy - wiem, że wybaczysz Crying or Very sad .
Dziękuję za pomoc w kleceniu tego - bo, no właśnie, bo wiesz czemu sobie nie radziłam okrutnie i . . . umęczon pod Ponckim Piłatem skończyłam dzięki TOBIE Very Happy
Jesteś wspaniała Exclamation Exclamation - ale ja już chyba trąbię o tym któryś raz, a a a a nie, nie ja ostatnio trąbiłam, że masz szczęścieeeeeeee


Nicci - jestem nie zaszczycona, bo to bardziej wyświechtane słowo niż "kocham", jestem wzruszona, tym bardziej, że mimo iż określiłaś się w tematyce (odległa galaktycznie), jednak drepczesz za mną jak nie przymierzając mój kos.
Wiesz, jak kobieta przekonana jest, że głaski i niczym nieograniczone dotyki męskiej dłoni to uścisk wilgnej i lepkiej ośmiornicy; jak myśli, że kłamliwe szepty i jednokierunkowe całusy wymierzone są przeciwko niej; jak nagość - kojarzy się jej ze wstydem i upokorzeniem, to znaczy, że to NIE TEN GOŚĆ w łóżku - chociaż ono najmniej ważne. Bo jak TEN - to i we fosie cudownie.
Też nie czytałam B.J. A Grocholię - owszem . . .zaczęłam "Serce na temblaku" no i wyrwali mi sprzed nosa - bo było pożyczone i tyle poczytałam.
Trochę nie wiem jak to powiedzieć, że się cholernie cieszę, że mnie czytasz Embarassed Rolling Eyes Crying or Very sad Very Happy Very Happy
_________________
Szczęście jest wtedy
gdy się ma zdrowie
i i i krótką pamięć WinkWinkWink
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Numer Gadu-Gadu
dziewczynazperłą



Dołączył: 17 Wrz 2005
Posty: 709
Ostrzeżeń: 0/5


PostWysłany: Sob 16:58, 01 Paź 2005 Temat postu: Odpowiedz z cytatem
Nie przychodziło mi do głowy, że grzeszę, a że kogoś zdradzam – to już w ogóle, za nic w świecie. Hmm... może grzeszyłam, ale przez ostatnie dwadzieścia lat z Nim - z tym od trójki moich dzieci?"

Mianował mnie królową i choć to dziecinnie śmieszne, czułam się świetnie w tej bajkowej roli, byłam dumna, jak mała dziewczynka, której czarodziejska różdżka spełnia marzenie bycia królewną. "

Nie uczyłam się tego, po prostu umiem."

Masz Swoj niepowtarzalny i nie do podrobienia styl pisania o rzeczach trudnych tragicznych w sosób który wydaje się własnie taki "po prostu" doskonale wiem że to tylko złudzenie i jak trudno pisać tak aby osiągnąć złudzenie lekkości pióra dzięki któremu tak świetnie się czyta i mało tu patosu mędrkowania sztuczności
ktoś powiedział że czyta się jak film dokładnie albo jeszcze lepiej rzeczywistość
i niech nikt mi nie mowi ze to zle ze jest jak pamiętnik
bardzo lubię czytać coś co jest zwierzaniem się na uszko
zaprawione takim językiem i filozofią
opowiadaj mi o zwyczajnym życiu Shibbi opowiadaj więcej
dziękuję za lekturę
piękny tytuł teraz rozumiem
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
wojtstyp



Dołączył: 17 Sie 2005
Posty: 287
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z Puszczy Knyszyńskiej

