Wysłany: Nie Sty 21, 2007 11:18 am |
|
|
| Shibbi |
|
 |
 |
| Dołączył: 12 Kwi 2006 |
| Posty: 1328 |
| Skąd: spod Maciejowej |
|
|
 |
 |
 |
|
Dzieki wielu pomocnym dloniom, a szczegolnie sercom udalo mi sie wreszcie wkleic. Dzieki kochani
Ale, jak to w zyciu: jak nie urok to, no tego panie kochanku - tym razem nie mam polskiej czcionki. Ale mysle, ze mnie rozgrzeszycie !
To wszystko straszne! Nie dosc, ze pamiec tak potwonie zawodzi, to w dodatku eksplozja spanikowanych nerwow robi z czlowieka wydmuszke i jak tu byc zdrowym. . Jednak "... ty nas nigdy nie opuszczaj nadziejo " i i i jest
Nie bede klamac, ze sie udalo, bo prawda jest taka, ze Christin i Krab mnie uratowali.
Od dwoch lat jestem na tzw. walizkach lub torbach podroznych i choc cel ich pakowania jest rozny, efekt przewaznie taki sam. W bledzie jest ten, kto mysli, ze nabralam wprawy w pakowaniu i robie to sprytnie w kilka godzin. Otoz nie. Pakowanie trwa tydzien. Mieszkanie oblepione jest zapisanymi kartkami; 1) co kupic, 2) co zabrac z ubran, 3) jakie kosmetyki i ktore ksiazki? Z uporem maniaka co rano demoluje szafy, polki i szuflady segregujac konieczne od tych “chyba sie nie przyda”, a trzeba pamietac, ze plec mnie gubi i przyda sie chyba wszystko. Przepakowuje zatem walizke kilka razy (ostatnio nawet na lotnisku ), az w koncu sie okazuje ze i tak zabralam kilkaidiotycznych ciuchow , a potrzebne wyautowalam; a a a buty !! moj boze, buty!! to dopiero problem ktora zabrac, a ktore lubie i do czego jakie pasuja!!, a moze wygodne najpotrzebniejsze!! U f f f!!!
[img][/img]
Jade.
Zegnam moje Podhale
[img][img]
i korzystajac juz z odcinkow nowiutkiej “zakopianki” podziwiam, jak praca wre na wielokilometrowych odcinkach.
[img][/img]
Krakow wita mnie tubylczym smogiem, ale mnie juz na tym swiecie malo zdziwi i tak kocham to miasto, zeby nie wiem co nad nim wisialo;
[img][/img]
no i Wawel stoi tu gdzie powinien
[img][/img]
Juz poludnie odwiedzam swiateczny Rynek, ktory na ten czas zamienil sie w istne ZAGLEBIE ANIELSKIE – Jest ich do wyboru i koloru i jakie kto chce
[img][/img]
[img][/img]
Wiem, ze od kilku dni co rusz na innej ulicy jest wielkie zamieszanie. A to wisza flagi ze sfastykami, a to esesmanskie ciezarowki jezdza w te i z powrotem. A. Wajda kreci “POST MORTEM”. Dzisiaj, choc zimno, jak w psiarni, pod Uniwerkiem wyczekuje na jakies ujecie filmowe, moze mi sie trafi malusi kadr! Doczekuje sie przerwy aktorow na papieroska….
Pakowanie profesorow na furgonetki ma byc o 16.00 – przylece, ale musze wracac do domu bo zamarzne na smierc!
[img][/img]
[img][img]
http://images4.fotosik.pl/268/8ec24b134840bf57.jpg[/img][/img]
Lubie leciec samolotem, ale jak juz siedze zapieta i ruszamy – zanim jednak sie to stanie, moje mikrofilmy grozy i panoramiczne horrory spedzaja sen z powiek. Tylko Bog jeden wie, jakie spotykaja mnie kataklizmy i katastrofy w tej podrozy. Potem wszystko idzie gladko i w sielskiej atmosferze az milo sluchac pierwszej pani oficer, ktora informuje, ze za okienkiem jest minus 52, lecimy 720km/h, a wysokosc 12.000 metrow npm wcale nie przeraza. Mimo ze w Mediolanie jest mglisto i niestety tylko 7 stopni lecimy dalej. Faktycznie widok zerowy – mgla i takie chmury ze nawet skrzydla samolotu nie widac. Ale to juz nie moj problem.
