Forum Amarylis

login.php profile.php?mode=register faq.php memberlist.php search.php ./.


Forum Amarylis Strona Główna » PROZA » Z pierwszej ręki .... 2
Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat 
Z pierwszej ręki .... 2
PostWysłany: Pią Mar 28, 2008 4:08 pm Odpowiedz z cytatem
Shibbi
Dołączył: 12 Kwi 2006
Posty: 1358
Skąd: spod Maciejowej




Fen nie mylić z fan, choć to prawie o tym Sad

- Te moje bachory to coś okropnego, nie mogą pojąć, że mnie się należy, jak psu buda wolne od nich. Mnie się też coś w tym zasranym życiu należy – na wdechu skrzeczy, a nawet mam wrażenie, że krzyczy na mnie.
Słuchając pretensji, wyczekuję cierpliwie o co chodzi, bo nie bardzo wiem, czy chce się wiekuiście pozbyć swoich już bądź co bądź prawie dorosłych dzieci, czy tylko czasowo mają jej zniknąć z pola widzenia?
- Co ci zrobiły ? – pytam ostrożnie, choć czuję, że Ula siedzi na brzytwie i mnie się zaraz też oberwie.
- Jak to co? – jestem pewna, że napluła do słuchawki – jak co? Umówiłam się z nimi, że we wtorki i piątki nie ma mnie dla nikogo. Nikogo! Rozumiesz ?? Dla nich też mnie nie ma! Mnie się należy trochę intymności w tym zasranym życiu! Rozumiesz? Ja już mam dość uciekinierki, podchodów i udawania, że nie istnieję, że tylko oni są ważni! Rozumiesz? Ile można być tylko matką, niańką, sługą, lokajem i cholera wie czym jeszcze? Rozumiesz? A tak prosiłam i tłumaczyłam. Wszystko mam poukładane i dla nich czas w inne dni, mało czas! Jestem do dyspozycji. Nagotuje im żarcia niech zabierają co chcą, ale niech mi w te dwa dni dadzą spokój i to święty! Rozumiesz ?
Rozumiem, ale milczę. Niech powie wreszcie o co jej chodzi i czeka sobie na szpikulca. Nie chce jej słuchać. Póki co, izoluje nas cudownie moja nie opluta słuchawka. Mnie daje parawan dla zdziwionych i drwiąco - lekceważących min, a jej bezpieczeństwo przed obrazą tymże spowodowaną. Nie słyszę niczego przez moment. Przypominają mi się sceny z jej małżeństwa z Wieśkiem. Też się kochali - a przynajmniej swoim zachowaniem obwieszczali to głośno światu. Iks razy wyizolowała mnie też, jako przyjaciółkę, bo pewnie nie zaskoczyłam, że chciała intymności, która się jej należała.
- Jesteś tam do cholery czy co? – krzyczy już na serio.
- Jestem, jestem, a gdzie mam być ? – mruczę pod nosem, a myśli mam gdzie indziej – jestem, no to co mam zrobić?
- Błagam cię, przyjmij ich do siebie na parę godzin nim Pawełek wyjedzie. On tak lubi pobyć do dziewiątej, a nawet dziesiątej, choć dzisiaj nie wiem, jak długo? Popatrz jak sypie i mogą być fatalne warunki na drogach, a ta zakopianka pieprzona, to nie dość że rozkopana i śliska już nie od śniegu i lodu, to od gliny jest jak ścieżka śmierci. Nie chce żeby się narażał – trafiają słowa w membranę, szeleszcząc jak jesienne liście.

Mówiła jeszcze chwilę, ale nie słuchałam.
Zemdliła mnie lepka troska o Pawła i szczera wściekłość na własne dzieci, którym ktoś nie przyszedł na wykłady. Znowu widziałam ją trochę napuszoną w sklepie z Wieśkiem. Tak. Im wtedy interes się super kręci. Był dobry czas. Wszystko, od zardzewiałych i krzywych gwoździ, po angielskie sweterki dla noworodków w cenie raty za malucha szły, jak ciepłe bułeczki imć Krasińskiego. Ich towar też schodził. Willa rosła, jak buła drożdżowa, szpanowali Mazdą sprowadzoną z Holandii, wybierali wakacje palcem po mapie, a problem tkwił jedynie w morzu nad którym jest lepsze nurkowanie.

