Wysłany: Sro Lip 02, 2008 10:43 am |
|
|
| Shibbi |
|
 |
 |
| Dołączył: 12 Kwi 2006 |
| Posty: 1358 |
| Skąd: spod Maciejowej |
|
|
 |
 |
 |
|
Już do końca świata razem ;)
Mijają wytyczane przez Pawła czwartki, lub soboty – w zależności od tego czy wyśliźnie się spod i tak mało czujnego oka Pięknej” (tak Ula nazwała jego żonę), czy też uda się wiarygodnie zełgać o spotkaniu z kolegami w męskim gronie - podczas których moja przyjaciółka inkasuje należne jej rozkosze z ukochanym.
Przypuszczam, że Piękna doskonale wie, gdzie się te spotkania odbywają i jak wygląda „męskie grono”, ale ma go dość i cała farsa jest jej – co tu dużo mówić - na „rękę”.
Z opowiadań Uli podejrzewam go o status „luzackiego kochasia”, to znaczy miłosiernego pocieszyciela zaszlochanych spódniczek bez względu na to czy spódniczka jest kumpla, znajomka, czy nie daj Boże brata (dobrze, że nie ma owego), nie szczędząc najbliższych przyjaciół. Dla mnie to zboczek, typowy dupek, miękkim robiony – jak mawiały ongiś złośliwie matrony co ośmielę się za nimi powtórzyć pozostając w dozgonnej wdzięczności za ową dosadność.
Staram się nie oceniać ludzi, tym bardziej obcych mi. Przyjmuję świat i jego mieszkańców takimi jacy są, ale jak trzeba to upuszczam wodze w zależności od nastroju albo fantazji, albo finezyjnej uszczypliwości i nie zostawiam na delikwencie suchej nitki. Szpikulec dupek i basta!
No tak, ale czego można oczekiwać po facecie wychowanym przez mamusię i ciotkę starą pannę – a no pierdołowatości – i taki też jest. Na domiar złego skąpy, egoista – i to też w moich oczach degraduje go z ciepłej posadki kochanka.
A sio!
Za co ona go kocha do jasnej ciasne? Ale o tym potem, bo mam gościa.
.....
- Nie przeszkadzam Ci? - skomli Ula.
- No..., już..., nie ... cedzę - choć mi właśnie przeszkodziła w pisaniu o niej – co dodaje pikanterii sprawie. Ale nie śmie o tym wiedzieć. Może za jakieś parę lat. Dzisiaj za skarby świata musi to zostać tajemnicą.
- Wiesz, że ja, że ja nie mogę być sama po jego wyjeździe. Jest mi - zawiesza jękliwie głos – nawet nie umiem tego określi, jak mi jest? Boję się być sama. Chce mi się ryczeć, kwiczeć, głową walić w ściany i sama nie wiem co wyrabiać. Dlaczego tak musi być? Czemu nie możemy być razem? Przecież już się do końca świata nic nie zmieni! Zawsze będziemy należeli do siebie. Właściwie to my jesteśmy małżeństwem, a nie on z nią – telepie się cała i cudem nie obgryza paznokci u nóg.
To ja go kocham i on tylko mnie!
Te przyjazdy i odjazdy wykończą mnie – ryczy jak bawół.
- Jakbyś wierzyła w cokolwiek, to prawdy fizyczno – matematycznych regułek byłyby ci zbędne – mówię najspokojniej i najciszej jak potrafię, choć krew mnie zalewa na całą tę sytuację. Mówiłam tysiąc razy, ale jeszcze raz powtórzę: ty jesteś wolna już od iluś lat i to wolna przez niego i dla niego. Ile to już czekasz na łaskę jaśnie pana? ... dwanaście ? czy więcej? Bo przecież Zizi za rok kończy studia, a wasze drugie życie, jak mówiłaś zaczęło się dopiero te naście temu. To gdzie kurwa mać był przez poprzednie naście? Nigdy nie pytałam, ale mnie zmusiłaś
- Nie zaczynaj od nowa. Trochę z przeszłości wiesz i teraz na bieżąco, nie dobijaj mnie, nie po to tu przyszłam.
- Nie chcę dobijać, ale zacznij nazywać rzeczy po imieniu. A może on czeka aż się postarzejesz tak, że demencja starcza spowoduje niepamięć o jego obietnicach co ?
Milcząc wyciera zasmarkany nos i mokre policzki.