Tym razem mam szczescie. Pogoda sie klaruje. Siedze przy oknie sama, a fotele po przeciwnej stronie tez sa wolne - a tam zupelnie co innego sie dzieje niz u mnie. Tam wstaja ranne zorze.
[img][/img]
[img][/img]
[img][/img]
[img][/img]
[img][/img]
[img][/img]
[img][/img]
Z wdziecznosci ze nikt mnie nie zbesztal, za to platanie sie po ogonie zamawiam kawe za 4€ i czuje sie kwita ze stewardesami, ktorym od czasu do czasu tarasuje jednak przejscie. Szybko ja dopijam, bo komenda "zapiac pasy" sugeruje o ladowaniu, a moim zdziwionym oczom ukazuje sie cudna Matka Ziemia
[img][/img]
Dowieziona w calosci przesiadam sie na autobus, ktory ma mnie zawiezc na tak zwany dworzec PKP- co po wlosku sie tlumaczy Statione Centrale. Przewaznie dowoz trwa godzine. Dzisiaj bijemy rekord - jade dluzej niz z Krakowa tu. Taaaaakie korki.
W domu moja corcia ma juz choinke, a mieszkanie – jak przystalo na czas przedswiateczny pachnie Prontem i innymi wonnosciami.
[img][/img]
Szybka kawa i idziemy na miasto - korzystam poki sie da. Mam plan odwiedzin mediolanskich zakamarkow, wraz z glownymi placami. Potem prace w kuchni odizoluja mnie od tej wzrokowej rozkoszy.Wreszcie tu tez na sto procent jest cos niepowtarzalnie swiatecznego i trzeba to koniecznie odnalezc.
[img][/img]
[img][/img]
A nie mowilam!!!!. Takiego stosu salami to w zyciu nie widzialam, nie wspomne o serowych gorach.
Ale na pocieszenie - sa i typowo jarmarczne kramy. Jak wszedzie na swiecie handlarze wykorzystuja boom zakupowy - z amerykancka swany shopingiem i handluja czym sie da do poznych godzin nocnych.
[img][/img]
takie troche amerykanckie
[img][/img]
i calkiem dziadoskie tez sa
[img][/img]
ale ja wiem za czym teskni moj wzrok
marmurowa koronka DUOMO przyciaga jak magnes
[img][/img]
[img][/img]
ciutke swiata antycznego
[img][/img]
swieta Rita noca
[img][/img]
przyjde tu w nocy - przysiegam !!!
[img][/img]
W takiej rozkoszy przelecialy dni wolne od kuchni – moj ziec zwolnil nas od gotowania obiadow i dal wolne 12 godzin - wracal o 20.00 na kolacje. My jadalysmy byle co, to znaczy: kawa i salata obowiazkowo;
[img][/img]
a w piatek zaliczamy u Japonczyka sushi - po raz pierwszy w zyciu usilowalam jesc paleczkami, co wcale nie jest takie proste.
Nie jestem wybredna: potrawa jest przyrzadzona z precyzja szwajcarskiego zegarka. Malusie porcyjki owiniete w algi czaruja i chyba nie robia wrazenia tylko na niewidomych, albo na japonczykach . Kolorystycznie na polmisku sa bez zarzutu. Troszke za duzo w nich ryzu (ale czyms sie trzeba najesc). Musze dodac, ze bez sosu jest to niejadalne. Sojowy z ichniejszym chrzanem...... pyszny - tylko, jak wszystko co japonskie doprecyzowany bolesnie i przewsciekle chrzanowy. Piwo - lagodzi ogien w ustach . . u f f f
[img][/img]
[img][/img]
Koniec zwiedzania. Wyjscia ograniczaja sie do spaceru z pieskiem, zwariowanie aktywnym i rozpieszczonym Brusem. Pieczemy serniki, makowce i choc nie pierwszy raz w zyciu to robie, mam treme. Wolalabym zeby sie nic nie przypalilo i sernik zeby sie nie zapadl, jak goralski kapelusz , Moj Boziu nie chce Ci zawracac glowy, wiem, ze wojny na swiecie i nieszczescia powodziowe, ale spraw zeby sie wszystko udalo.
Jeszcze zakupy; u f f to koszmar, jakie tony jedzenia ludzie wywoza na sklepowych wozkach, zyczac sobie jednak Buon Natale – jakby sie wszyscy znali!!
