tak.
ten wieczór zaczął się tęczą
rozmazała na falach
siedem barw śmierci
cienie błyszczały niespokojnie
płynęła skomląc przenikliwie
coś jak nieustanny szloch
skrzywdzonego dziecka
tak głęboki aż
marzły kości...
głowa.
samotna w nurtach losu
nabrzmiała bólem ostatecznym
łkała opowieść
o
wesołej meksykańskiej dziewczynie
gwałconej beznamiętnie
przez trzech bostońskich studentów
o
niechcianych orgazmach
których tak wielki wstyd
o
pięknym młodym ciele które
płonęło kawałkami śmierdząc
benzyną i topionym łojem
o
głowie wrzuconej
do rzeki
w foliową ciemność i muł
o
przyszłości wesołych młodzieńców
zostaną wielkimi ludźmi
porwą tłumy ku lepszemu jutru...
polityk...papież...i ...poeta...
ucichła
wirując wokoło osi bólu
popychana nieuchronnością przemijania
stałem tylko stałem
tęcza powoli gasła
motyle.
czy starczyło by motyli na świecie
aby wypić
ten nektar goryczy?
jeśli...
mam prośbę osobistą...
jeśli spotkacie motyla
pomyślcie mu
„ona czeka”
czeka
by wybaczyć sobie
by odpłynąć w spokój niebytu
powiedzcie...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1