PostWysłany: Śro 10:22, 05 Paź 2005 Temat postu: Odpowiedz z cytatem
Przyszła kolej i na mój komentarz.
Kochana Shibbi zacznę od tego, że mam wrażenie, że 3 część napisana jest inaczej niż dwie poprzednie. Bardziej spokojnie, bez charakterystycznego dla Ciebie ekspresyjnego wyrażania stanów emocjonalnych. Prznajmniej ja mam takie wrażenie.
Przechodząc do rzeczy, przeczytałem jednym tchem, nie zwracając uwagi na błędy. Potem gdzieś sie przewinęło coś, ale zgubiłem i niech tak zostanie, poza literówkami. Bo są do poprawy.
Zakończenie wcisnęło mnie w krzesło. Akurat nie byłem w dobrym nastroju, muzyka też nie brzmiała optymistyczna, więc zdołowałaś mnie do reszty. Umiesz oddziaływać na emocje, i to bardzo. Może też zakończenie odebrałem zbyt osobiście, codziennie jeżdżąc po wąskiej drodze między ruchem tranzytowym na płn-wsch granice i biorąc uwagę ostanie tragedie tu u nas. Nie zmienia to jednak tego, że po prostu cholernie mi się Twój utwór SPODOBAŁ A ostatnie dwa zdania majstersztyk jak dla mnie. Reasumując długaśną wypowiedź bardzo ładnie opowiedziana histroria o tym czego powinien każdy z nas choćby przez chwil kilka doświadczyć - o prawdziwej miłości.
Wojtek
_________________
bo ja jestem z lasu i już
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Shibbi



Dołączył: 15 Sie 2005
Posty: 838
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: spod Bani i Maciejowej

PostWysłany: Śro 14:27, 05 Paź 2005 Temat postu: Odpowiedz z cytatem
Dzięki Wojtuniu - Rolling Eyes Embarassed Wink

Wiesz, że bez czytelników jestem nic nie warta. Tak więc, na każdego czekam i każdego zdanie -- na wagę złota Exclamation Exclamation
Opowieść, jest zapewne troszkę ckliwa i mogłabym się spodziewać w komentarzach czegoś, w rodzaju lekceważącego politowania, ale to mnie nie dosięgło.
Zdaję sobie sprawę, że kobiety - czytelniczk, mają swoje "odbiorniki" nastawione na innej fali niż mężczyźni, ale jak i WAM się opowiedziana historia spodobała, jak czytało się dobrze i z zainteresowaniem, to znaczy, Rolling Eyes Rolling Eyes że mogę pisać dalej......

pees. Co do zwolnienia akcji w ostatniej części - hahaha - wiesz, to tak jak z tym tańcem na lodzie - nie da się nieustannie piruetów odfruwywać - zadyszka, chłopie - perły i z a d y s z k a Wink
A a a a ,to, że się cieszę - to musicie czuć - nie ma totamto Exclamation
_________________
Szczęście jest wtedy
gdy się ma zdrowie
i i i krótką pamięć WinkWinkWink
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Numer Gadu-Gadu
ella_hagar



Dołączył: 27 Sie 2005
Posty: 151
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pon 15:12, 24 Paź 2005 Temat postu: Odpowiedz z cytatem
Shibbi, miła Ptaszniczko, co latają za Tobą kosy jeden za drugim Wink
Przeczytałam całość „Policzone drzewa” czyli te trzy części i ci donoszę tak:

Piszesz jak zwykle. Wartko, zajmująco. Raczej trudno cię przyłapać na pisaniu, bo czytelnik się wciąga. Tak się lekko czyta w środku , że , ja akurat, mogę spokojnie czekać na to „jak się to zakończy”. Zajmuje mnie w czytaniu bardziej to jak ty opowiadasz niż co.

Masz też jakąś taką umiejętność formułowania ostatniego zdania - umieszczenia właściwych słów na właściwym miejscu na sam koniec. Tak było i w „Tm”.
Tutaj piszesz: „Bezbłędnie rozpoznaję to miejsce (…) Mam policzone drzewa” I ja wymiękam Shibbi. Sobie mówię niczym Plezantrop nasz zacny : „Taaa…” I nie potrzeba innych słów, żeby wiedzieć jak bardzo ta śmierć dotknęła bohaterkę. W tej pedanterii policzenia drzew jest więcej czułości, odczuwania, niż w jakichkolwiek słowach, co by mogła rzeknąć jeszcze bohaterka.

Ale Shibbi zgubiłaś gdzieś te kosy. Są w części pierwszej, nachalne takie, a potem nic? Te twoje kosy są jakieś takie magiczne, feeling’owe. Gdzie się podziały na koniec? To po co były na początku ? Wiesz, ten kos powinien gdzieś tam mieszkać między policzonymi drzewami albo jakoś tak … co tam wymyślisz sobie. A pomysłów ci nie brak. Smile
No, brakuje mi kosów, co by może łączyły coś. Albo cos by je łączyło przez te wszystkie trzy części. Ich jest bowiem dostatecznie dużo w części 1, żeby potem miały zniknąć, jak kamfora.

