| Messalin Nagietka |
|
 |
 |
| Dołączył: 17 Kwi 2006 |
| Posty: 390 |
| Skąd: Ciechanów |
|
|
 |
 |
 |
|
na Łysej Górze, zacz, trzy brzozy rosną,
a każda ważna jak wzniesienie, w którym
korzenie owych trzymają tak mocno,
żech wydrzeć drzewa, jak kleszcza spod skóry,
gdyć pewny jesteś pozbycia robala,
acz, czy nie lepiej czymże go i zalać?
boć, co zostanie i ropą podejdzie
alboć młódź kiełkiem wzejdzie po siemieniu,
dyć, ten spod skóry, jak kura na grzędzie,
jajeczka może złożyć gdzieś tam w cieniu
i kiedyż będziesz myślał lub zapomnisz,
zacz, cicha woda wraz wystąpi z grobli,
i z brzóz na górze pozostanie łysi,
nuż ci podmyje a ziemia jak wata
i siądzie alboć stanie mokrą misą,
dyć, to nie będzie czasem koniec świata,
kiedyć wiatr będzie chciał w brzózek czupryny
flaucie, zacz pewny, że pagórki zmylił,
zakleszczy w palach, zacz, w tej zimnej skórze,
jak w nieboszczyku, oby mieć co z brzozy,
by wyjść w pokorze po korze i w chmurze
szemrząc, żech czasem co innego mrozi,
niżby się można było w życiu spostrzec,
zacz, jest się w owym jako kleszcz lub ostrze,
a Łysa Góra mimo tego piętrzy
i brzozy nosi cicho, a w Szulmierzu
obraz brzóz kleci się, nuż, niedzisiejszy
i lepiej by tam i rzeżuchę przeżuć
niżby się miało czepiać kiedyż z grobli
wyraz wodnisty takoż i umowny,
stąd prawda zwykle między opowieścią
a tym co miejsce ma na szczycie góry,
zacz, poniektórzy nijak się nie zmieszczą
gdyć na wzniesieniu, przyjdzie stać, ze skóry
będą wychodzi, by znacznym trwać w ozach,
acz, wiersz miał baić o trzech rosłych brzozach. |
|