Ciasta popieczone i udane - u f f gracia a Dio.
Wieczorem gotujemy, a wlasciwie parzymy scampi (nie wiem jak to nazwac po naszemu, ale zaraz pokaze) i obieramy tulowiki do salatki pomidorowej, a do szczypczykow - w ktorych sa przenajpysznosci dobieram sie ja.
To pojedynczy, dorodny egzemplarz, wlasciwie taki gosc ... jak na deptaku w Ciechocinku ... hmm.. a w Warszawie chowaja Danusie Rinn - no i czy zycie nie plata figli ??
[img][/img]
a tu tlum, po prostu pielgrzymka scampi
[img][/img]
Poki co ciesze oko widokiem z okna o roznych porach dnia...
[img][/img]
[img][/img]
[img][/img]
................... cdn.
Wszystko gotowe. Sa oczywiscie dania i polskie i wloskie, zobaczymy co komu przypadnie do gustu . Oni sa dosc wybredni, a nie obrazajac nikogo dosc prymitywnie wierni makaronowi i lazani - nie wiem czemu akuratnie w tym miejscu usadowili swoj patriotyzm, ale tesciowa slyszac co bedzie, obiecala przyniesc lazanie ... no . . . . juz zeby sie zadosc stalo polskiej tradycji postna, ale czulam, ze sie boi wyjsc glodna . Buraki wg nich Pan Bog stworzyl z mysla o krowach, albo koniach. Tak ze dowieziony przeze mnie kiszony barszcz, ktorym cudem boskim nie zalalam luku bagazowego, bedzie tylko dla nas.
Nie obylo sie bez nieprzywidzialnosci typu: stol sie nie rozklada za skarby swiata, albo Brus (z wrażenia - psy ponoć też przeżywają gości w domu) nasikal pod prezenty u f f ... dobrze ze papier tak porzadnie woskowany i nie przemokl, bo paczka jest dla tescia...
Ja juz od kilku dni patrze jak pod nasza choinka "koca" sie prezenty. Owszem dolozylam moje, ale w porownaniu z pierwszym dnie mojego pobytu jest ich kilka razy wiecej.
Znowu wyjde jak ... e e e nie, nie wyjde
[img][/img]
Wlosi, jak wiekszosc europejczykow - nie poszcza w Wigilie. Nasi chca uszanowac polski obyczaj i dotrzymaja nam towarzystwa.
Religijnie wszystko po polsku, a dla nich po raz pierwszy w zyciu. Ojciec czytal urywek z ewangelii, odmawialismy w dwoch jezykach pacierz i modlismy sie za naszych zmarlych.
Dzielenie przywiezionym oplatkiem, ktory lezy na sianku obok gipsowej figurki Pana Jezuska w pieluszkach. Dla nich to sceny rodem z Etiopii, choc sa katolikami. Ale podobło sie. Byli pod wrazeniem. Mama miala lzy w oczach, a ojciec udawal ze "nic mu nie jest" procz tego, ze broda mu sie trzesla.
Ja od dwoch dni ucze sie zyczen dla kazdego (jest jeszcze siostra ziecia)-ale z wrazenia biore sciagawke, bo wszystko mi sie pomerdolilo.
Tesori miei! Sono felicissimo di essere qva con voi - co się na nasze ma - moi kochani cieszę sie, ze jestem tu z Wami... vi auguro tanta felicita, pazienza, toleranza e sopra tutto amore perche e piu importante . . a to chyba zrozumiałe dla wszystkich
[img][/img]
Najpierw tak zwane antipasti- czyli zakaski, bez ktorych rozpoczecie posilku glownego jest tu balwochwalstwem. Malusie kromeczki opieczonej buleczki, posmarowane maslem z tunczykiem, nastepnie roznorodne i pyszne sery, do ktorych dodatkiem sa: dzem figowy, cebulka z miodem, oraz sam miod (nie wpadla bym na pomysl takiego zestwu, ale polecam. (u nas tez to jest mozliwe, a niebiansko pyszne ).
Nastepnie krokiety z barszczem, a kto chce i z uszkami. No i tu zaczynaja sie schody - tesciowie zjadaja kurtuazyjnie jednego krokiecika wspolnie z teściem- ale po umoczeniu ust w filizance ...