Hmm... tak...., to mam przed oczami. Ja wtedy, jak większość rówieśników byłam biedna. Oni nie, choć Wiesiek narzekał gdzie tylko miał słuchacza, jak to interes marnie idzie, dobrze wiedząc, że to blef.

- Stara jesteś tam, czy co się tam u ciebie dzieje ?? – ocknął mnie jej krzyk.
- Jestem, jestem, no jasne że jestem – klepie w kółko, bo zakałapućkałam się we własnych myślach? Pewnie że przyjmę. Jestem. Po co w ogóle dzwonisz? Niech przyjdą o którejkolwiek przyjadą. Jestem w domu. Mam ciepłe jedzenie, posiedzimy i pogwarzymy.
- O Jezus Maria dzięki. Wiedziałam, że mnie uratujesz. Zwariuję kiedyś przez to ich niedotrzymywanie umowy. Dzieci, dziećmi, ale ja też jeszcze... Mam jeszcze wydepilować nogi..., chcę zmienić pościelkę żeby było łóżeczko cudne i wiesz..., czekam na sygnałek od Pawła bo mam dla niego placuszki po węgiersku, ale chce żeby miał świeżutkie, bo wiesz jaki on nie dokarmiony, no i ....
Znowu nie słucham. Rzygać mi się chce od zdrobnień i całą resztą i przysięgam, że nie jest to efekt nawet okruszkowej zazdrości. Daj mi spokój - myślę w duszy – piecz co chcesz, ogol sobie nawet głowę i odwal się ode mnie, bo wszystko zaczyna trącać o zboczenie. Nie mamy po dwadzieścia lat, żeby oczadzieć na tle mena i stracić już nie głowę, ale i rozum.
I choć to właśnie uczucia są barometrem życia i one nadają mu intensywność od zdrowia po erotyzm, to upieram się, że absolutnie nie należy ich niańczyć, ciapciać się w nich, polewać miodem z bitą śmietaną – mimo, że każdego ciut konieczne.

Nie poznaję jej – wyłączyła rozum od kiedy cała sytuacja straciła etykietkę „ściśle tajne przez poufne”. Stanęła na progu jakiegoś roszczepienia, które pogrążając ją w podnieceniu zmysłowo – seksualnym przepycha w szeregi tych ciężkich, a nawet niemożliwych do współżycia jednostek ludzkich. Dla mnie jej stan staje się niedefiniowalny. Czy uleczalny? Nie wiem. Ale się dowiem na miły Bóg.

W Alpach zapowiadali fen - otwieram okno i w skupieniu nasłuchuję tubylczego halniaka, bo do Alp dobre pięćset kilometrów. Dzisiaj cisza. A może ona odbiera ten alpejski haj?
Przecież lubię ją i coś ją musi bronić – myślę - i przychodzą mi natychmiast na myśl słowa Antoin’a „dobrze się widzi tylko sercem”. Uśmiecham się sama do siebie i wiem, że wszystkie moje filozofie wzięły w czambuł. Wiem też, bo wyczytałam to u kogoś, że miłość zawsze stanowi więcej niż wartość człowieka, którego się nią obdarza.
No i jak tu nie oszaleć?