Najpierw się zachwycałam tym odrodzonym uczuciem, nawet sekundowałam tej ich miłości. Następne etapy szokowały mnie mniej lub bardzie, ale zawsze starałam się znaleźć w tym obłędzie plusy i pozytywy pod tytułem „każdemu wolno kochać i każdy ma prawo do miłości, no a im się tak cudownie trafiło”. Potem myślałam, że to taki mój „cudzy grzech”. Nie chciałam się wtrącać, czy raczej komentować zaistniałego stanu. Właściwie, to co mogłam powiedzieć o szalonym związku przyjaciółki, sama tkwiąc w traumie małżeńskiej?
Hmm... przed, a potem po rozwodzie wciskając się w sfilcowaną własną skórę mogłam mało, a raczej nie umilałam tego co może i mogłam.
Dzisiaj jest jasne, że wtedy, każda porada mogła być podparta skojarzeniem „zazdrość”, a to z prawdą nie miało nic wspólnego.
Myślę, że korzystając z logiki i rozsądku można było to rozwiązać w którąś stronę dawno i nawet w miarę uczciwie, a przy dobrej woli to huhu już by było po tak zwanych „ptokach”. A tymczasem sprawa się gmatwa, a węzeł zaciska gardło coraz ciaśniej. Czemu żadne z nich nie podejmuje konkretnej decyzji?
....
Kiedyś, przy wieczornym winku, ślizgając się po filozoficznej brzytwie starałam się wypowiedzieć najszczerszej i najradykalniej swoje zdanie na tenże temat i o tejże sytuacji. Ale ona zaprzeczała każdej frazie, nawet tej wypowiedzianej w połowie, a niektórym zupełnie przemilczanym też.
- Jakby chciał, to dawno by mieszkał z tobą, ale widać nie chce, bo jest mu rajsko i wygodnie mieć dwie kobitki do obrządku – tak skwitowałam omijając brzydkie i obraźliwe słowa skierowane pod jego adresem.
Kopała nogami zaprzeczając – była w milionie procentów pewna, że nie mam racji, że go nie znam, że ona taki nie jest.
- Jak go mam znać, jak go chowasz od kilkunastu lat. Kiedyś byłam go ciekawa, teraz stworzyłaś go swoimi opowieściami w mojej głowie i wiesz co? Zderzenie obu tych panów może być karkołomną akrobacją.
- Jak to karkołomną?
- No, bo ja na podstawie twoich słów stworzyłam Pawła, który ma mało wspólnego z twoim ukochanym, nie czujesz tego?
- Nie. Paweł to Paweł, coś ty sobie namąciła?
- Mamy jeszcze wino?
- Tak – nalać ci?
- Proszę, nawet dużo, okropnie dużo bo albo mnie szlag trafi, albo się wstawię. Na trzeźwo tego „nie rozbieriosz”, jak to mówi ruski.
- Nie rozumiem o co ci chodzi? Przecież, ci mówiłam, że sam wychował się bez ojca nie chciał swoim dzieciom zrobić tego samego. A teraz jakoś nie ma odwagi. Właściwie jest lubiany przez rodzinę Pięknej i jest z nimi zżyty, nie bardzo wie, jak to ma zrobić. Ja mu się nie dziwię poniekąd. Oni nie są mu winni, że ona go usidliła .... – i coś dalej mamrocze, ale nie słucham.
- Co zrobiła? Bo to jakaś egzotyczna nowość. Co? Usidliła?
- No... no, tak złapała go na lóżko.
- Na co ?? na dupę chyba!
- Niech ci będzie na dupę. Nie opowiadałam Ci jak to było ?
- Nie.
- A widzisz to Ty nie wiesz, że on był chłopakiem jej przyjaciółki. Kochali się bardzo, ale Grażyna pewnego dnia powiedziała, że wyjeżdża z innym do Australii i .. i że z nimi koniec. Nie mógł w to uwierzyć. Był w szoku! I taki zdruzgotany poszedł do Pięknej pożalić się, że ... - jest tak rozdygotana, że ledwie składa w całość słowa, ale nie przerywam, może jej ten wstrząs tektoniczny dobrze zrobi – no właśnie, żeby, żeby się wyżalić, żeby się poskarżyć co z nim zrobiła Grażyna no i został u niej na noc. A za miesiąc czy dwa powiedziała mu że jest w ciąży. A on idiota się ożenił bo wiesz..., że sam nie miał ojca i cierpi całe życie z tego powodu. Mnie kochał od zawsze, ale ja byłam wtedy w liceum, a on, on mnie szanował, nie chciał wykorzystać. Był już wtedy dorosłym facetem. Sześć lat różnicy to trochę jest, szczególnie w tym wieku. Ja go rozumiem.