(tesciowa jest Julietta, a stary Emiliano i tak bede ich tytulowala, bo inaczej oszaleje z tym "tesciowaniem" a szwagierka Sylwia - - zgoda ?? )
Julietta przeprasza, ale nie jest w stanie przelknac... Emilek poswieca sie i wypija pol garnuszka. Moj ziec dzielnie zjada wszystko, natomiast Sylwia niby nie mowi nie, ale meczy sie, jak dusza w czyscu. Ja udaje, ze jestem pieronsko przyzwyczajona do tego, ze malo komu smakuje ta konska strawa procz mnie i mojej Ady i z usmiechem na ustach przyjmuje ich meki.
Nastepnie serwujemy postna lazanie (tylko z Pesco) - to pyszne jedzenie, chwale ile sie da i zjadam ze smakiem kawaleczek - bo przeciez jeszcze czeka nas kilka dan, choc ja juz mam dosc.
Pieczone kartofle, salatka pomidorowa ze scampi, jarzynowa, dorsz po grecku i pieczone oraty (ryby-nie wiem, jak po polsku sie zwa) nie sprawiaja problemu dla nikogo. Jest w czym wybierac i problem barszczu niknie .
Sernik, jablecznik z bakaliami, kutia, kompot z suszu i biszkopt z jagodami wiencza bieganine do kuchni - ktora lubie i nie chce jej oczerniac, choc dla ziecia i tak najwazniejszym problemem jest jakie podac wino i czy jest wlasciwie schlodzone.
[img][/img]
Pocieszeniem jest, ze otwieranie prezentow bylo nie tylko niespodzianka dla mnie - kazdy byl mile zaskoczony, a najbardziej Julietta, ktora od swojego synka (zieciusia) dostala sliczne futerko. Byly rekawiczki, plaszcze, skarpety, krawaty, swetry, I Pod (jeden moj), kuferki na bizuterie, parkerowskie pisaki, wytrawne alkohole, ale bylo i zloto i brylanty - az wreszcie ubranko dla Brusa.
[img][/img]
Mowiac krotko - kazdemu wg zaslug
........................
Pierwszy dzien Swiat - jest identyczny jak w Polsce- zmienia sie ewentualnie lokum, ale obzarstwo trwa.Goscilismy u rodzicow ziecia - no i jak to na przyjscie synka, ktorego zona glodzi, mama przygotowala takie jadlo, ze stoly sie uginaly od antipast, mies, i serwowanych dan. Chcialam byc milsza niz Oni dla mojego barszczu i kosztowalam po lyzce wszystkiego dopoki moglam, ale w polowie, przestalam moc i skonczylo sie na ogladaniu i zachwycie. Reszta rodziny zajadala sie pysznosciami do konca. Potrawy sa w przewazajacej wiekszosci inne od naszych, ale bardzo smaczne.
[img][/img]
[img][/img]
[img][/img]
Zaskoczeniem wielkim bylo koledowanie i to przy akompaniamencie Emilka, ktory jak sie okazalo nie tylko jest smakoszem i znawca win, ale i artysta. Oczywiscie krolowala "Cicha noc", ale byly tez inne ichniejsze koledy.
[img][/img]
Pod wieczor pozegnalismy sie i najnormalniej uciekli przed nastepnymi polmiskami.
[img][/img]
Drugi dzien Swiat byl spacerowy i choc zimno bylo do szpiku... bylo gesto od spacerowiczow. My odwiedzilismy panny Sforzowne i Pogotowie Weterynaryjne
[img][/img]
[img][/img]
[img][/img]
Bylam pewna, ze Turcy rozbili namioty i będzie autentyczna "odsiecz Mediolanu - tym razem.." .... a to normalne ... no
[img][img]
. . fontanna dziala i jakimś sprytnym sposobem nie zamarzła
[img][/img]
Zamczor przeraża potęgą - choć nie powinno mną wzdrygać.
A jednak Chłód i olbżymiość zginają kolana. Nawet się zastanawiam jaką technikę zastosowano, że stoi do dziś i ma się całkiem dobrze.
[img][/img]
[img][/img]
to jakieś zakamarki wewnętrzne - przejścia i oddzielenia - na komnaty pójdę następnym razem
[img][/img]
[img][/img]
Herb na głównej baszcie informuje kto tu rządził i czyja to posiadłość
[img][/img]
Ziąb - niczym nie przypomina ciepłego kraju. Kłująca wilgoć włazi do szpiku kości. Wracamy do domu. Niestety, na garażowym holu (który mieści się na -3 poziomie) nasz szalony i zwariowanie aktywny ruchowo Brus zahacza łapką o kratkę ściekową. Tryskająca krew zmusza do galopki w kierunku weterynarza. Wieczór spędzamy z inwalidą, który przestraszony leży w pieleszach, jak trusia.