* * *
Nie byłam nigdy ciekawa szpikulca, ale od dzisiaj jestem przeciekawa. Co to za facet? Może Iwo go zna choć z widzenia i puści farbę, bo z Bartkiem nie mam śmiałości ruszać tematu. To młodzian. Pewnie uważa, że matka sfiksowała! Ale córka pewnikiem inaczej to widzi, w dodatku pełnoletnia córka, która już mieszka z mężczyzną i to mocno starszym do siebie. Hmm... niech już przyjadą!
Z tego wszystkiego nie zapytałam ani o której mają być, ani o której szpikulec zawita, choć to akurat mi zwisa.
Mam ochotę walnąć ją tą kędzierzawą łepetyną o sosnę, albo o inne drzewo; nie z mściwości czy jakiejś babskiej fobii, ale z litości nad nią. Może by się ocknęła. Przecież normalnie też można się zakochać.
Hmm.., a może to tak ma być? Może to ja jestem jakaś polodowcowo – obojętna?
Hmm ...? Nie wiem.
Pochwaliłam się jedzeniem, to muszę coś przygotować, bo w skamieniałej formie z zamrażarki tylko lody są zjadliwe. NO, no – myślę sobie nastawiając relaksujące mnie ostatnio szlagiery Krawczyka, bo jak oni tu zawitają to amen z Krawczykiem.
No, no – nucę sobie „... co noc czy pamiętasz, to on ciebie rzucił w ramiona me, love me tender kochaj czule ...” - huhu, jakie to cudne! A może i warto sfiksować dla zakochania czy ja wiem ...?

* * *
Iwo jest pierwsza i witam ją jak księdza po kolędzie z nadzieją, że nie czyta na czole moich niecnych zamiarów i puści farbę o szpikulcu póki nie ma Bartka. Może ją też krępowała by rozmowa w obecności brata – małolata? Lusia oblizuje raz jej policzki, raz ośnieżone buty, nie szczędząc oznak psiej radości. Iwo bawi się szalonymi podskokami Lusi, która niestety nie jest ratlerkiem, ale bokserką z lekką nadwagą z powodu najnormalniejszego łakomstwa.
Czuwam nad myślą, żeby nie popsuć szyków i układów miedzy nikim. Liczę jednak na stróżkę wiedzy tajemnej.
A to ci szpikulec cholerny – coraz bardziej wkurza mnie myśl o nim, choć wiem o jego istnieniu od kilkunastu lat.
Zapachy mięsa i jarzyn ściągają Iwo do kuchni, gdzie czujemy się swojsko.
- No i co ty na to? - Pytam wprost, choć wiem że głównie mowa jest źródłem nieporozumień, ale nie owijam w bawełnę ciekawości, bo byłoby to niesmacznie obłudne.
- Nie mów mi o tym dupku, bo szlag mnie trafi – kwituje Iwo bez ogródek.
- E, e, e nie lubisz go? – liczę na zaprzeczenie, bo nie przypuszczałam tej „strony medalu”.
- Czekaj ciot (tak mnie tytułują jej dzieci od swych urodzin), najpierw zjem te pychoty bo przymieram głodem. Od kilku dni jemy zimne żarcie pod postacią bulek i Pepsi bo prąd nam wyłączyli. Mój Pan nie zapłacił kilku rachunków. A, a, a nie chcę o tym mówić! Cieszyłam się że wreszcie do domu..., kurwa mać z tymi chłopami. Jezu! Pycha - łapie kawałek mięsa zwisający na błonce z łyżki, bo wszystko dymi gorącem. - Ty masz już spokój i nam się wydawało, że matka-wariatka też znormalnieje. Ale u niej jakoś to inaczej przebiega.
- Nakładaj sobie co i ile chcesz. Mam jeszcze, nie braknie dla Bartka.
- To młody też tu przybędzie? A to nowość, nic nie wiedziałam. No to ładnie Cię matka-wariatka załatwiła!
Nie dam się wpuścić w komentowanie „matki wariatki” – udaję, …że nie dotarło to do mnie i gładząc ją po plecach mówię: życie to podróż zasponsorowana, często z małym wyborem. Czasami dostaje się w udziale swoistą, choćby na miarę oblatywacza samolotów, czy marszu w tłumie uchodźców i nie ma przed kim powybrzydzać, czy grymasić, bo jakby nie manewrować zażaleniem, to też podróż.
W momencie usłyszałam jak milczy. Patrzę na jej wbite we mnie błękitne oczy i widzę, jak widziany przez nią świat zamienia się w wodny.
- Nie rycz! Choć, jak Ci lżej, to rycz – ściskam jej dłoń.
- Nie usprawiedliwiaj jej. Wiem, że każdemu się należy trochę szczęścia, ale żeby sobie po starym wziąć na garba takiego chuja, to wybacz, ale to niewybaczalne!
Chyba mnie zamurowało. Milczę.
Nadkrojony kawałek brukselki daje Lusi - która nie odstępuje nas na krok, choć już wie, że to nie ja zarządzam pachnącym jadłem i też ma wbity wzrok tyle, że w talerz Iwo – a w oderwany listek, jak w łódeczkę łapie spadającą łzę.
Nie wiem o czym myśli, ale coś nas teleportuje gdzieś poza teraźniejszość. Po chwili jednoczesnym westchnieniem, powracamy do kuchni i rzeczywistości, która jak po burzy straciła kanty i wygładzona znowu jest przyjazna codziennością.