I Wojtsyp ma rację. Musisz pilnować tempa. Bo ty zawsze w końcowych fragmentach zwalniasz, jakbyś się znudziła opowiadaniem.

A ogólnie słodko (ale jeszcze nie nudząco) i rzewnie (trochę mało przejmująco, nie aż tak, żebym mogła sobie popłakać). Tak jak chciałaś, nie ?
A że romans, zdrada , nielojalna żona, matka? (bo cos tak marudzili poprzedni czytelnicy) To powiedz im, ze to Życie. Takie jest życie. A w życiu najważniejsza jest miłość. Zaraz po zdrowiu, a przed pieniędzmi Wink

I całkiem nieźle Shibbi. Podobało mi się.
I aż chce się odpowiedzieć Pani autorko:
„co w tym jest, że dotyk jednej męskiej dłoni wywołuje gotowość oddawania się, a innej syk boa dusiciela ?” – magia Shibbi. Po prostu magia. Smile

Duuuuża buźka dla ciebie.
_________________
...
eh

Ostatnio zmieniony przez ella_hagar dnia Wto 10:35, 25 Paź 2005, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Shibbi



Dołączył: 15 Sie 2005
Posty: 838
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: spod Bani i Maciejowej

PostWysłany: Wto 8:28, 25 Paź 2005 Temat postu: Odpowiedz z cytatem
Dzięki - za WYTRWAŁOSĆ i za podobanie........ wiesz co ella_ ,te kosy..... - no właśnie ONE są. Przecież moja bohaterka sobie wspomina - w parku po iluś tam latach znowu jest bezczelny tuptuś kos. To za jego przyczyną wspomnienia wracają, jak fala tsunami - tym razem nakrywając ją.
Wiesz, że wszystko się da przerobić - haaa ! "... nie ma takiej rury na świecie której nie można odetkać .." Embarassed Wink Jakby tak usiadło ze trzech mądrasów - to huhuhuuu - jakie by spreparowali opowiadańsko -na miarę Bóg wi czego. Moje tak wyszło i nie pozbawione jest mankamentów. Ale wiesz, że ja się poprawiamm Embarassed Embarassed pilnie Embarassed .
No i - i chcię jeszcze powiedzieć, że cieszę się z Twojego "wymiękania" - o to szło Wink
_________________
Szczęście jest wtedy
gdy się ma zdrowie
i i i krótką pamięć WinkWinkWink
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Numer Gadu-Gadu
ella_hagar



Dołączył: 27 Sie 2005
Posty: 151
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Wto 10:37, 25 Paź 2005 Temat postu: Odpowiedz z cytatem
Shibbi, bo mnie te kosy sie podobały. One powinny być. Nie chcialabym, zebys ich sie pozbywała. Wiem, one są nostalgiczno- wspomnieniowe. Ale jakoś mi brakuje ich dreptania w następnych częściach opowiadania. Wiesz, choc tak na chwileczke tylko. Smile
Ale pomysł i wola Twoja, Shibbi.

A jak tak, by usiadło ze trzech mądrasów?
Trzej magowie od Ahura-Mazdy? Wink
Shibbi, nie chcę uchodzić za mądralinkę Sad Nie jestem znawcą literatury, choć czytam, bo lubię. Mówię ci jak szary czytelnik. I doskonale to wiem, że wszystkim się nie dogodzi i że co by kto nie przeczytał, to coś nowego mu przyjdzie na myśl, co by chętnie dodał lub ujął z czyjejś prozy.
Sama wiesz, jak jest. Ja też to wiem.