[img][/img]
Nie wspomniałam nic o moich pobytach w kościele Św. Gotarda (bo taki miałam najbliżej, w dodatku mam do niego sentyment, ponieważ jest tam śliczny boczny ołtarz z moją patronką - co sie rzadko trafia.). Gotard był szwajcarskim eremitą, ale jego kult jest najmocniejszy właśnie w diecezji mediolańskiej.
Msze św. były uroczyste - łącznie z wykorzystaniem męskiego chóru. Kościół pełny wiernych(mam porównanie z wakacji-kiedy na mszy było kilkanaście osób). Jest i szopka i przydługie i strasznie nudne kazanie (co drugi drzemał ), no i starsze panie (obowiązkowo w norkach) chodzą z tacą. Każdy ma kartkę z tekstem całej mszy, łącznie z pieśniami, którą potem się zostawia (ja oczywiście zakosiłam, co mam nadzieję już mi zostało odpuszczone )
[img][/img]
[img][/img]
[img][/img]
Mokra byłam, jak ich fotografowałam, ale jak tu nie cyknać zdjęcia Jeśli któraś z tych osób kiedykolwiek się tu odnajdzie to już z góry proszę o wybaczenie - per favore
[img][/img]
Pakowanie w całej pełni. Ale żeby umniejszyć żal idziemy na pożegnalnego drinka - do pobliskiej kawiarenki. Podobno tylko w Mediolanie można dostać takie cudo - pomijając rozkosz smakowo - zapachową.
Ale, ale - najważniejsza wiadomosć: Codziennie łącznie z niedzielami od 16.00 - do 20.00 w każdej kawiarence jest za darmo tak zwana "wyzerka" - tylko trzeba cóś z alkoholi zamówić. Nie wszędzie daja dobrze jeść. Ale tubylcy wiedzą, gdzie jest wybór, pyszne i ciepłe papu. Na antipasti - składaja się :
omlet ze szpinakiem pocięty w dwucentymetrowe kwardraciki, opiekane chlebki z przeróżnymi pastami (samemu się wybiera), oczywista spagetti z sosami do wyboru, sałaty w kilku odmianach, rybne kawałki w dziwnych sosach... ecj szkoda mówić pyszne i już.
Tłumu nie było - ale owszem schodzili się chętni.
[img][/img]
W drodze powrotnej Alpy było widać chyba po Afrykę - taka była cudowna widoczność.
[img][/img]
[img][/img]
[img][/img]
To kochani nie są zwykłe chmury - to List Aniołów do mieszkańców Ziemi tak, tak poznaję, ale kto by nie poznał . . . to anielskie pismo
Ja wiem co tam pisze, ale . . .
[img][/img]
Pomijając grzeszne lenistwo i obżarstwo - było miło, spokojnie, a nawet chwilami błogo
Tym samym informuję wszystkich dobrodziejów, że przesłane życzenia się spełniły w stu procentach, za co wszystkim serdecznie raz jeszcze dziękuję.
..................................
Mediolan zmierzchem i nocą, oraz wystawy postaram sie pokazać jak najszybciej.
Tu raz jeszcze dziękuję za towarzyszenie mi w tym cudownym okresie świątecznym. Shibbi.
Ostatnio zmieniony przez Shibbi dnia Sob Sty 20, 2007 6:05 pm, w całości zmieniany 39 razy
_________________
zwariowanie aktywny ruchowo Brus zahacza łapką o kratkę ściekową. Tryskająca krew zmusza do galopki w kierunku weterynarza. Wieczór spędzamy z inwalidą, który przestraszony leży w pieleszach, jak trusia.
[img][/img]
Nie wspomniałam nic o moich pobytach w kościele Św. Gotarda (bo taki miałam najbliżej, w dodatku mam do niego sentyment, ponieważ jest tam śliczny boczny ołtarz z moją patronką - co sie rzadko trafia.). Gotard był szwajcarskim eremitą, ale jego kult jest najmocniejszy właśnie w diecezji mediolańskiej.