Ostatnio zmieniony przez Shibbi dnia Pon Mar 31, 2008 11:08 pm, w całości zmieniany 3 razy

_________________
... nie zapomniałam nie e e e e e
to wszystko we mnie jest,
jak ochota na grzech,
na smutek i śmiech ....
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
PostWysłany: Sob Mar 29, 2008 7:32 pm Odpowiedz z cytatem
Christine
administrator
Dołączył: 13 Wrz 2005
Posty: 2469
Skąd: Gdańsk




Fen nie mylić z fan?
Nie wiem co masz na myśli, bo fen - to porywisty wiatr, a fan - to wyznawca i czciciel, skrót od fanatyk.
Opowiadanie wciąga.
Twój język sprawia, że tzw. " samo życie" staje się ciekawsze i pełne barw.

_________________
Krystyna Bogusławska
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
PostWysłany: Nie Mar 30, 2008 5:26 pm Odpowiedz z cytatem
Shibbi
Dołączył: 12 Kwi 2006
Posty: 1358
Skąd: spod Maciejowej




FEN (...) ponadto z wiatrami tego typu związana jest niekorzystna sytuacja biometeorologiczna, w czasie ich wiania obserwuje się pogorszenie samopoczucia, wzrost podenerwowania i agresji, a także wzrost liczby samobójstw.


to miałam na myśli - JĄ !!!

A o wyznawcy i czcicielu - to dobrze odczytałaś Smile

_________________
... nie zapomniałam nie e e e e e
to wszystko we mnie jest,
jak ochota na grzech,
na smutek i śmiech ....
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
PostWysłany: Pon Mar 31, 2008 8:16 am Odpowiedz z cytatem
mewa
moderator
Dołączył: 20 Kwi 2006
Posty: 1663




Shibbi pisz, pisz, bo jak dzień piękny ciekawa jestem co dalej:))))
Potrafisz patrzeć i słuchać i wyobraźni pozwolić mówićSmile

_________________
Mówiłaś, że byłaś najbardziej szczęśliwa, gdy tańczyłaś, mówiłaś też, że byłaś najbardziej szczęśliwa, gdy tańczyłaś ze mną, a teraz które ze zdań wybierasz? / Cohen
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
PostWysłany: Pon Mar 31, 2008 7:57 pm Odpowiedz z cytatem
rahl
Dołączył: 25 Mar 2008
Posty: 2
Skąd: Kraków




Wciąga coraz bardziej, co do języka- nie będę się powtarzaćSmile miooodzio!
"I choć to właśnie uczucia są barometrem życia i one nadają mu intensywność od zdrowia po erotyzm, to upieram się, że absolutnie nie należy ich niańczyć, ciapciać się w nich, polewać miodem z bitą śmietaną – mimo, że ciut każdego konieczne." - czy nie brakuje tu "ciut dla każdego konieczne" albo "ciut każdego koniecznie"? Ponadto "Stanęła na progu jakiegoś rozczepienia" czy nie powinno być "rpzszczepienia"? no i "łep" do wymiany:)
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
PostWysłany: Pon Mar 31, 2008 9:04 pm Odpowiedz z cytatem
Shibbi
Dołączył: 12 Kwi 2006
Posty: 1358
Skąd: spod Maciejowej