- Nie masz czasami jakiegoś skręta? Mogą być śmieci z odkurzacza w gazecie byle by mnie zakręciło, bo ci coś zrobię zaraz, a po co! Żyj sobie z tym szpiczastym szarlatanem, tylko poza moim wzrokiem! To co? - deklamuję ciągiem – on przepraszam od ciebie teraz wraca do Pięknej, czy do jakiejś innej Zośki ? – rzucam jadowicie.
- Nie rozumiem, do jakiej Zośki?
- O Jezusicku kochany... przecież nie jesteś debilem, czego nie rozumiesz stara! Co ci się stało? Wypchał ci mózg pod łóżko, czy przystąpiliście wspólnie do jakiejś sekty samobójców myślowych y y y ? Ula, co ci ? Ty jesteś w letargu czy opętana, nie kumasz prostych stwierdzeń do cholery!
- Łatwo ci mówić... dalej beczy nie reagując na moje słowa.
- Przysięgam uroczyście (i tu wypijam duszkiem lampkę wina), że przez najbliższe lata nie zabiorę głosu w sprawie kochanka mojej przyjaciółki, nijakiego dupka Pawła.
- Nie mów tak o nim, bo mi przykro. Nie znasz go i łatwo ci go sądzić. A co ma zrobić biedak .....?
- Nie wiem i nie chce wiedzieć i mam to gdzieś co zrobi. Może sobie obciąć, czy odgryźć a nawet spruć tego swojego cudnego kutasa, ale ciebie mi żal rozumiesz ? Marzę o tym, żeby cię jaki zdrowy i normalny Jasiek poderwał – poprosił o rękę i zawlókł do USC. Inaczej degrengolada przedśmiertna zapewniona w pełnej krasie.
- A, a, a, bo ty wszystkiego nie wiesz – dalej nie słyszy co do niej mówię.
- To teraz ci dopiero przeszkadza, że nie wiem wszystkiego?
Telefon przerywa nam mile, acz niecne pogaduszki o panu „P”.
Halina z butelką wina chce przyjść. Nie jest późno, a nasze właśnie ja skonsumowałam do reszty.
- Przychodź i to galopem!
- Powiem ci kiedy indziej – mruczy pod nosem i bezwiednie rozciera tusz wokół mokrych oczu.
- Nie wiem czy chcę wiedzieć! Jeszcze tego brakowałoby, żebyśmy się pokłóciły się przez tego zboczka, hmm... nie gniewaj się, ale mnie poniosło ostro. Pojąć nie mogę, że wiecznie przez tę zafajdaną miłość ryczysz i cierpisz i gdzie tu miejsce na radość i szczęście? Pokręcone to życie.
- Coś ty, nie gniewam! A no pokręcone.
.....
- Cześć laski – wita nas odstawiona, jak na premierę do teatru Halszka – o, o, o, widzę, że u was już „po kolędzie”?
- E.. tam po kolędzie. Trzy godziny piłyśmy jakieś bułgarskie czy z innego Chile, ale dno było - ma się wiedzieć.
- Tylko nie bułgarskie, bo dzisiaj hiszpańskie przyniosłam, a ty nawet nie raczyłaś zauważyć.
- Takie czy siakie – nawet jakby francuskie to pewnie i tak i tak Polacy zbierali winogrona - śmieje się Halszka sięgając po korkociąg – i przez to bez różnicy. I tak stać nas tylko na te „ A table” – a co zakorkowane, to niech sobie każdy dośpiewa haha przedtem y... y... y... - postękuje pokonując korek - czy potem, w zależności kiedy się komu lepiej śpiewa... haha!
- Coś ty taka wesoła? Stary cię zostawił wiekuiście czy jaki pieron – zagaduje, bo Ula ukradkiem domywa makijaż?
- A gdzie mu będzie lepie? Jak HIVa nie przyniesie, to go zdzierżę do śmierci. Ostrzeżenie dostał i cała naprzód z moim błogosławieństwem. Ale kasa ma być i spokój w domu. Ale on wie, że ze mną to nie żarty i zastosował się jak to on, pełna kultura, takt i marynarski szyk. Mnie całkowicie taka sytuacja odpowiada. I tak jest w domu od przypadku do przypadku, a obywa się wszystko bez plotek ja mam komfort a on moją wdzięczność. Sąsiadki nie mają pojęcia o naszym statusie i zazdroszczą wiernego Zenusia. I tak ma być laski, tak ma być!