Pozdarwaiam bardzo serdecznie i mam nadzieję, że robisz to co obiecałaś z Tm. Do roobooootyyy!!!! Bo nie daruję! Very Happy
_________________
...
eh
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
sama nie wiem..?..
PostWysłany: Czw Cze 08, 2006 2:24 pm Odpowiedz z cytatem
mala50
Gość




Nie jestem net..o manem ale jestem tutaj Tak jakoś na przekór..także sobie samej Przeczytałam raz i drugi .. i jak błysk w sercu pytanie eotyk..???. TTTo takie piekne w słowie jak nie z tej bajki W głowie ciekawość w sercu zazdrość duch klepie po plecach ..kobieto sakrament .!! Tak stęskniona bez pruderii piękna że czytałam ..jednym tchem Właściwie te komentarze nie wiem po co ..?.. Pisałaś chwile i straciłaś chwile dla tych chwil i my tu jesteśmy by zatrzymać się na chwile ..Banalne nie..!?.. Ja mówie o sobie połamane drzewo ... i wpierw tytuł mnie zwabił Mam za sobą ponad 30 lat w małżeństwie takie zwyczajne czwórka dzieci ... i po jakimś czasie gdy dorosły dzieci ja pomyślałam o sobie pomagam innym w trudnych związkach i nałogach ... W.... To moje drzewo już mocne podlewane miłościa każdego członka rodziny.. uderzył piorun choroby męża 20 lat..!! depresji
i połamało sie.. ze mnie poleciały wióry kobiecości .. zapomniałam co to jest .. ciało Siadają ptaki dziobią .. wygląd i czupryna owszem ... a ja uparta ..dom i dzieci
Jakoś tak zaczełam pisać ..dużo pisze a moja poezja jak deszcz czasem opada na twarze słuchaczy ta mgiełka mi towarzyszy i zachęca by pisac
..to co czytałam ..to inny wymiar mąż był ten pierwszy i nim pozostał .. zasadziłam drzewa i..rosną Tutaj inny świat zastałam ..fajnie tak odpocząć pod twoim drzewem pomyśleć ..pomarzyć .... i współczuć
PostWysłany: Czw Cze 08, 2006 3:25 pm Odpowiedz z cytatem
Christine
administrator
Dołączył: 13 Wrz 2005
Posty: 2463
Skąd: Gdańsk




Witaj mala50.
Shibbi teraz nie może ci odpowiedzieć, jest na leczeniu naświetleniami po operacji krtani, ale na pewno będzie jej miło czytając twoją wypowiedź. Opowiadanie jest przeniesione ze starego forum: http://www.amarylis.fora.pl/
było opublikowane przez Shibbi parę miesięcy temu, dlatego dołączyłam komentarze.
Jeśli chcesz poczytać więcej utworów Shibbi wejdź na to forum i poszperaj w dziale PROZA.
A ciebie zapraszam serdecznie: zaloguj się tu, na nowym Amarylisie i wklejaj swoje utwory.
Ciekawa jestem jak tu trafiłaś? Z wyszukiwarki, czy ktos ci polecił tę stronę?

Pozdrawiam :)
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
PostWysłany: Pią Cze 16, 2006 7:27 am Odpowiedz z cytatem
Gość




Witam serdecznie obie Panie-
Tobie Christin najserdeczniej dziękuję za moje przenosiny :D powtórzę z JP II - bo to najszczersze słowa w tej sytuacji - "na Ciebie zawsze można liczyć" Exclamation Exclamation Exclamation Odrobię jak wrócę :wink: przysięgam Embarassed Całusy - jeszcze z doskoku :cry:

Małej50 - dziękuję za odwiedziny, a szczerzej za poświęcony czas przy monitorze. Czuję się spełniona, że wciągnęło Cię na tyle, że doczytałaś do końca no i skomentowałaś. Twoje odczucia mówią, że i ja nie straciłam swojego - pisząc to opowiadanie.
Miło mi, że odpoczęłaś - bo i taki był zamiar tego pisania.
Pozdrawiam najserdeczniej. S.
PostWysłany: Pią Cze 16, 2006 7:36 am Odpowiedz z cytatem
Gość




ten Gość - to ja niezalogowana (zapomniałam, ze trzeba na to patrzeć Embarassed Embarassed Embarassed ).
Shibbi "Policzonone drzewa (cz. 3 -fini)." /przeni
Forum Strona Główna » EROTYKA
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)  
Strona 1 z 1  

  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  

 


This is a free forum service provided by power-forums.com



Powered by phpBB © 2001-2004 phpBB Group
phpBB Style by Vjacheslav Trushkin