Mam przemeblowani
ale już wsio działa Smile


zaraz poprawie jasne ze tak Smile Smile Smile

_________________
... nie zapomniałam nie e e e e e
to wszystko we mnie jest,
jak ochota na grzech,
na smutek i śmiech ....
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
PostWysłany: Pon Kwi 07, 2008 10:10 pm Odpowiedz z cytatem
aguha
Dołączył: 16 Wrz 2007
Posty: 7
Skąd: Kraków/Edynburg




Jakbym tam była - w tym wariackim kręgu.
W czapce niewidce...

Właścicielka Lusi kocha swą zwariowaną przyjaciółkę czy może jest mało
asertywna? Że sobie odmawia prawa do spokoju w samotności?

Wciągające historia - poproszę o deser...

_________________
"Żeby nam sie tak chciało jak nam się nie chce..."
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
PostWysłany: Wto Kwi 08, 2008 9:43 pm Odpowiedz z cytatem
Shibbi
Dołączył: 12 Kwi 2006
Posty: 1358
Skąd: spod Maciejowej




haha:))

Pewnie trochę jednego i drugiego - a co o o o ?? przeca to życie.



Bad Grin Bad Grin

Na deser poczekasz deczko - bo serwowanie dań dopiero sie rozpoczęło d'oh!
Będzie prawie "wigilijnie".... naście ;) - Mr. Green

Ale i deseru sie doczekasz Idea

Dzięki za odwiedziny i koment Embarassed

_________________
... nie zapomniałam nie e e e e e
to wszystko we mnie jest,
jak ochota na grzech,
na smutek i śmiech ....
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
PostWysłany: Nie Maj 18, 2008 6:48 pm Odpowiedz z cytatem
ella_hagar
Dołączył: 01 Mar 2006
Posty: 750
Skąd: Warszawa




SHIBBuszko Smile
Przeczytałam oba teksty : Z pierwszej ręki ... 1 i 2.

To prawda, co tu ludzie piszą. Jest w twoich tekstach coś bardzo twojego, naprawdę fajnego – styl wypowiedzi, ale i dzieje się w nich coś prawdziwego, jakby życie samo pomyślało i napisało. Z lekkością słowa, z naturalnością wypowiedzi.
Masz dobre pióro i ikrę w pisaniu. Ale.. trzeba by ciut doszlifować, żeby całkiem było miodzio.
Ktoś kiedyś na FL ładnie się wypowiedział o twojej prozie, o tobie – „Shibbi jest największym, wciąż jeszcze nie doszlifowanym diamentem prozatorskim na FL.”
Podobało mi się.

Zatem, ślicznotko, pisz. Szlifuj i znowu pisz. Chętnie poczytam. Zawsze.
Pisz wreszcie!!!
Wszystkiego najcudniejszego!
ela

_________________
[eh]
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Numer GG
PostWysłany: Pon Maj 19, 2008 8:03 am Odpowiedz z cytatem
Shibbi
Dołączył: 12 Kwi 2006
Posty: 1358
Skąd: spod Maciejowej




TAK - to "acom" napisała - ale wiesz, że diamenty tylko diamentami Sad -
Myślę, że transformacja trwa:)
Sama nie mogę sie tego doczekać d'oh!

Dzięki, że przyszłaś Exclamation

_________________
... nie zapomniałam nie e e e e e
to wszystko we mnie jest,
jak ochota na grzech,
na smutek i śmiech ....
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Z pierwszej ręki .... 2
Forum Amarylis Strona Główna » PROZA
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)  
Strona 1 z 1  

  
  
 Napisz nowy temat  Odpowiedz do tematu  

 


This is a free forum service provided by power-forums.com



Powered by phpBB © 2001-2004 phpBB Group
phpBB Style by Vjacheslav Trushkin