| mewa |
| moderator |
 |
 |
| Dołączył: 20 Kwi 2006 |
| Posty: 1663 |
|
|
|
 |
 |
 |
|
Ostatnie dni lata, a może pierwsze jesieni?
Park zmęczony słońcem, gwarem, ławki wolne , spokojniejsze. Można poleniuchować , popatrzeć na kolory, posłuchać ciszy, nawet ptaki zamilkły, czyżby i im było za ciepło?. Może pakują bagaże, czeszą piórka przed kolejną podróżą?. Chciałam siedzieć i myśleć o wszystkim i niczym, o drobiazgach. Ładny dzień, ładne myśli dalekie od tego co trapi i zmusza do jakichkolwiek refleksji.
- Czy mogę usiąść obok pani?
Stał przede mną uśmiechnięty, elegancko ubrany mężczyzna.
- Proszę, odpowiedziałam z uśmiechem.
- Ładnie tutaj jest, jesień już depcze nam po piętach. Mam nadzieję, że nie przeszkadzam pani?
Nie lubię takich sytuacji, chciałam ciszy i spokoju a czeka mnie rozmowa, która na pewno nie będzie się kleić. Opowieści o samotności, złych dzieciach, czasach, które minęły. Dlaczego nie potrafię powiedzieć prosto z mostu; jestem tutaj dla ciszy i spokoju, dla braku ludzi, nie mam ochoty na towarzystwo. Dlaczego nie potrafię?.
- Tak, jest ładnie i czuć jesień.
- Wie pani? Chciałbym coś opowiedzieć, to nie będzie zbyt długa opowieść, ani frapująca, ale muszę o tym komuś powiedzieć(uśmiechnął się).
- Proszę mówić, chętnie posłucham.
- Mogłem być bogatym człowiekiem, bardzo bogatym. Niestety, wszystko przepadło, nie uwierzy pani, przez głupotę, higienę, sam nie wiem jak to nazwać. Zna pani Epifaniusza Drowniaka vel Nikifora Krynickiego?.
- Nikifora? Zapytałam.
- Tak,"tego" Nikifora. Proszę sobie wyobrazić, że na początku lat 60-tych byłem w Krynicy częstym gościem, stać mnie było na pobyty w sanatorium i na wczasy. Wtedy byłem panem, znaczyłem sporo, jak każdy działacz partyjny. Widziałem często tego "dziwaka" i miejscowego "głupka", nigdy nie zwracałem na niego uwagi, mijałem go, nic dla mnie nie znaczył. Pewnego razu umówiłem się z piękną kobietą przy wejściu do Domu Zdrojowego. Spóźniała się, przystanąłem i zacząłem się przyglądać małemu człowieczkowi. Brzydki był i taki nieestetyczny, malował coś na kartce z zeszytu, o ile dobrze pamiętam. Obok leżały obrazki, nawet ładne, pomyślałem sobie, wezmę kilka, niech się biedak cieszy, że coś sprzedał. Uniosłem głowę, popatrzałem na niego, proszę sobie wyobrazić ów Nikifor napluł na pędzel. Zrobiło mi się niedobrze, odszedłem szybko. Już nigdy nie przystanąłem, by popatrzeć na jego rysuneczki. Do tej pory widzę, jak on pluje na pędzel.
Rozmawialiśmy długo, o wszystkim i niczym. Jednak nie mogę zapomnieć twarzy tego mężczyzny gdy mówił o tym jak Nikifor pluł na pędzel. Obrzydzenie i żal, tylko to było widać w twarzy człowieka, który mi to opowiedział. Żal, bo mógł być bardzo bogaty, gdyby docenił wartość śliny spływającej na pędzel.
Teraz siedzę w innym parku na innej ławce, myślę o Nikiforze i eleganckim pachnącym mężczyźnie. Nikifor miał szczęście, tak, miał szczęście. |
|