- Jak to HIVa – dziwi się Ula, jakby Halszka mówiła cały czas po węgiersku i tylko słowo HIV nie wymagało tłumaczenia.
Ona nie ma pojęcia o sytuacji Uli z panem P. Trochę szkoda, przewaliła by na nią te miaukoty i infantylne wyjaśnienia o Pawełku, których już nie jestem w stanie ani słuchać, ani doradzać co począć. Niestety.
- A kieliszki gdzie masz, za mąką czy przed kaszą – woła z kuchni rozbawiona – a ja wiem, że mnie wzywa.
- Co jej, wezwanie ma na gestapo czy umarł ktoś?
- E ,e ,e nie ważne. Doła ma. Zawsze po pagórach są doły, capioto?
- Jasne. Tylko nie mów, że go lubisz.
Poty mnie oblały. W podświadomości szukam, z której strony głowy mam przybitą tabliczkę z napisem: Ula i Paweł to kochankowie. Czuję, że szczęka nieubłaganie zbliża mi się do kolan. Pewnie wyglądem przypominać kosmitkę, ale stukanie po nosie wspomaga wywleczenie mnie z zaświatów, Halina zaś szczerze uśmiechnięta z wiarygodną swobodą wyszeptała:
- Tu nie Manhattan. Dawno wiem i to nie od ciebie. Spoko!
- U f f f .. ., ale mowy jeszcze przez dłuższą chwilę nie odzyskałam.
Cdn ;) |
|
_________________ ... nie zapomniałam nie e e e e e
to wszystko we mnie jest,
jak ochota na grzech,
na smutek i śmiech .... |
|
|
|
 | |  |
Wysłany: Czw Lip 03, 2008 12:08 pm |
|
|
| ella_hagar |
|
 |
 |
| Dołączył: 01 Mar 2006 |
| Posty: 750 |
| Skąd: Warszawa |
|
|
 |
 |
 |
|
Ślicznotko ty moja Shibbuszko.
Jestem zdumiona, że tak sprawnie napisane ))) Jakby się ten diament powoli szlifował na brylant.
Pod względem technicznym lepiej napisany tekst niż poprzednie. O niebo lepiej.
A w treści? Ja po prostu lubię cię czytać. To są naprawdę fajne kawałki prozy.
Twoi bohaterowie są prawdziwi, z życia wzięci, bez zadęcia na niewiadomoco. Kobiety w twojej prozie wyraziste, kobiece, z charakterem, fajniaste takie. Chciałoby się z nimi to winko hiszpańskie wypić, poplotkować o facetach ... i nie tylko.
Czekam na ciąg dalszy.
 |
|
|
|
|
 | |  |
Wysłany: Pią Lip 04, 2008 8:52 pm |
|
|
| mewa |
| moderator |
 |
 |
| Dołączył: 20 Kwi 2006 |
| Posty: 1663 |
|
|
|
 |
 |
 |
|
Lubię Ciebie czytać, bo przenosisz człowieka w świat taki normalny, w którym jest miejsce na wszystko i dobro i uczynki podkasane:)
Pisz Malutka, ja sobie te części na dysk dałam i czytam je ciurkiem, bo tak mi jest łatwiej:)Czekam na ciąg dalszy:)
 |
|
_________________ Mówiłaś, że byłaś najbardziej szczęśliwa, gdy tańczyłaś, mówiłaś też, że byłaś najbardziej szczęśliwa, gdy tańczyłaś ze mną, a teraz które ze zdań wybierasz? / Cohen |
|
|
|
Wysłany: Sob Lip 05, 2008 1:24 pm |
|
|
| Christine |
| administrator |
 |
 |
| Dołączył: 13 Wrz 2005 |
| Posty: 2469 |
| Skąd: Gdańsk |
|
|
 |
 |
 |
|
Pogubiłam się trochę w końcówce: czy Paweł - szpikulec to mąż Haliny i kochanek Uli?
Jak wszyscy, z niecierpliwością czekam na cd.
)) |
|
_________________ Krystyna Bogusławska |
|
|
|
| Forum Amarylis Strona Główna » PROZA |
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1
|
|
|
|
|