Msze św. były uroczyste - łącznie z wykorzystaniem męskiego chóru. Kościół pełny wiernych(mam porównanie z wakacji-kiedy na mszy było kilkanaście osób). Jest i szopka i przydługie i strasznie nudne kazanie (co drugi drzemał ), no i starsze panie (obowiązkowo w norkach) chodzą z tacą. Każdy ma kartkę z tekstem całej mszy, łącznie z pieśniami, którą potem się zostawia (ja oczywiście zakosiłam, co mam nadzieję już mi zostało odpuszczone )
[img][/img]
[img][/img]
[img][/img]
Mokra byłam, jak ich fotografowałam, ale jak tu nie cyknać zdjęcia Jeśli któraś z tych osób kiedykolwiek się tu odnajdzie to już z góry proszę o wybaczenie - per favore
[img][/img]
Pakowanie w całej pełni. Ale żeby umniejszyć żal idziemy na pożegnalnego drinka - do pobliskiej kawiarenki. Podobno tylko w Mediolanie można dostać takie cudo - pomijając rozkosz smakowo - zapachową.
Ale, ale - najważniejsza wiadomosć: Codziennie łącznie z niedzielami od 16.00 - do 20.00 w każdej kawiarence jest za darmo tak zwana "wyzerka" - tylko trzeba cóś z alkoholi zamówić. Nie wszędzie daja dobrze jeść. Ale tubylcy wiedzą, gdzie jest wybór, pyszne i ciepłe papu. Na antipasti - składaja się :
omlet ze szpinakiem pocięty w dwucentymetrowe kwardraciki, opiekane chlebki z przeróżnymi pastami (samemu się wybiera), oczywista spagetti z sosami do wyboru, sałaty w kilku odmianach, rybne kawałki w dziwnych sosach... ecj szkoda mówić pyszne i już.
Tłumu nie było - ale owszem schodzili się chętni.
[img][/img]
W drodze powrotnej Alpy było widać chyba po Afrykę - taka była cudowna widoczność.
[img][/img]
[img][/img]
[img][/img]
To kochani nie są zwykłe chmury - to List Aniołów do mieszkańców Ziemi tak, tak poznaję, ale kto by nie poznał . . . to anielskie pismo
Ja wiem co tam pisze, ale . . .
[img][/img]
Pomijając grzeszne lenistwo i obżarstwo - było miło, spokojnie, a nawet chwilami błogo
Tym samym informuję wszystkich dobrodziejów, że przesłane życzenia się spełniły w stu procentach, za co wszystkim serdecznie raz jeszcze dziękuję.
..................................
Mediolan zmierzchem i nocą, oraz wystawy postaram sie pokazać jak najszybciej.
Tu raz jeszcze dziękuję za towarzyszenie mi w tym cudownym okresie świątecznym. Shibbi.
Ostatnio zmieniony przez Shibbi dnia Sob Sty 20, 2007 6:05 pm, w całości zmieniany 39 razy
_________________
Wysłany: Pią Gru 29, 2006 4:42 pm
Shibbi
Dołączył: 12 Kwi 2006
Posty: 590
Skąd: spod Maciejowej
Przyjmuje zamowienia na zdjecie NA ZYCZENIE !! haha- jak sie tylko da spelnic to z przyjemnoscia. Montuje jeszce jeden ... wlasciwie taki kobiecy bo o wystawach. Trudno przejsc tu wobec nich obojetnie - to poniekad dziela sztuki - zrszta sami ocenicie.
Mnie dopiero te kraby tak naprawdę poruszyły. Nasze karpie się do nich nie umywają...
A tu koniec.
Oczywiście, czekam na ciąg dalszy.
Dzięki serdeczne za zdjęcia i komentarze.
A może się do Opery wybierzecie?
Pozdrawiam serdecznie.
_________________
Szczypty zimy tej zimy
Wysłany: Pią Gru 29, 2006 5:26 pm
Shibbi
Dołączył: 12 Kwi 2006
Posty: 590
Skąd: spod Maciejowej
Nie wiem czy to kraby - ale jak TAK to jestem przeszczesliwa |
|
_________________ ... nie zapomniałam nie e e e e e
to wszystko we mnie jest,
jak ochota na grzech,
na smutek i śmiech .... |
|
|
|
 | |  |
| Forum Strona Główna » SHIBBI |
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
|
|
|
|
|